- Hey ty! - usłyszałem nagle, co też sprawiło, że przestałem zagłębiać się wspomnienia i rozmyślania nad celem tej podróży. Skierowałem wzrok na tajemniczego basiora, który stał przede mną i czekałem, aż rozwinie swoją wypowiedź. Okazało się, że to strażnik tutejszych terenów i jeśli potrzebuję chwili odpoczynku to może zaoferować nocleg. W sumie czemu nie? Dawno nie spałem wygodnie.
- Dziękuję, chętnie skorzystam. - odparłem z uśmiechem i razem z nim udałem się do ogromnej kamiennej budowli. Nigdy czegoś takiego nie widziałem, nawet nie wiedziałem, że wilki były w stanie coś takiego zbudować. Jak?
Mój nowy znajomy pokazał mi najpierw moją komnatę, a potem zaprowadził do stołówki, gdzie też się rozstaliśmy. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, a kiedy do mych nozdrzy dotarł zapach świeżego mięsa, poczułem głód. Oh, racja. Dawno nie jadłem, jednak nie wiedziałem jak mam się zachować. Stanąłem gdzieś z boku i obserwowałem. Wilki przychodziły, brały mięso i odchodziły, jednak czy to miało jakąś hierarchię?
- Przepraszam. Czy mogę o coś zapytać? Może się to wydawać trochę głupie, ale chciałbym wziąć kawałek mięsa i nie wiem jakie obowiązują tutaj zasady. - podszedłem do czarnej wilczycy, która stała przy bufecie. Najwidoczniej czekała na swoją kolej, a więc nie powinna być zajęta na tyle by mi nie odpowiedzieć.
Sarissa
Tej nocy ciężko mi było spać. Coś mnie wciąż męczyło, jakieś złe myśli. Wciąż cierpła mi skóra, sierść jeżyła się mimowolnie, a miękkie dotąd łóżku nagle zdawało się okropnie niewygodne i miałam wrażenie, że wciąga mnie gdzieś w dół. Wprost w jakąś dziką otchłań, która pragnęła złapać mnie w swoje chłodne sidła i nigdy nie wypościć.Takie koszmary nie zdarzały mi się często... Można by spokojnie uznać, ze wręcz przeciwnie, zazwyczaj byłam osobą spokojną i to właśnie spokój panował a moim życiu i snach, ale nie tym razem... Może to resztki wizji wywołane ziołami, nad którymi pracowałam w to południe? Nie miałam pojęcia... Miałam jednak niemiłe wrażenie, że ktoś niedługo będzie cierpiał. Być może ja... Być może ktoś mi bliski?
Rankiem wstałam z łóżka jeszcze bardziej zmęczona niż ułożyłam się do sny poprzedniego wieczora. Tak też było przez cały dzień. Skupienie się na pracy było dla mnie czymś niezwykle ciężkim i zajmowałam się tylko najprostszymi rzeczami, nie chciałam czegoś pomylić. Z westchnieniem ulgi przywitałam wieczór. Ruszyłam na stołówkę i jak to miałam w zwyczaju pozdrawiałam innych z uśmiechem na pysku. To, że gorzej się czułam nie zmieniało tego, że innym należał się choćby uśmiech z mojej strony, a na pewno zwyczajna uprzejmość. Kiedy więc, stojąc w kolejce po mięso, zostałam zaczepiona przez nieznanego mi basiora uśmiechnęłam się do niego i wyjaśniłam, że dla nikogo nie zabraknie tu mięsa i wystarczyło podejść i wziąć sobie kawałek. W menu była głownie sarnina, ale myśliwi często przynosili także inne zdobycze, szczególnie takie, o które pytało sporo wilków.
- Nie musisz się martwić, a gdybyś jeszcze czegoś potrzebował, śmiało pytaj - dodałam jeszcze i wzięłam swój kawałek, żeby usiąść w kącie i zaspokoić głód. Zerkałam jeszcze na basiora, który wciąż wyglądał na lekko zagubionego.
Soovimatu
Wadera okazała się bardzo miła i wyjaśniła mi co trzeba zrobić. Muszę przyznać, że to naprawdę dziwne, że tak po prostu każdy stoi w kolejce i bierze sobie co chce. A może oni tu mają kilka stołówek? Lepsze mięso dla wyżej postawionych wilków, a to gorsze dla reszty. Nie zdziwiłbym się tym, a nawet uznałbym to za odpowiednie, gdyby rzeczywiście tak było. Fakt, że wadera nie pokazała mi mojego miejsca, może świadczyć o tym, że sama nie znaczy zbyt wiele. Oczywiście nie mam tu na myśli kolejki, a po prostu złe traktowanie. Wiadomo, że jak jesteś lepszy i masz więcej przywilejów to możesz warczeć na prawo i lewo, ustawiając sobie mniejszych pod siebie. Hmm, to całkiem interesujące. Może jednak dałaby mi jeszcze jedną szansę i opowiedziała co nieco? W prawdzie sama oznajmiła, że mogę prosić ją o pomoc, ale czy to wypada? Cóż, najwyżej warknie... Rozejrzałem się za nią, a kiedy wiedziałem gdzie usiadła, sam wziąłem kawałek mięsa i podziękowałem wilkowi, który stał za mną. Sądząc po jego minie, musiałem zachować się dość nietypowo, ale w końcu komuś trzeba podziękować, prawda? Bufet to zwykłe kamienne podwyższenie, na którym było mięso, żadnych strażników ani myśliwych, nikogo kto by tego pilnował, więc chociaż podziękuję za cierpliwość.
- Przepraszam. Czy mogę się dosiąść? - zapytałem czarnej wadery, trzymając swój kawałek mięsa za pomocą telekinezy. Widząc uśmiech na jej pysku, pozwoliłem sobie zająć to miejsce.
- Jestem Soovimatu the Fury, miło mi cię poznać. - przedstawiłem się, bowiem skoro to już drugi raz, to wypada. Życzyłem jeszcze smacznego, po czym sam zabrałem się za kawałek mięsa.
Sarissa
- Sarissa Złoty Cyprys - przedstawiłam się i ponownie posłałam basiorowi uprzejmy uśmiech. - Mi również jest bardzo miło.Cieszyło mnie to, że nowy wilk dosiadł się do mnie. Wyglądał dalej na poważnie zagubionego. Aż przypominały mi się moje pierwsze dni na zamku, kiedy bałam się do kogokolwiek odezwać, nie wiedziałam dokąd mogę się udać, a gdzie wchodzić nie powinnam. To było koszmarne choć z perspektywy czasu mogłam powiedzieć, że i nieco zabawne. W końcu okazało się, że nie ma się tu czego bać, większość wilków była przyjaźnie nastawiona, a i cierpliwości nie brakowało strażnikom, którzy co i rusz musieli mi odpowiadać na mnóstwo wyszeptanych nieśmiało pytań.
- The Fury? Jesteś krewnym Foxy? Miło, że ktoś wreszcie ją odwiedził - zainteresowałam się, chcąc popchnąć rozmowę dalej i dowiedzieć się czegoś o Soovimatu.
Soovimatu
Bardzo się cieszyłem, że wadera okazała się być tak miła i pomocna. Dzięki niej poczułem się znacznie lepiej i mam nadzieję, że pomoże mi przetrwać kilka dni, potem kto wie, może odejdę? Chociaż z drugiej perspektywy, jest tu dużo wilków i może trafi się ta jedyna? Ehh, brzmię jak jakiś desperat, który szuka miłości za wszelką cenę, a ja po prostu myślę o obietnicy i mojej córce. Na pewno kiedyś otrzyma ode mnie dobrą wiadomość. Nagle Sarissa wspomniała coś o Foxy... czyżby? Nie, to nie możliwe, świat jest taki wielki i na pewno to ktoś inny. Jakie jest prawdopodobieństwo, że znaleźliśmy się w tym samym miejscu? Nie wiem, ale chciałbym w to wierzyć, że to ona... W głowie ciągle mam te słowa, że mnie nie kochała, nie chciała, że byłem głupią wpadką, jednak nie wierzyłem i nie wierzę. Na pewno miała inny powód i może los tak chciał, bym poznał prawdę? Jeśli to ona, to córka miała rację, "Ona czeka, ale nie tutaj.". Może to dwuznaczne, ale pasuje.
- Myślisz, że ucieszyłaby się? - zapytałem nieśmiało. Nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, nie znałem jej i nie chciałem oceniać jedynie po plemiennych plotkach.
Sarissa
- Pewnie! - wypaliłam z entuzjazmem. - Przecież każdy by się cieszył z wizyty krewnych. Gdyby tak mnie przyszli odwiedzić członkowie klanu, z którego pochodzę skakałabym z radości.Uśmiechnęłam się szeroko na samą myśl. Tak często za nimi tęskniłam. Nie raz myślałam co tam u nich, jak moi rodzice... Czy byliby dumni z tego kim teraz jestem i jaka jestem? Czy wspieraliby mnie, czy może próbowali odwieść od czegoś? Tak wiele się pozmieniało odkąd tu dotarłam, nauczyłam się wielu rzeczy i wiele wilków poznałam... Mimo to nie zapomniałam nigdy skąd jestem i o wszystkich tych, których przyszło mi zostawić.
- Foxy bywa nerwowa i... szorstka, ale jestem pewna, że wizyta kogoś z rodziny dobrze jej zrobi. Jeżeli chcesz mogę ci wskazać salę lekcyjną, w której zazwyczaj prowadzi zajęcia. Powinna być w zamku, choć często wybiera się z młodzikami na wycieczki. Wiesz, uczy je polowań i odkrywania żywiołów. To naprawdę wspaniałe zajęcie... Ja nie umiałabym dać sobie rady - westchnęłam wspominając chociażby przygodę z Zeconim... Gdybym takie psikusy były moją codziennością chyba bym oszalała.
Soovimatu
Czyżby moja matka została nauczycielką? Teraz to rozumiem jeszcze mniej niż wcześniej, jestem zmieszany tym faktem. Jeśli jest nauczycielką to lubi szczenięta, prawda? Czemu więc zostawiła mnie? To na pewno nie jej wina, ktoś ją zmusił, nie wytrzymała presji. Skoro Sarissa twierdzi, że Foxy się ucieszy to na pewno tęskniła za mną, a jeśli spotkanie dobrze jej zrobi, to oznacza jedno - myślała o mnie. Może przez ten czas była taka, bo ta myśl, przeszłość nie dawała jej spokoju? Muszę przyznać, że nie mogę się doczekać spotkania, jednak po chwili dotarło do mnie, że nie wiem jak mam się zachować. Co jej powiedzieć? Mamo? Kocham cię? Tęskniłem? Dlaczego? Nie wiem, naprawdę nie wiem... jestem już dorosły, mam własne dzieci i czy takie zachowanie byłoby odpowiednie? Z każdą tą myślą, moje serce biło mocniej, czułem, że zaraz wyrwie się z klatki i gdzieś ucieknie. Moja towarzyszka na pewno to zauważyła, a może jednak udało mi się nie pokazywać emocji, które właśnie zebrały się w jedno i miały zaraz eksplodować.
- Bardzo ci dziękuję i nie wiem jak będę mógł się odwdzięczyć. - uśmiechnąłem się do czarnej wadery.
Sarissa
- A kto powiedział, ze musisz się za coś odwdzięczać? - uśmiechnęłam się. - Przecież to tylko chwilka rozmowy.Zaczęłam czuć prawdziwą sympatię do siedzącego przede mną basiora. Był uprzejmy, nieco zagubiony, ale biła od niego pewna szczerość i coś jeszcze, co sprawiało, że miałam ochotę... Sama nie byłam pewna jak to nazwać... zaopiekować się nim? Na pewno go przytulić i dodać mu nieco pewności, że wszystko będzie dobrze. Szczególnie kiedy zamilkł i jakby głęboko się and czymś zastanawiał.
Ziewnęłam szeroko.
- Wybacz - wydukałam od razu. - Na dziś będę musiała już uciekać, potrzebuję nieco snu i sądzę, że tobie też się przyda. Jeżeli zostaniesz na zamku nieco dłużej to odwiedź mnie jeszcze, dobrze? Będę najpewniej w pracowni alchemicznej. Strażnicy są zazwyczaj bardzo uprzejmi, więc na pewno któryś wskaże ci drogę - posłałam mu jeszcze uśmiech i wstałam, żeby lekko się przeciągnąć.
- Dobrej nocy - rzuciłam jeszcze na odchodne.
Soovimatu
Widocznie trafiłem w lepsze miejsce niż moje rodzinne plemię. Dawałem sobie radę, mimo tego, że traktowano mnie jak ścierwo. Tam trzeba było być zawsze miłym dla wilków wyżej postawionych, mimo iż traktowali cię jak nic. Czasem nawet nie odpowiadali, ale nękanie i proszenie się o chwilkę uwagi działało. A tu proszę... wilczyca na stanowisku alchemika i ani trochę się nie wywyższała, już nie mówiąc o strażnikach. U nas wojsko to prawie jak wódz plemienia, mogli wszystko i nie musieli nikogo traktować z szacunkiem. Coraz bardziej interesuje mnie tutejsza kultura, więc waderę na pewno odwiedzę. Zaproszę na jakiś spacer i wszystko mi opowie. - Mimo wszystko, bardzo ci dziękuję. - uśmiechnąłem się do niej, po czym zajęliśmy się posiłkiem. Myślałem jeszcze trochę o Foxy, chociaż czy to nie głupie, że tak na nią mówię? Niby to moja mama, ale jakoś dziwnie i zdecydowanie łatwiej mi myśleć o niej po imieniu. Nie znam jej przecież, a to prawie to samo co zwykła znajomość. Nie znam, ale poznam... może wtedy będzie mi łatwiej myśleć o niej jak o kimś bliskim. Z samego rana się tym zajmę, bo nie wytrzymam. Stres mnie pożera, więc chce mieć to za sobą jak najszybciej.
Czarna wadera ziewnęła, po czym pożegnała się. Miała rację, też jestem trochę senny, a w dodatku po posiłku to wszystko się nasilało. Teraz tylko chcę odpocząć, zdecydowanie łatwiej się myśli jak brzuch jest pusty albo pół-pełny.
- Wzajemnie. Z propozycji na pewno skorzystam i jeszcze raz dziękuję. - oznajmiłem, żegnając się, po czym sam udałem się we wskazane wcześniej miejsce. Chyba nikt się nie pogniewa jeśli zajmę tą komnatę na trochę dłuższy czas, prawda? Jutro najwyżej zapytam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz