~*~
Otworzyłam szybko oczy kiedy poczułam mocne szarpnięcie. W trawie coś się szamotało i drapało w moje sanki. Zastygłam w bezruchu i wstrzymałam oddech, kiedy uderzył mnie odór, którym pachniał ten zwierz. Zamknęłam oczy i z mojej sakiewki wyleciała woda, którą sobie wlałam za pomocą magii, gdybym była spragniona. Ciecz poleciała w górę i... spadła na to zwierzę, które z sykiem uciekło gdzieś w trawę. Nie wiedziałam co to jest, ale bojąc się, że jeszcze wróci szybko zaczęłam iść przed siebie. Aeternus był za chmurami co sprawiało, że nie było tak gorąco jak zwykle. To nie oznaczało jednak, że było mi zimno. Było mi nadal gorąco, co było normalne przez moje grube futro przyzwyczajone do mrozu. Nagle do moich uszu dotarł stłumiony szept, który szybko rozpoznałam jako bardzo odległe głosy. Przyśpieszyłam z nadzieją, aż zobaczyłam zwykłe tereny pokryte lasami. Zaczęłam iść wydeptaną przez inne wilki drogą, aż zobaczyłam domki. Stały w rzędzie; jedne małe inne duże, a jeszcze inne bardzo wysokie lub szerokie. Niedaleko biegały jakieś malutkie szczeniaki. To miejsce tętniło wprost życiem, nie to co Glacies. I pomyśleć, że przyjdzie mi tu spędzić resztkę życia...
Trwające wątki
Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)
Blog oficjalnie nieczynny ;)
sobota, 25 lutego 2017
Ash - Przeprowadzka
Dzisiaj postanowiłam wynieść się z Glacies, żeby mieć dostęp do czegokolwiek, bo cóż... Obojętnie jak bym chciała to i tak z mojego domku jest wszędzie daleko, a do zamku muszę biec szybkim tempem z 2 godziny. A z każdą Gwiazdą Wieczorną, Wschodzącym Aeternusem, Gwiazdą Polarną i Zachodzącym Aeternusem jestem coraz słabsza. No cóż, jak to się mówił Ikelos, starość nie radość prawda? Chwyciłam swoje legowisko i włożyłam je do moich drewnianych sanek, na których leżały już przywiązana skórzana zbroja i futra. Spakowałam też wszystkie moje zapasy typu renifer i trzy zające do kufra, który położyłam na legowisku. Wszystko było spakowane, mogłam wyruszyć na podróż do wioski. Zajmie mi to pewnie cały dzień, a i więcej, bo uwierzcie, że taka podróż z sankami przywiązanymi do grzbietu nie jest za szybka i sprawna. Wywlokłam się na zewnątrz i zaczęłam iść przez śnieg, który zapada się pode mną. Wszystko iskrzyło na około, jedynie mój towar odbijał się na białym tle. Szłam długo... Bardzo długo. W końcu wyszłam powoli z Glacies, a ciepło, które spowijało te tereny jak kożuszek od razu sprawiło, że zbyłam jeszcze bardziej zmęczona. Nie mogłam zliczyć ile już powoli dreptałam przed siebie, kiedy słońce zaczęło zachodzić. Nie rozpoznawałam tego terenu, bo otaczały mnie same łąki. Nie było tu też dużo drzew - jak roślinna pustynia. Usiadłam w wysokiej trawie i położyłam się, jednak nie miałam zamiaru spać, chciałam jedynie zregenerować siły i iść dalej. Wlepiłam wzrok w moje sanki, które wtedy kiedy wyszłam poza zaśnieżone tereny stały się trzy razy cięższe. Nikt by za szybko ich pewnie nie ukradł, musiałby rozerwać przecież linę... ale mimo wszystko musiałam być czujna. Spojrzałam w gwiazdy i wtedy poczułam, że powoli zamykają mi się powieki i zwyczajnie zasnęłam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz