Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

środa, 22 lutego 2017

Leria - Cztery dusze

Mojego jedynego osiągnięcia w ciągu ostatniego tygodnia nie można nazwać niesamowitym. Cóż... Zawędrowałam do zamku, znowu, tylko tym razem poinformowałam się gdzie co jest, jakie stanowiska można zająć i dowiedziałam się, że niedługo odbędzie się koronacja. Wow. Nie mogę tego przegapić. Sama możliwość spotkania się z wilkiem wyższego stanu to już coś! Ta... U nas w wiosce nie było królów ani carów. Każdy zajmował się sobą, każdy brał tyle ile mu było potrzeba. Nie, nie. Nikt nikogo nie okradał. Wszystko braliśmy z natury. Jedyne wilki, które trzeba było mieć w poszanowaniu to byli rodzice, starszyzna i Kniaź. A tu? No proszę, od razu wielkie sale, przepych, podwładni i car! Ale wpadłam. Co więcej, wpadłam na druida! Niestety nie takiego jakiego dane było nam widywać w naszej wiosce. A może stety? Powiedział mi, że teraz, kiedy czasy są trudne i panuje bezkrólewie, on przejął, tymczasową oczywiście, funkcję "cara" i mentora, albowiem przyszły następca tronu nie jest jeszcze w pełni gotowy by sprawować władzę nad królestwem. Po tym spytałam się co się stało z ojcem szczeniąt, carem. Druid zamilkł wtedy na chwilę. I wtedy usłyszałam śmiech. Rozglądnęłam się po korytarzu. Chyba coś im tam wesoło. Myszy harcują, gdy kota w domu nie ma. Zwróciłam wzrok na druida. Wyglądał jakby nic nie usłyszał. A może tak się zamyślił? Śmierć cara to musiał być dla niego cios, tak samo jak dla każdego w tym królestwie. To byłem ja, usłyszałam. Podskoczyłam i zerknęłam na druida, który stał jakby nic. Z tą różnicą, że teraz pysk otwierał by coś powiedzieć.
- Nasz car został brutalnie zamordowany. - rzekł. Już wiem o co chodziło temu wilkowi wcześniej! Przyznał się do strasznego przestępstwa!
- Morderca musi być gdzieś blisko! Niech pan zwoła strażników! - zawołałam. A druid spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Dalej tylko stał. Warknęłam na niego. Chciałam zwrócić mu uwagę, ale przerwał mi wpół wyrazu.
- Sprawca został zabity niedługo potem. Mam sto procent pewności.
Zamarłam i zmarszczyłam pysk. O jej, masz jeszcze dużo do nauczenia, prawda? Tylko zrób to szybko, inaczej wpadniesz w kłopoty. W końcu rozpoznałam ten głos. Olethros. Wymamrotałam coś do druida i odeszłam szybkim krokiem, zamyśliwszy się, nie od razu zarejestrowałam, że idę prosto na jakiegoś wilka. Odbiłam się od jakiejś postaci i potrząsnęłam głową. Spojrzałam na wilczycę, wymamrotałam przeprosiny i przedstawiłam się. Waż słowa, to kolejny śmieć. Warknęłam na Olka, ale zaraz szepnęłam.
- Czyli kto? Z resztą zamknij się. - westchnęłam lekko i spojrzałam niepewnie na waderę przed sobą. Czy to zauważyła?

Lee
Wyszłam z sali lekcyjnej. Dzisiejszy temat... No cóż, nie okłamujmy się - był ohydny! Zapewne większość wader uczęszczających na lekcje tak go postrzegała, ale basiory dosłownie wyciągały języki. W tym przypadku nietrudno domyślić się jaki był temat lekcji. Otóż rozmawialiśmy o rozmnażaniu. Foxy nawet pokazywała nam zdjęcia, a raz zażartowała o praktyce. Brr. Nigdy więcej! Szłam zgarbiona przez zamkowe korytarze. Nie martwiłam się o to, iż na kogoś wpadnę, ponieważ poddani sami mi ustępowali. Niestety w jednym przypadku tak nie było i zderzyłam się z jakąś szarą waderą. Przewróciłam się, lecz niemalże od razu stanęłam na nogi i syknęłam na nią.
- Co ty wyprawiasz? - zapytałam ostro - Nie wiesz, jak powinno się traktować księżniczkę? - dodałam.
Otrzepałam się z kurzu. Argh! Powinni zrobić odmienne stanowisko - sprzątaczki. O! I jeszcze każdy poddany bez porządnej pracy winien wypełniać obowiązek sprzątania zamku. To nauczyłoby wszystkich mieszkańców dbania o porządek, pomijając to, że sama za bardzo jakoś się nim nie przejmuję... Heh.

Leria
Spojrzałam z zaskoczeniem na waderę przed sobą. Oj.
- Najmocniej przepraszam! Nie chciałam urazić... twej... - zmieszałam się bardzo a do tego rozpraszał mnie nieustanny chichot. Och, tak bardzo brakowało mi słów. Potrząsnęłam lekko głową. - Jestem tu zupełnie nowa... Nie wiedziałam wcześniej... - nagle olśniło mnie. - że stoję przed taką osobowością! - Uśmiechnęłam się lekko. Nagle usłyszałam jakiś szept, więc żeby go usłyszeć musiałam maksymalnie się skupić. Zmarszczyłam się na ten bełkot, ale zaraz pochwyciłam parę słów a potem już resztę. ... Znajdź waderę o imieniu Evangeline the White. Evangeline...the White? Czy ten druid nie mówił wcześniej o tym przydomku? Zaraz, to przydomek rodziny królewskiej. Czyli ta wadera przede mną to the White. Aha. A jak ona ma na imię? A może to Evangeline? Nie...

Lee
Może to czas, aby skorzystać z przywilejów królewskich? Zabawa plebsem mogłaby być ciekawa... Spróbuję. Nic mi się nie stanie.
- Phi! Ukłoń się jak przystało na zwykłego mieszczanina - rozkazałam.
Hm... A może tak poznać tą najniższą warstwę społeczeństwa Arcanterry? Zapytam o problemy, troski, aby nie dawać przykładu złej wilczycy. Zanim wadera odpowiedziała, wtrąciłam się jej w słowo.
- Będę chciała z tobą porozmawiać, lecz gdzie indziej - oznajmiłam łagodniej - Ale pierw ukłon! - dodałam szybko.
Zauważyłam, że jeden ze strażników próbuje zareagować. Nie mogę na to pozwolić. Niech nie uważają, że sobie nie poradzę. Posłałam mu mrożące krew w żyłach spojrzenie, a ten zamiast powrócić na swoje miejsce, cofnął się jeszcze parę kroków dalej, uderzając w maluteńką kolumienkę, na której znajdował się czarno-czerwony wazon. W tej samej chwili zleciał na kamienną posadzkę, wydając głośny huk. Rozbił się na kilkadziesiąt kawałków.
- Sprzątnij to! - nakazałam.
Strażnik od razu zabrał się do zbierania pozostałości po wazonie, a ja odwróciłam się do wadery, pozwalając jej na mówienie.

Leria
Księżniczka the White jest wpieniona. To widać. Ale, ale. Czy to moja wina? Wytłumaczyłam jej, że jestem tu nowa i nic nie wiem. A teraz chce bym się ukłoniła. To naturalne, nie? Kłaniać się przed księżniczką. Taki przepis. Tylko, że ja tego nie zrobiłam. Już znów chciałam przeprosić jak z tyłu usłyszałam trzask jakby coś się rozbiło i spojrzałam za siebie. Pewien strażnik potknął się o kolumnę i rozbił wazon. Został zbesztany przez waderę przede mną i pośpieszył zbierać kawałki wazonu. Przestałam tedy zwracać nań uwagę i chrząknęłam albowiem księżna dalej wpatrywała się groźnie w strażnika. Gdy spojrzała na mnie ukłoniłam się i spytałam gdzie księżniczka raczy ze mną pomówić.

Lee
Okej, sytuacja opanowana. Niestety zaraz znowu coś musiało to popsuć, gdyż wadera zapytała się gdzie mamy porozmawiać. Argh! Co za tępa zdzir... przepraszam, 'mądra inaczej' wilczyca?! To chyba oczywiste! Nie będę jej zapraszać do królewskiej komnaty, ponieważ taki plebs nie powinien nawet widzieć drzwi od tego pomieszczenia. Zapewne zaraz ukradłaby jakąś złotą podobiznę mojego ojca czy matki... Niby takie drobne, niepotrzebne rzeczy, ale jakby mieszkańcy Arcanterry się o tym dowiedzieli to mogliby urządzić bunt. Kto wie co takim cebulakom przyjdzie do głowy?
- Oczywiście, że w twojej komnacie - odpowiedziałam beznamiętnie - Niby gdzież indziej?
Wadera wyglądała na z lekka zakłopotaną. Oh! Przypomniałam sobie o czymś ważnym! Przecież nie będę się do niej ciągle zwracać 'ty', racja?
- O! I jak ci na imię? - dodałam szybko.
Niech nie uważają, że arystokracja jest niewychowana - wręcz przeciwnie! Niech widzą, iż jesteśmy bardziej kulturalniejsi od plebsu.

Leria
W mojej komnacie? Myślałam raczej, że księżniczka wolałaby porozmawiać w bibliotece czy coś. Spuściłam wzrok zakłopotana. Muszę jej powiedzieć, że nie mieszkam w komnacie. Problem w tym jak to przyjmie. Ona nie jest zbyt miła... Westchnęłam lekko. A może każdy wilk, który tu wchodzi ma zarezerwowaną dla siebie komnatę? Wtedy problem byłby rozwiązany. Coś bym tam strażnikowi nagadała i by nas zaprowadził. Pfff... Marzenia. A może księżniczka zgodzi się gdzieś indziej pomówić? Ugh... Zaprowadź ją do Glacies to złożymy sobie ofiarę., zaproponował Olethros. Pf... Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się. Pomijając tą część z ofiarą to nie mogę sobie nawet wyobrazić by taka pannica jak ta pani przede mną, by chciała wyściubić choć nos za próg zamku, nie mówiąc już o kilometrach do przejścia z zamku do Glacies.
- Księżna nie będzie tyle chodzić przecież. Zwariowałeś? - zachichotałam.
Po sekundzie przybrałam bardzo poważny wyraz pyska, jak mi się zdawało i pominęłam część o kwaterze mieszkalnej zamku, zdradzając waderze moje imię.
- Nazywam się Leria von Vero - ukłoniłam się nie zgrabnie - A ty, pani? - spytałam się. Naraz zrobiło mi się gorąco. Jak teraz powie, że mam prowadzić ją do mojej komnaty to wykopyrtnę.

Lee
Nie no! Zaraz zacznę wrzeć! Jak można nie znać imienia księżniczki? I to tej najważniejszej?! Argh! Tupnęłam łapą na znak tego, iż wadera mnie wkurzyła. Miałam dość takiego zachowania... Istny plebs. Kto w ogóle ją wpuścił do zamku? Obawiam się, że z jej głupotą raczej nie odbędę żadnej normalnej rozmowy o warunkach wieśniaków. Phi! Uświadomiłam sobie nawet, iż nie warto zawracać sobie głowy ich problemami. Jeżeli każdy jest tak samo tępy, to niech ten bożek Arcanus ma ich w opiece.
- Lee the White - odmruknęłam - Skandalem jest to, że nie znasz mojego imienia, choć... Dobrze, wybaczę ci. Moje rodzeństwo jest do mnie podobne, choć powinnaś wiedzieć, kto jest tym najukochańszym oraz najlepszym dzieckiem carycy - dodałam.
Zauważyłam, że parę mieszkańców zamku przyglądało się mym poczynaniom. Skinęłam porozumiewawczo do jednego ze strażników, a ten począł odganiać mieszczan jak szczenię ptaki. Zrobiłam jeden krok w przód tak, aby być bliżej mojej towarzyszki.
- Myślę, że już koniec przedstawiania się. Pokaż mi to jakie mniej ważniejsze wilki mają komnaty. Heh, jeżeli będzie na prawdę beznadziejna to mogę polecić matce, aby wstawiła tam jakąś złotą podobiznę ojca... Chociaż lepiej nie. Prędzej wymienisz to na coś innego niż powiesisz na ścianie, ażeby to oddać hołd niedawno zmarłemu władcy.Właściwie to już sama nie wiedziałam po co mam iść do tej jej komnaty. Hm... Może po prostu nudziło mi się i miałam ochotę ponabijać się z kogoś? To bardzo prawdopodobne.

Leria
Lee... Czy to nie jest męskie imię? A zresztą skąd mam wiedzieć zagraniczne to i dziwaczne. Ale widać, że ta Lee ma ogromną władze. Każdy wilk na skinienie jej łapy się stawia a i na pewno niejeden by się podpalił, gdyby miała taką zachciankę. Ojej. No dobra. Stoję przed wielką osobistością, która mnie ma w rzyci, prawie. Nadal chce pójść do tej swojej-mojej wyimaginowanej komnaty. Co ja jej powiem? A gdybym tak postawiła taką figurkę w lesie? No... Nie jej ojca, tylko Kupały albo Jessego. Albo Łady... Jak tam u nas, Poza wyspą było. Trochę mi tęskno. Ale cóż, czas wrócić do żywych i coś odpowiedzieć tej Lee. Tylko, że potem ona w ogóle nie będzie mnie chciała znać! I tyle z tych marzeń. Na razie tylko ukłoniłam się szybko i mruknęłam przeprosiny. Jak mam jej imię znać jak tu dopiero w Zamku drugi dzień jestem!
- Mieszkam w Lesie - wystrzeliłam jak tamci magowie swoimi żywiołami, by się nie zająknąć.

Lee
Parsknęłam śmiechem. Las?... Tam się mieszkało kilka wieków temu! Teraz wilki mają wygodniejszą lokalizację do mieszkania. Usłyszałam cichy chichot pobliskiego strażnika. Huh, pierwszy raz słyszę, ażeby to oni się śmiali. No cóż... To tylko potwierdza idiotyczność sytuacji, w której znajduje się Leria. Szara wadera lekko się skuliła. Wyglądała na zawstydzoną. Uśmiechnęłam się do niej szyderczo.
- Och! Ależ to nic złego, że mieszkasz w lesie - zadrwiłam - Aczkolwiek jeżeli chcesz być uważana za kogoś minimalnie ważniejszego od plebsu to radziłabym ci wykorzystać to, że jesteś teraz w zamku obok mnie. Mogę ci przydzielić komnatę. Uwierz, że tutaj jest o wiele lepiej. Nie musisz kontynuować tradycji swych przodków i mieszkać w ubóstwie - wytłumaczyłam.
Uniosłam lekko głowę. Niech wie, że oferuję jej dużo. Otrzymanie od księżniczki jakiegoś podarunku to jak... Um... Jak dar od Arcanusa dla kogoś pobożnego! Ma mi dziękować - a najlepiej jeszcze lizać po łapach.
- Chodź, pokażę ci dostępne komnaty dla wilka, który jest w najniższej warstwie społecznej - powiedziałam dosyć poważnie.
W pewnym sensie sama z siebie byłam dumna. Wypełniałam obowiązki cesarza. Hm, a może jak się postaram to stanę się cesarzową? To byłoby interesujące, choć jakoś mi na tym nie zależy. Zawsze, gdy Urian oraz Zeconi wracają z nauk od druida, wydają się być znudzeni tą wiedzą. Jeżeli oni się tam męczą, to ja z pewnością nie mam na to ochoty!

Leria
Oj, co za wstyd. Nawet strażnik się zaśmiał. Oj, Łado, czy to tutaj taki wstyd mieszkać w lesie? To takie dziwne. Nikogo w poszanowaniu nie mają! Co rusz ktoś ma inne zdanie to pewnie stryczka już na niego gotują! Co to za świat?!
Dobra, spokojnie... Może zagram w tą grę? Pocałuję jej łapki za to, że ona taka miła i daję mi schronienie, dach nad głową. Oj, no, ale jak mam mieszkać w tych przeogromnych, zimnych murach? Nie rozumiem... A wiesz, że mamy tu Wioskę dla plebsu? Idealnie się nadajesz, wezmą cię z otwartymi ramionami, od razu. Oj, tak! Mówi ten co w krainie zimnicy się przed światem chował! Do niego to raczej pasuje! Aj, aż zamieszkam w tej komnacie, tylko by Olkowi na złość zrobić!
Zaraz powróciłam do żywych i zauważyłam, że dałam po sobie znać, że gniewnam. Ok, uspokoić się, ukłonić, pocałować łapki, podziękować i... przyjąć ofertę. Potem pójść do komnaty i porozmawiać z księżną. Da się zrobić.
- Dziękuję wam niepomiernie, księżno, takiego zaszczytu nie zdolnam zignorować! - powiedziałam. Ukłoniłam się głęboko, pilnując równowagi i zgłosiłam swą gotowość do wprowadzenia się do Zamku. "Ha, ha, i co powiesz, Olek, ten plebs, właśnie wprowadził się do Zamku", mruknęłam tryumfalnie. Żaden to zaszczyt., usłyszałam. Trochę mnie to wkurzyło, ale zdecydowałam się go zignorować. Mam nadzieję, że tego nie pożałuję, wiem do czego on zdolny.

Lee
No, śmieć zadowolony, to teraz można odpocząć. Niech wiedzą, jaka to ich księżniczka Lee jest dobra! Wiedząc, że Leria wyglądała na zadowoloną, chyba nie potrzebowałam rozmowy. Phi! Co ja sobie w ogóle myślałam? Że tak o pójdę do jej nowego burdelu? Zlecę do strażnikom. Będą mi wdzięczni, iż dałam im okazję bycia sam na sam z... No cóż... Przeciętnie piękną waderą. Nie mogłam o niej powiedzieć, że jest brzydka. Miała w sobie pewien urok. Gdyby nie jej aktualny stan społeczny, to z pierwszego rzutu oka można by było wywnioskować, iż to wilczyca zajmująca miejsce w górnej hierarchii. Spojrzałam na ochroniarza stojącego po mojej prawej stronie.
- Zaprowadź ją do jakiejś wolnej komnaty. Wybierz tą trochę lepszą, lecz nie najlepszą. Ktoś taki nie zasługuje na mieszkanie górnych lotów - oznajmiłam spokojnie.
Basior skinął głową, po czym rzekł do Leri aby ta podążała za nim. Odetchnęłam z ulgą. Uff! Nawet takie drobne usługi potrafią wilka zmęczyć. Nie wyobrażałabym siebie na stanowisku cesarza. Choć kto wie - może pod wpływem stresu udałoby mi się wszystko załatwiać zgodnie z oczekiwaniami poddanych?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home