Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

sobota, 11 lutego 2017

Ethen - Żałoba

Jejku. Jak się dowiedziałem, że car został zamordowany! Och, jaka szkoda, jak smutno! Napisałem już pieśń o Red Rose, jaki był miłościwy i odważny za życia! Odśpiewałem ją na oddaniu ciała naturze i miałem ją na pysku cały czas! Nie do wiary jak można być złym, zepsutym do szpiku kości żeby zrobić coś takiego! I to jeszcze ten czarny basior, co myślałem na początku, że nie musi być taki zły! A jakże wstrząsnął mną ten fakt, że czarnuch napisał coś na ścianie! Ale to było dla mnie natchnienie, jaka inspiracja! Skorumpowany basior zabił cara w imię wiary, większego, jego zdaniem, dobra! Ojej, jak u nas smutno. Jakie wadery milczące...W ten straszny nowy rok potrzebują mojej persony, która otuli je ciepłem, poczuciem bezpieczeństwa, rozśmieszy. Rozmyślając tak, zadręczając się, zobaczyłem przed sobą piękną waderę, która mnie potrzebowała. Ukłoniłem się przed nią z należytym szacunkiem i przedstawiłem się dodając makaronizmy. Jestem do twych usług, piękna.

Evangeline
Rzuciłam komikowi puste spojrzenie. W sumie nie miałam póki co żadnego ciekawego zajęcia... No chyba, że do ciekawych zaliczymy udawanie niezwykle rozżalonej śmiercią cesarza. Interesujące to nie było, aczkolwiek nigdy nie miałam nic przeciwko udawaniu. Teraz to było niezmiernie konieczne, by utrwalić swój wizerunek w oczach wilków - mnie jako dobrej księżniczki, która mocno tęskni za swym ojcem. Tak więc musiałam znosić te całe żałobne pieśni z przywołanymi na tę chwilę łzami. Może i jakoś zbytnio nie kochałam Red Rose, aczkolwiek nie wiedziałam, co wilki w nim widziały. Najwyraźniej coś musiały, skoro tyle było pieśni o jego dobrze, odwadze i innym tym podobnym.
- Moje imię chyba znasz, więc nie muszę się przedstawiać. - uśmiechnęłam się lekko, lecz smutno, bo w końcu maska nie powinna opadać.

Ethen
Spojrzałem na nią niepewnie. Znam? Jej imię? Hm.... A, no pewnie, że znam! Ja wszystko wiem. Panienka Evangeline, kwitnący kwiat.
- Oczywiście, księżno. - uśmiechnąłem się, robiąc dobrą minę do złej gry. Uświadomiłem sobie, że jest za młoda... Zniszczyłaby ją ta przyjemność ze mną.
- Podziwiam twą odwagę, Piękna. Słyszałem, że sama zwabiłaś tego strasznego mordercę do Zamku, by strażnicy zesłali na niego śmierć, czyż nie tak? - spojrzałem na nią. Mam nadzieję, że nie zauważyła, że nie wypowiedziałem jej imienia. Żywię nadzieję, że się za to nie obrazi.

Evangeline
Nazwanie mnie ''księżną'' schlebiało mi, aczkolwiek nazwa ta była tak samo niska, jak ''księżniczka''. Jedno i to samo, jak mniemam. Mniejsza o to. Wróciłam myślami do mojego szlachetnego czynu. Doprawdy, powinnam być z siebie dumna, skoro mnie za to tak chwalą tyle razy. Stary szaman zasłużył na wydanie go przeze mnie. Chociaż... W środku żałowałam po trochu, że się wtedy w pracowni wydarłam. Może gdybym wyskoczyła z okna za nim i jakimś sposobem zmusiła go tam do przekazania mi jego wiedzy i religii, zrobiłby to...
- Tak. Zrobiłam to. - powiedziałam powoli, patrząc na nieokreślony punkt w dali.
Wymawiają te słowa, starałam nie wzdrygnąć. Tak, zdecydowanie żałowałam, że otworzyłam pysk, gdy powinnam działać. Nie chciałam jednak wyglądać podejrzanie tym, którzy by mi się dłużej i uważniej przyglądnęli, toteż przybrałam wcześniejszą rozżaloną maskę i spojrzałam komikowi w oczy.
- Schlebiasz mi, chociaż nie musisz. - mruknęłam. - Dlaczego to robisz?

Ethen
Panna Evangeline zagapiła się w jeden punkt i wolno przytaknęła. Tak, tak, nie uszło to mej uwadze. Spojrzałem na nią smutno, zaraz jednak przywołałem na pysk uśmiech. Ojej, czyż to nie naturalnie, że trzeba schlebiać komuś o lepszej krwi? A szczególnie waderze?
- Sprawianie komplementów tobie, kwiecie szlachecki, to sama przyjemność i zaszczyt. - powiedziałem po krótkiej pauzie. Sam już nie wiem czy to od tego starzenia zgnuśniałem w gębie bo słów pięknych mi brak. Westchnąłem lekko. No cóż. Czas chyba pójść do jakiegoś pokoju muzycznego w Zamku i po komponować.. Chociaż nie. Nie. Lepiej jakąś waderę uszczęśliwić i siebie przy okazji.

Evangeline
- Miło mi to słyszeć. - mruknęłam. - A zarazem dobrze wiedzieć.
Przyjrzałam się stojącemu przede mną komikowi uważniej. Musiał mieć jakąś tajemnicę - tak wyglądał, wiele na to wskazywało. Może i żyłam jeszcze krótko na tym świecie, ale wiele razy musiałam udawać. Wiele razy też widziałam wilki, które chciały coś przede mną zataić. Wszystkie zachowywały się podobnie. Ten wilk może wydawał się podobny, ale jednak coś mi podpowiadało, że podobnie jak ja, przybierał maski, gdy tego chciał lub gdy wymagała tego zaistniała sytuacja. Zastanawiałam się, jak było teraz.
- Ty... Ukrywasz coś przede mną. - powiedziałam cicho. To nie było pytanie, ale spojrzałam mu z wahaniem w oczy.

Ethen
Evangeline mruknęła coś w odpowiedzi, niestety nie słuchałem. Kurcze, Ethen, skup się. Wyprostowałem się trochę i otrząsnąłem się z moich myśli i marzeń. Wadera właśnie wpatrywała się we mnie, wpatrywała. "Ty... Ukrywasz coś przede mną." Hm... Dobrze, że teraz słuchałem, ale byłby wstyd gdybym musiał prosić ją o powtórzenie takich mniemań! Spojrzałem w jej piękne, olśniewające oczy. Aj, wyzwanie chce mi jakieś narzucić, do prawdomówności zmusić tym wzrokiem? Uh. Dużo przed nią ukrywam. Na ten przykład fakt, że smutno mi bo jest akurat tą waderą, której nie mogę zaciągnąć w miłość. Do tego dochodzi, że się starzeje i nie jestem taki czarujący jak kiedyś. Same zmartwienia! Postanowiłem nie być taki miły, a raczej powiedzieć jej co za zachowanie u niej przyuważyłem jak mówiła o wysłaniu czarnego zbója na śmierć.
- Cóż... To samo mógłbym powiedzieć o tobie, Pani.

Evangeline
Zmrużyłam gniewnie oczy. Teraz już miałam pewność, że chciał coś przede mną ukryć - zarzucił mi to samo, co było równoznaczne ze zmianą tematu. Sprytne posunięcie, doprawdy... Ja jednak nie mam zamiaru i nie dam się nabrać na takie zagrywki. Zbyt wiele razy doświadczyłam wykręcania się od rozmowy na jakiś temat, że potrafiłam przejrzeć większość podobnych taktyk. Nie chciałam zostać po prostu olana, bo ''jestem za młoda na pewne sprawy'' czy ''nie zrozumiem''. Oj nie, nie chciałam. Nie chciałam być tak traktowana i nie zamierzałam na to pozwolić.
- Może i tak, mój drogi. - rzuciłam na pozór lekko. - Nie powinnam ci jednak wyjawiać tajemnic rodziny cesarskiej, do której ty nie należysz, jak pewnie wiesz.
Była to na poły prawda. Cudownie się wykręciłam, musiałam to sobie przyznać. Przy tym i dumie z tego mimochodem uświadomiłam sobie, że coraz więcej wilków karmię wieloma półprawdami. Cóż, trudno. Zasługują tylko na tyle z mojej strony. Nie są warci niczego więcej, jak śmiem sadzić.
- Zauważyłam jednak... - dodałam. - Że tymi słowami zmieniłeś temat. Czyli teraz już się nie wykręcisz... Nie powinieneś, jak mniemam. - mlasnęłam. - Czyż nie?
Pytanie na końcu niby było pytaniem retorycznym, aczkolwiek mimo to wbiłam wyczekujący wzrok w komika. Niech odpowie. Niech się tłumaczy przed swoją ''panią'', jak sam mnie określił.

Ethen
Uśmiechnąłem się mimowolnie. I jak tu nie twierdzić, że ta stojąca przede mną młoda wadera, nie jest uosobieniem uroku i cukrowej słodkości? Udaje taką ważną i sroga, wysoko się nosi. Próbuje mnie zbałamucić. Najpierw uświadamia mi co i jak zrobiłem, tak, zmieniłem temat, ale zaraz sama robi to samo, nie chcąc odpowiedzieć na wcześniej postawione pytanie czy zdanie i oczekuje, że nie załapię!
- Cóż mam rzec... I tu znowu spotykamy się na drodze słów. Bo i ty, pani, zmieniłaś temat, wykręcając się od odpowiedzi, od zdradzenia swych tajemnic. - stwierdziłem i umilkłem. Naraz wyrzuty sumienia się na mnie rzuciły jak jakiś niedźwiedź wygłodniały. Czy ja już rozum w Arcanterze straciłem? Maniery? Skąd biorę tą odwagę, by z księżniczką spierać się i w grę taką nieczystą grać? Westchnąłem lekko.
- Wybacz mi, królowo najmilsza. Nie powinienem tak ci opór w rozmowie stawiać. - przerwałem i zaraz znów uśmiech przywołałem.
- Znać, że edukacja mej babki o etykiecie wraz z rozumem mym w otchłań uleciała. - zaśmiałem się krótko. Gdyby tak się zastanowić to dalej za nos ją wodze bo i mego tematu dalej nie wyjawiłem...Och, ja tylko zagadać potrafię.

Evangeline
Skrzywiłam się lekko, lecz wystarczająco bardzo, by basior to zauważył, ale nie tak, by nie był to ruch godny księżniczki. Jego zachowanie mnie irytowało, ale w końcu i ja nie byłam od niego lepsza. No cóż, samym byciem sobą jestem lepsza od prostego komika, aczkolwiek grałam w tę samą grę, co on. Nie mogłam póki co go zmusić do wyjawienia jego sekretów, bo na jaką bym wyszła? A gdyby tak okazało się, że jego tajemnice ograniczają się do smutku z powodu minionych lat? To by było bezsensowne zmarnowanie swojego wizerunku na pierwszego lepszego wilka. Co taki zwykły basior mógłby ukrywać? Co u niego mogłoby być gorszego od smakowitych sekrecików z Zamku? Gdybym tylko jakieś znała, ha. Niemniej jednak uważam, iż im wyższa pozycja w hierarchii, tym więcej możliwości, również do skrywania mrocznych tajemnic... Taka myśl brzmi ciekawie, musiałam to przyznać. Może i mi kiedyś przyjdzie ukrywać coś przed wszystkimi mieszkańcami Arcanterry? A może odejdę z tego świata ze swym sekretem, nie pozwalając, by ktokolwiek dowiedział się o jego istnieniu? A może moja śmierć będzie spowodowana torturami, mającymi na celu wyduszenie słów ze mnie, gdy będę milczała jak zaklęta? Ale w sumie, kto by się poważył dręczyć księżniczkę? Chociaż, jak o tym myślę, to najpewniej najwyższy władca zawsze dostaje to, co chce, nie zważając na drogę do tego celu. W końcu władca jest władcą i nim pozostanie. Przez takie rozmyślanie nie odzywałam się jakiś czas... Pewnie dłuższy, sądząc po niepewnym wzroku, jakim patrzył na mnie komik.
- Wybacz. - potrząsnęłam głową. - Zamyśliłam się. Cóż, możesz sobie mieć swoje tajemnice. Nie zależy mi na poznaniu ich. Już nie. A jeśli chcesz poznać sekrety moje i rodziny cesarskiej... Muszę zapytać mamę lub wujka, co mogę ci wyjawić. O ile cokolwiek mi powiedzą i pozwolą na powiedzenie ci tego, ale mogę i tak zapytać, jeśli tylko chcesz.
Kolejne okrutne zagranie z mojej strony - wiedziałam, że odmówi. Będzie musiał. Zapędziłam go w róg, niczym drapieżnik swoją ofiarę. Postawiłam basiora w sytuacji bez odwrotu. Nie mógł poprosić mnie o takie pytania, gdyż musiał wiedzieć, że podałabym wtedy jego imię. Cóż, nawet gdyby ten komik miał takie żądania, wykręciłabym się jakoś, gdybym poszła do matki lub wujka. Zwaliłabym wszystko na basiora stojącego nieopodal mnie, mówiąc, że mnie zmusił. O. Imię, właśnie. Zauważyłam, że nawet nie znam jego imienia, podczas gdy on znał moje. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu byłam jego księżniczką, a on był dla mnie jedynie jednym poddanym z wielu. Ale powinnam była się go o to zapytać. Chociaż... Pewnie jeśli opiszę sam tylko wygląd wilka, starsi go rozpoznają. A przynajmniej powinni.

Ethen
Pani Evangeline zamyśliła się nad czymś. Chętnie bym czytał myśli. Gdyby ktoś stworzył taki proszek albo coś... No, na razie mam tylko kolejny pomysł na piosenkę. Wilk, który umie czytać myśli. To dopiero! Ucieszyłem się na samą myśl, jednak księżna skutecznie mi przerwała. Hm... Tajemnice. Królewskie? Oj, to by było za dużo. Bo co? Po co księżniczka miała by iść do swej matki i pytać się o takie bzdurne rzeczy? A dla kogo to? A po co? Ha ha, już widzę minę carycy. A komu chcesz nasze tajemnice zdradzać? Czyś ty zakochana? Uśmiechnąłem się lekko. Ależ to głupie myśli... A poza tym to ja wolałbym poznać jej tajemnice a nie jej rodu. Chociaż... A i po co mnie one jak ona za młoda na miłość. Coś mnie nie pokoi jak ona zamyślona była kiedy wspominała o tym czarnym. Och. Zapewne tylko ojca wspominała. Nie, nie. Lepiej o tym nie myśleć. Nie moje sprawy. Ot co! Powróciłem do żywych. Odmówiłem jej grzecznie i pożegnałem się. Odchodząc wypatrywałem innej wadery do pocieszenia. W łożu tym razem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home