Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

piątek, 10 lutego 2017

Zeconi - Quest#14

Właśnie zmierzałem ku spotkaniu mojej ulubionej wadery, kiedy wpadł na mnie Urian. Ehh, serio? Ten to ma wyczucie po prostu, zawsze przerywa i zaczepia mnie w takich momentach, jak mi się śpieszy. Przygotowany byłem na to, że zaraz będzie chciał się bić czy robić tam inne durnoty, jednak ku mojemu zdziwieniu przemówił wilczym głosem. Proszę, proszę, a to nowość.
- Co chcesz? – spytałem przyglądając mu się badawczo.
- Nie tragizuj, co? Tym razem nie wylądujesz w krzakach, obiecuję… No chyba, że później, ale do tego musisz się zgodzić. – stwierdził braciszek.
- Zgodzić na co? - zapytałem, patrząc na niego podejrzliwie.
- Na wycieczkę. Wybierzmy się gdzieś… Razem… Przejdziemy się, poćwiczymy polowanie. – wyjaśnił, po czym zaczął błagać bym się zgodził. No cóż, niech się do tego przyzwyczaja, bowiem kiedy zostanę cesarzem to będzie mnie błagać o wszystko, a kiedy zacznie mnie denerwować zawsze będę mógł wtrącić go do lochów. Ekstra! Oh, już się nie mogę doczekać aż przejmę obowiązki ojca, nawet nie przeszkadzało mi to wszystko o czym mówił druid. Nawet jak mu coś nie pasuje, to zawsze mogę go zwolnić, jak już tylko dostanę ten bajerancki amulecik. O tak, to jest coś!
Spojrzałem na brata i przypomniało mi się o czym on mówił. No tak, wycieczka. W sumie co mi szkodzi, dawno z nim nigdzie nie byłem, a może i nawet dowiem się czegoś co by go zniszczyło w oczach matki, wtedy to już na pewno wybrałaby mnie. Nie ma innej opcji, nie odpuszczę tego stanowiska! Jak będzie trzeba... to mogę go nawet zabić, więc lepiej, niech odda mi władzę po dobroci... ale, ale... nic nie będzie musiał oddawać, bo to ja zostanę wybrany.
Po ogarnięciu kilku rzeczy, wybraliśmy się na Fluvius. Droga dość długa, więc przydał nam się taki mały odpoczynek, oczywiście żeby się lepiej spało, zaczęliśmy swoje przepychanki i potyczki. Nagle warstwa mchu zerwała się pod nami i runęliśmy w dół. Jęknąłem z bólu, po czym spojrzałem w górę. No pięknie, pięknie. Jak my się z tego wydostaniemy?
Całe szczęście, że mój brat mięczakiem nie jest, więc zamiast leżeć i jęczeć przeliśmy od razu do szukania wyjścia.
- Pójdę przodem i cię wyciągnę. – stwierdził wskazując pyskiem na kamienie.
No dobra, chce to niech idzie. Podsadziłem go i czekałem, aż wyjdzie z dołu i coś ogarnie, by mnie wyciągnąć. Po kilku chwilach zauważyłem giętkie badyle, a następnie usłyszałem krzyk brata i zrobiłem to co kazał. Złapałem się mocno szczękami, a brat zaczął mnie powoli wyciągać. W końcu jednak oboje leżeliśmy na stałym gruncie dysząc ciężko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home