Lekcja u druida były nudną codziennością. Kończyły się jedne zajęcia, te od żywiołów, mocy i ogólnej wiedzy o świecie, a zaczynały inne, te mające na celu nauczyć mnie i mojego brata tego, co powinien umieć cesarz. Każdego dnia wysłuchiwaliśmy więc kolejnych aktów prawnych. Stopniowo od drobnych przewinień za które należało się jedynie upomnienie, drobna kara, kilka dni pracy an rzecz innych, poszkodowanych. Tego było najwięcej choć wydawało się najmniej istotne. Zniewagi, drobne kradzieże… Ktoś mógłby powiedzieć, że bzdury, a jednak jeżeli nie zostały w porę rozwiązane prowadziły nie raz do poważniejszych konfliktów. W końcu nie raz wilki kierowały się zasadą ząb za ząb, jeżeli nikt nie postawił przed nimi innego kodeksu postępowania. Później przyszedł czas na poważniejsze tematy. Walki, napady… W tych wypadkach nie było mowy o łagodności i wyrozumiałości. Nie, kiedy było to robione z premedytacją, chęcią czynienie innym tego, co było złe i szkodzenia im. Lochy były pełne rabusiów, bandytów i innych szumowin, które musiały odsiedzieć swoje. Na końcu zaś przyszedł czas na najgorszą z możliwych zbrodni: zabójstwo…
Nie koniecznie łatwo mi było o tym słuchać, szczególnie po tym co stało się z tatą. Cieszyłem się, że ten, kto go zabił sam był martwy, ale zastanawiało mnie dlaczego mu to zrobiono? Owszem, miał wrogów… W końcu był jaki był, ale żeby od razu go mordować? Było mi go naprawdę szkoda… Nikt nie powinien tak kończyć…
- Urianie, skup się proszę – upomniał mnie druid i chwile później musiałem powtórzyć kilka kolejnych praw i reguł tak, żebym znał je na pamięć… Tak to potrafiłem wyrecytować kolejne z ustalonych prze mojego ojca i innych przed nimi praw. Praw, które obowiązywały do chwili, w której nowy cesarz nie zapragnie ich zmienić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz