Wyszedłem z komnaty i wydałem rozkaz magom powietrza by zatrąbili w złoty róg. Jak powiedziałem, tak zrobili i po chwili słychać było królewskie wołanie. Każdy wilk w Arcanterze musi się stawić na spotkaniu, w królewskiej sali obrad, gdzie aktualnie się udałem.
Wchodząc do sali przez ogromne drewniane drzwi, które były szczegółowo wyrzeźbione, widać było na jej końcu cudowny, złoty tron, gdzie zasiadłem. Po bokach czerwonego dywanu znajdowały się fioletowe poduszki ze złotymi zdobieniami. Na ścianach było mnóstwo malowideł, które przedstawiały magiczny las i wilki. W sali znajdowały się też kolumny oraz witraże, więc miałem co podziwiać zanim wszyscy się zbiorą.
Olethros
Jako mag powietrza musiałem zatrąbić w ten zasrany róg. Zrobiłem to i zszedłem na sam dół. Gdy znajdowałem się przed drzwiami zamku westchnąłem ciężko a zaraz potem je pchnąłem. W holu przywitał mnie ziąb i przeciąg. Zrobiły coś z tym ten gruby debil... Nie czekając dłużej skierowałem się po strzałkach do wielkiej sali obrad. Było na co patrzeć. Malowidła, no i te zakichane poduszki. Fioletowe? Zrobiłbym je inaczej, dlatego chociażby, żeby nie tylko wadery były zadowolone. Boże, fioletowe... Gdzie ty mnie zesłałeś? Ale wracając do tematu gruba świnia już tam była i siedziała sobie na tronie brudząc go swoją świńską personą. Nie zaszczyciłem go spojrzeniem i usiadłem jak najbliżej niego, po jego prawicy. Poczekam.Ikelos
Sprzątając w moim nowym miejscu pracy i segregując pozostałości po poprzednim magu, usłyszałem wezwanie. Oho, rada naszego cesarza. Ciekawe co ten rudzielec wymyślił. Na pewno to nic ważnego, bo taki wilk jak on, nie jest w stanie czegoś takiego wymyślić. Egoista i daję sobie łapę uciąć, że tym razem też tak będzie. Rozmawianie o tym, jaki to on jest super, ale niech stracę. Pójdę.W końcu dotarłem pod mury zamku, łatwo było dojść do sali obraz, gdyż zrobili znaki. Wchodząc do sali, zatkało mnie... jak tutaj pięknie. Wilków było dosyć sporawo, więc znalazłem sobie jakieś miejsce przy końcu i usiadłem na fioletowo-złotej poduszce, czekając aż moje przypuszczenia się sprawdzą.
Aria
Właśnie przechodziłam obok zamku, gdy nagle usłyszałam róg. Od razu domyśliłam się, że chodzi o jakieś spotkanie czy coś. W każdym bądź razie żwawym krokiem przeszłam przez ogromne drewniane drzwi zamku. Następnie pokierowałam się w stronę tzw. sali obrad. Po paru minutach błądzenia udało mi się znaleźć odpowiednie pomieszczenie. Otworzyłam pchnięciem łapy średniej wielkości drzwi. Bez rozglądania się, usiadłam na jednej z fioletowych poduch. Wilków trochę już było, lecz zapewne czekaliśmy na innych. W tym czasie uniosłam głowę i zaczęłam oglądać ogromny pokój. Każde okno miało na sobie witraż. Każda ściana miała na sobie jakieś malowidła. Ba! Nawet sufit był ozdobiony. Widać było, iż zwierzęta budujące ten zamek bardzo się postarały o jego wygląd. Po chwili mój wzrok natrafił na czerwonawego basiora. Niestety wiedziałam kto to jest. Nasz kochany cesarz...Red Rose
Po jakimś czasie przyszło trochę wilków i sala była już pełna. Postanowiłem nie czekać dłużej i zacząłem tłumaczyć po co ich zebrałem. Wstałem z tronu, który był dosyć wysoko, wchodziło się na niego po schodach, więc każdy mnie widział i słyszał. W końcu wilki mają dobry słuch, prawda?- A więc moi drodzy poddani, zgromadziłem was tutaj by omówić parę spraw. Zacznijmy więc od tego, że od tego momentu każda wadera w królestwie jest moja. - nim zdążyłem skończyć, zaczęły się hałasy, lecz straż zapanowała nad tym. Hałas ustał, jednak zaczęły padać opinie na temat tego pomysłu... które nie obchodziły mnie ani trochę.
Olethros
Nasz cesarz... Nasz kochany cesarz. Śmiać mi się chce. "Każda wadera jest moja". Po co mu te przedmioty? Prychnąłem z uśmiechem na pysku. Myślałem, że może uda mu się wymyślić coś mądrego i godnego uwagi. Jednakże ten baran nas nie zawiódł; zebrał nas tu. Kolejna strata czasu. Wniosek sam w sobie nie za bardzo mnie obchodzi. Taka wadera to żywy trup, przedmiot, roślina... Nic więcej. Nie obchodzi mnie to co chce z nimi zrobić. A to, że chce to zrobić tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że wilk jest słaby i głupszy niż mi się do tej pory wydawało. Chociaż... Nie. Nie sądzę bym mógł się zakochać. To głupie.
Dlatego więc wzruszyłem ramionami i obserwowałem wściekłe miny wader i oburzone miny basiorów.
Aria
Prychnęłam na wieść o tym, że cesarz chce mieć wszystkie wadery w w tym królestwie dla siebie. Widać było, iż jeszcze nie dojrzał i zachowuje się nie tak jak przystało na władcę Arcanterry. Zapewne nikt nie posłucha jego głupich zachcianek i zignoruje postanowioną przez niego zasadę. Osobiście nie mam zamiaru służyć tak nędznej kreaturze jak Red Rose. Kto w ogóle wybrał tego idiotę na cesarza? Chyba jeszcze gorszy idiota... No cóż... Mam nadzieję, że to spotkanie zakończy się szybko, gdyż nie mam zamiaru wysłuchiwać kolejnych żądań naszego "rozsądnego" władcy.Ikelos
Słuchałem go z niedowierzaniem... no i nie tylko ja. Widząc reakcje wściekłych wader, a jeszcze bardziej złych samców, zacząłem się o niego martwić. Co z tego, że ma służbę... to też są wilki i one także mają uczucia, miłości... tak nie wolno. Jako pierwszy postanowiłem się odezwać, bo brat jednak jest bratem... a gdyby on zmarł, to pewnie by powołali na cesarza mnie, tego nie chciałem. - Red. - wstałem z poduszki, a każdy zaczął się na mnie patrzeć. No tak, Red? Czemu nie cesarz... pewnie teraz nikt nie zacznie go szanować. Nie ważne. - Bracie... tak nie wolno. - postanowiłem nieco sprostować, żeby nie myśleli iż nie mam szacunku do cesarza... a chyba jako jego rodzina, mogę mu mówić po imieniu, prawda?
Red Rose
Rozglądając się po sali, zacząłem się zastanawiać skąd to niewychowane bydło się wzięło. Normalnie, niczym spłoszone stado saren. Westchnąłem jedynie i przerzuciłem oczyma. Nie obchodzi mnie ich zdanie, a mam jeszcze coś do przekazania i tu mogliby się wypowiedzieć. Jednak nim zdążyłem zacząć mówić... przerwał mi. Ktoś mi po prostu przerwał! Ahh... brat. Bezczelny, głupi i beznadziejny. - Jestem cesarzem. Wolno. - oznajmiłem z wyższością, po czym spojrzałem na strażników... którzy byli nieco zmieszani.Olethros
Wydawało mi się, że najbardziej wściekła jest Aria, ale to jednak Ikelos, który jak się okazało jest spokrewniony ze świnią, pierwszy się odezwał. Próbował powstrzymać cesarza samymi słowami. Przecież wiadomo, że się nie da, prawda? Miałem rację, świnia odpowiedziała szybko, słowem przeczącym i stanowczym. Nie wiedziałem nawet, że tak potrafi. A strażnicy widać, że niedorajdy bo stali cicho, tylko patrząc po sobie. Powinni jednak zainterweniować w takim momencie, ale nie moja winna, że cesarz wybrał sobie na straż takich głupców. Rozbawiło mnie to, że ta świnia wodziła po zebranych wzrokiem, który mówił sam za siebie. Dziwne. Pewnie mnie nie zauważył, ale ja to mam, po prostu w nosie. Osioł postanowił kontynuować.
Aria
Po woli uspokajałam się. Nasz cesarz jest na tyle niepoważny, że raczej to "prawo" zbyt długo się nie utrzyma. Rozejrzałam się po sali. Mój wzrok zatrzymał się na strażnikach, którzy znajdowali się obok tronu władcy. Wyglądali na bardzo zmieszanych. Chyba nie wiedzieli co mają zrobić. Tylko rozglądali się na innych członków straży i oczekiwali jakiejś reakcji ze strony innych. Wydawało się to bardzo komiczne. Widać było, iż zbytnio nie nadawali się na służbę u boku króla. Zapewne Red Rose wybrał pierwszych lepszych, którzy się dali wciągnąć w tak poważną robotę. Tak w ogóle co zamierza z nami robić? Wolę nie wiedzieć... A może? Zapytam się go o to, choć pewnie i tak odpowie "Nie muszę odpowiadać, bo jestem cesarzem" czy coś w tym stylu. - Na co my jesteśmy ci potrzebne? Ekhem... Cesarzu. Do czego nasz król chce nas wykorzystać? Nie lepiej znaleźć sobie tą jedyną, z którą spędzi się całe życie? - zapytałam, a przed tym jeszcze złożyłam mu pokłon.
Był bardzo wymagający, a ja chciałam uzyskać odpowiedź, więc musiałam dodawać te określenia, na które nawet nie zasługuje.
Ikelos
Słysząc jego odpowiedź, opadły mi całe siły na tą rozmowę. Nic do niego nie dotrze, po prostu nic. Miałem go dosyć... Nie dość, że ostatnio zdenerwował mnie swoim żałosnym zachowaniem, tak, mam na myśli to, że chciał zburzyć naszą wioskę. Jestem ciekaw czy poruszy ten temat. Rozejrzałem się po sali, widać było, że wadery nie są z tego zadowolone a tym bardziej samce, którzy znaleźli już swoją jedyną... A co można powiedzieć o rodzinach? Wilkach, ze szczeniakami? On nie jest poważny!
Miałem już wybuchnąć złością, co u mnie naprawdę rzadko się zdarza... chociaż, Red Rose jest mistrzem w denerwowaniu mnie. Powinni dać mu za to medal. Ale wracając do tematu... chciałem na niego wrzasnąć, jednak usłyszałem ten cudowny, kojący głos... Aria? Odwróciłem się i spojrzałem na nią. Fakt, iż odnosi się do niego w ten sposób jeszcze bardziej mnie zdenerwował.
Red Rose
Zaśmiałem się głośno. To ta głupia wadera, która uważa, że może mnie olewać. To smutne, że nie wie iż to przez nią to wszystko. Ona mnie nie chce? Dobrze wiec, teraz nie ma wyboru! Nikt mi się nie będzie stawiał. Mam ogień, jestem ogniem i jeśli zechcę, spłonie tu wszystko! Magów wody jest tu tyle co nic, nie ma ich wręcz. Co to? Jeden czy dwa? Nikt mnie nie powstrzyma! - Jak to po co? Im was więcej, tym więcej mojego genu przekażę. Szlachty nigdy za wiele. - oznajmiłem ze spokojem, a wszyscy na sali zamilkli. A więc dobrze, postanowione. Chociaż... może jeszcze to przemyślę? Nie, no co wy.
- Dobrze, więc sprawa jest jasna, dopóki nie ma tu istot idealnych, każda z wader jest moja. - dodałem, żeby ich upewnić, że od teraz zostaje to wprowadzone w życie. - A tak to jeszcze przedyskutujemy sprawę zlikwidowania wioski i postawienia tam zamku. Słucham tylko, kto jest za i kto przeciw. - powiedziałem, wywyższając się i obserwując głos ludu.
Olethros
Z Red Rosem nie da się widocznie nic ustalić. Wniosek z waderami został wcielony w życie chociaż prawie wszyscy byli przeciw. Demokracja padła. Teraz tylko pyta się kto jest za a kto przeciw, by pewnie trochę załagodzić sytuację, chociaż i tak w końcu na miejscu wioski postawi zamek. Nie za bardzo mnie to obchodzi. Chociaż... Wioska jest dla plebsu a zamek powinien być tylko jeden, tylko dla wysoko urodzonych.- Jestem przeciw. Co to za królestwo z dwoma zamkami? Zamek ma być jeden dla wysoko urodzonych. Ci, którzy zamieszkują teraz wioskę nie zasługują na zamek. Wioska to miejsce gdzie powinien zostać plebs. Pasują tam. - spojrzałem z obrzydliwym uśmiechem po zebranych. Jedni byli wkurzeni a drudzy z oburzeniem suszyli sobie języki. Na koniec spojrzałem na świnię.
Aria
Szczerze? Ten czarny basior sam powinien znaleźć się w grupie, którą nazywał "plebs". Jeśli uważał się za kogoś wyżej postawionego to srogo się mylił. Na pewno wilki mieszkające w zamku powinny mieć jakieś maniery. Niestety tutaj było inaczej. Teraz Arcanterra to jeden wielki chaos. Krainą włada totalny idiota, a wilki wysoko postawione są niewychowane. W legendach nasza ziemia była podobno piękna i panowała tutaj harmonia. Niestety różne pokolenia niszczyły kolejno tą krainę. Popatrzyłam na wszystkie wilki tu zebrane i westchnęłam. Jeśli Red Rose zburzyłby wioskę i zbudował zamek, ale zapewnił w nim również dom wilkom niegdyś tam mieszkającym to nie miałabym żadnych zarzutów co do tego czynu. Jednak jeśli wyrzuciłby wszystkie rodziny na pastwę losu to... Zapewne zostałby w "tajemniczych" okolicznościach zabity. Obydwie opcje mi pasowały, gdyż nie ma bardziej głupiego imbecyla od naszego cesarza.Ikelos
Słowa czarnego basiora nie były zbyt miłe. Nie dość, że najpierw próbował mnie zabić, to teraz jeszcze nazywa wszystkich mieszkających w wiosce, plebsem. To nie tak, że wilki tam są gorsze. One są tak samo ważne, jak ci mieszkający w zamku. To nasza decyzja gdzie chcemy mieszkać i nie bez powodu wybrałem wioskę. Mam tam swój własny dom, własne mieszkanie a nie komnatę, która przypomina celę więzienną. Zdecydowanie wolę swój mały domek niż zwykłą komnatę sypialną. Zdecydowanie wolę posiadać spiżarnię u siebie, niż chodzić do stołówki razem ze wszystkimi. Bo co? Kilka piórek i już bałagan, który o jejku, szlachcie nie przystoi? Szkoda słów... - Jestem przeciw. Nie bez powodu wybrałem wioskę, byś teraz niszczył ją i stawiał zamki. - już raz powiedziałem cesarzowi co o tym myślę i dobrze wie, że jeśli zniczy to co kocham, nie zawaham się go zabić. Jestem synem Alfy, jego straż jest moją strażą.
Red Rose
Słuchając głosu tłumu, skupiłem uwagę na czarnym basiorze. Ahh, to ten imbecyl, który błagał mnie o stanowisko. Proszę, proszę... mimo wszystko, dobrze prawi. I chociaż wywołał nie potrzebny chaos, popieram jego zdanie. - Dobrze więc, wioska niech będzie wioską. - uśmiechnąłem się, uspokajając sytuację na sali. Wilki ponownie skupiły się tylko na mnie, czekając na to, co mam jeszcze do powiedzenia. - Jeszcze jedna sprawa. W naszej krainie jest nudno, chcę byście wyrazili swoje zdanie na ten temat. - rozejrzałem się i kontynuowałem. - Mianowicie, pragnę stworzyć jeszcze jedno stanowisko. Błazen. On były odpowiedzialny za organizację imprez i zapewnienia nam rozrywki. Chciałbym też zorganizować bal. - oznajmiłem i zacząłem rozglądać się po sali. Moi poddani widocznie byli zaciekawieni tym pomysłem.
Aria
Zdziwiłam się trochę słysząc propozycję cesarza. Myślałam, że zebrał nas tu głównie pod swoje zachcianki. Pomyślałam, że ten bal nie byłby zły. Jednakże jeśli na prawdę prawo "Jego wader" będzie wprowadzone na poważnie, to nie wyobrażam sobie tego typu przyjęcia. Mnóstwo wilczyc oblegających jednego wilka. Koszmar! Ale wracając myślami do poprzedniego tematu to byłam nawet bardzo za.- Uważam, że to świetny pomysł. - rzekłam spokojnie. - Ale co z twoim nowym prawem? Z tego co wiem, to na bale przychodzi się z partnerem bądź partnerką. - dodałam.
Red Rose zilustrował mnie swym wzrokiem. Liczyłam na choć trochę mądrą odpowiedź z jego strony. Już nie zamierzałam się płaszczyć przed tym błaznem. Sam mógłby zająć to stanowisko.
Red Rose
Hmm, wadera miała rację, jednak jej tego nie powiem. Po co? Niech sobie nie myśli, że jest taka mądra. Pożałuje tego, że mnie nie chciała i tyle. Każda tego pożałuje, przez nią. - Jeśli ty pójdziesz ze mną, to reszta będzie wolna. - oznajmiłem z wrednym uśmieszkiem. Chcę ją i koniec kropka. Ugnie się w końcu albo wprowadzę do krainy całe zło, jakie przyjdzie mi do głowy. Roześlę strażników wszędzie! Nikt nie będzie wolny. Teraz wszystkie oczy skupiły się na niej. Widać było, że inne wadery chętnie by ją oddały w moje łapy. Jeśli się nie zgodzi, cóż... jej życie stanie się piekłem. Znając płeć przeciwną, zemszczą się na niej, każda po kolei...
Aria
Ten basior był po prostu śmieszny! On chyba wychowywał się w złym miejscu. Czy on na prawdę myśli, że ja z nim na prawdę pójdę na bal? Ha! Przekonamy się.- Eh... - udawałam zdruzgotaną. - W porządku. Nie chcę robić sobie niepotrzebnych wrogów. - dodałam.
Zauważyłam tylko na pysku basiora szyderczy uśmiech. Ja sama mogłabym teraz się śmiać, ale nie chciałam zdradzać się. Niech sobie myśli i chodzi z tą uśmiechniętą mordą, że wykorzysta mnie podczas balu. Zrobię coś, dzięki czemu zapewnię spokój i sobie i innym waderom. Oczywiście nikomu nie zdradzę moich niecnych planów. Bo po co?
- Kiedy jest ten bal, panie? - zapytał nieznajomy mi wilk.
Sama byłam tego ciekawa. Musiałam się przygotować do mojego "planu".
Red Rose
- Dobrze więc, jak już wszystko zostanie ustalone i zapisane w prawie, poinformuję was o tym. - oznajmiłem, wywyższając się przy tym. - Bal odbędzie się wkrótce, moja droga i nie martw się. Ciebie poinformuję osobiście. - podszedłem do mojej piękności, spojrzałem jej prosto w oczy i odpowiedziałem na pytanie. Po tym wszystkim delikatnie musnąłem ją noskiem po pysku i wróciłem na tron. - Obrady zostały zakończone. - oznajmiłem, a moi poddani ukłonili się i zaczęli wychodzić z sali. Ja zaś, wyszedłem specjalnym wyjściem, który znajdował się za tronem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz