Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 29 czerwca 2016

Fumetsu - Quest#2

Byłam właśnie w lesie. W tej części liście drzew miały kolor żółci, a wszystkie pozostałe rośliny były suche. Rozglądałam się właśnie za jakimiś nietypowymi zjawiskami. Głównie chodziło o duchy i tego typu sprawy. Niestety nie miałam pojęcia, czy uda mi się cokolwiek znaleźć. Po jakimś czasie nieudanych poszukiwań zgłodniałam. Pomyślałam, iż mogę wściec ducha jakiegoś zwierzęcia, a później je zjeść. Tak, to wyśmienity pomysł! Zaczęłam węszyć. Niedaleko wyczułam samicę dzika z młodym. Wyszczerzyłam kły w szatański uśmiech. To była dobra okazja na eksperyment. Poczęłam skradać się w stronę zwierząt. Zatrzymałam się obok gigantycznego drzewa. Było niskie i miało grube gałęzie. Niby wilki się nie wspinają po drzewach, ale... Teraz było to konieczne, tym bardziej, że do rozgałęzień był łatwy dostęp. Wyrastały one niewiele wyżej ode mnie. Wdrapałam się na jedną z nich. Miałam pewność, iż nie spadnę, ponieważ drewno było grube. Akurat miałam na widoku lochę i jej warchlaka. Rzuciłam mocną kulą ognia w młode. Natychmiastowo podpaliło się i zaczęło fikać. Cierpiało i to bardzo. Po chwili zwierzę padło na ziemię martwe. Samica spojrzała na mnie z wrogością.
- Czemu?! - krzyknęła i podbiegła do drzewa.
Próbowała się na nie wdrapać, lecz miała racice, które uniemożliwiały jej tą czynność. Chwilę później odpuściła i patrzyła na mnie śmiertelnym wzrokiem. Zaśmiałam się i również w nią wycelowałam płomieniem. Był on delikatny, lecz i tak sprawiał ból. Widać było, iż locha nie miała już siły, więc uciekła. Niestety nie udało mi się zaobserwować żadnych zjawisk. Cóż... będą inne okazje. Tymczasem zeszłam z drzewa, upewniając się, że jest bezpiecznie. Później podeszłam do martwego warchlaka. Złapałam go za kark i zaczęłam iść w stronę zamku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home