Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

niedziela, 12 lutego 2017

Lee - Trening siły

Siedziałam na skraju lasu. Moje oczy były zamknięte, a uszy uważnie słuchały każdego dźwięku. Jeszcze niedawno myślałam, iż taka czynność jest tylko dla wrażliwych słabiaków, lecz przekonałam się, że każdemu chwila relaksu bardzo się przyda. Moje myśli skierowały się ku mej przyszłości. Co będę robić? Kim będę? Właściwie to sama nie wiedziałam. Mogłabym zajmować zwyczajne stanowisko, lecz posada księżniczki była równie ciekawa. Dlaczego? Mogłam wszystkimi pomiatać, a oni nie mieli prawa mi się postawić. Często, gdy chciałam z kogoś zażartować każąc mu coś zrobić, to druid przerywał to wszystko. Ten stary dziad wkurzał mnie! Był taki sztywny. Uważał się za jakiegoś ważniaka, który może nas pouczać. Po części to była prawda, nawet matka tak sądziła, ale... Ale ja nie chcę być pod czyimiś rządami! To ja tu rozkazuję. Nikt nie ma prawa mną pomiatać. Me zamyślenia przerwały czyjeś kroki. Natychmiast otworzyłam oczy i obróciłam się. Ujrzałam przed sobą swojego brata - Uriana. Właściwie to nic do niego nie miałam, lecz czasami mnie wkurzał niektórymi zachowaniami. Oczywiście był bardzo dobrym sojusznikiem w rozpraszaniu Zeconiego w podrywaniu wader, za co go szczerze uwielbiałam.

Urian
Ruszyłem w stronę lasu. Niespiesznie, bo i po co miałem gdziekolwiek gnać? Miałem czas, nikt nie marudził mi nad uchem, że mam się pospieszyć, nie miałem konkretnego celu, a już tym bardziej umówionego na konkretną porę dnia. Coraz częściej robiłem zwyczajnie to, na co miałem ochotę i coraz bardziej mi to odpowiadało. Oczywiście o ile druid nie złapał mnie i nie zaciągnął do doglądania "ważnych spraw". Lekcje prawa były normą, uczestniczenie w każdej ważniejszej uroczystości tak samo, nawet na procesach musiałem siedzieć. Musiałem wysłuchiwać co kto przeskrobał, jak motali się w zeznaniach, błagali o litość czy grozili... Coraz częściej też druid pytał mnie o zdanie co do ewentualnej kary, zupełnie jakby zwyczajnie sprawdzał czy pamiętam jakie wykroczenia jak należy ukarać. Tak, pamiętałem. Mimo wszystko pamiętałem. Nie chciało mi się cholernie, ale mama, wujek i druid nakładli mi do głowy, że będzie na mnie spoczywać wielka odpowiedzialność. Do tego... nie chciałem nigdy skazywać nikogo jakoś szczególnie niesprawiedliwie. Po co to? O ile nie byłem najzwyczajniej w świecie wkurwiony, nie widziałem sensu w znęcaniu się and innymi. Z gniewem też starałem się sobie radzić... Nie zawsze wychodziło, co doprowadzało nie raz mamę na skraj wytrzymałości, ale chociaż się starałem.
Teraz jednak miałem wolne, zwiałem byle dalej, żeby uniknąć jakiś kolejnych istotnych spraw. Trzeba było pomyśleć o czymś przyjemniejszym,. czymś czego bardzo mi brakowało. Ciszy, spokoju... Przydałoby mi się tylko czyjeś miłe towarzystwo. Tak, flirtowanie podobało mi się coraz bardziej chociaż byłem wybredny w tej kwestii o wiele bardziej niż mój brat. Nie byłem też nigdy słodziutki i milusi jak on. Jeżeli już jakaś miała ze mną być to z prawdziwym mną. Czasami leniwym, walącym prosto z mostu co mu nie pasuje i nerwowym mną. Nie miałem zamiaru nikogo udawać, nie było mi to do szczęścia potrzebne.
Spostrzegłem sylwetkę wilczycy na skraju lasu. Nie trudno było mi rozpoznać w niej kogoś, na kogo pysk musiałem patrzeć od urodzenia, moją siostrę. Lee mi nie przeszkadzała. Wręcz przeciwnie, czasami było z nią zabawnie. Problem miałem póki co tylko z dwójką rodzeństwa i szczerze mówiąc nie było to miłe... Cóż, rodziny się nie wybiera.
- A co ty robisz, co? Kontemplujesz kolor trawy? - spytałem z przekąsem, jak to miałem w zwyczaju, widząc jak wadera powoli obraca się w moją stronę.

Lee
Popatrzyłam lekko oszołomiona na Uriana. Nie spodziewałam się tego spotkania - tym bardziej w miejscu, którego on chyba zazwyczaj nie odwiedza. Posłałam mu taki troszku krzywy uśmiech i podniosłam się.
- Mhm - potwierdziłam jego słowa - I jeszcze filozofuję nad sensem naszego bytu w tym wszechświecie - dodałam, żartując.
Lekko zachichotałam, bowiem samą mnie rozbawiło to, co powiedziałam. Szary basior pokręcił głową z rezygnacją - oczywiście w żartobliwym geście. Postąpiłam parę kroków w stronę brata, lecz zatrzymałam się jakąś długość lisa przed nim, ponieważ przede mną ukształtował się Dusu - zjawa jelenia, ukazująca mi się od czasów szczenięcia. Nieraz rozmyślałam nad jej pochodzeniem. Z zachowania ducha mogłam wywnioskować, że nikt inny po za mną go nie widział. Czasami było to ciekawe, lecz innym razem przyprawiało mnie o różne kłopoty; na przykład powiedziałam coś do Dusu, a akurat ktoś obok mnie stał i był bardzo zdziwiony tym faktem. To przyczyniło się do tego, że uchodzę za nienormalną. Ale przecież tak nie jest, prawda?

Urian
- Hej... Znów śpisz na jawie? - spytałem, kiedy siostra zawiesiła się i spojrzała w powietrze, zupełnie jakby jakiś fruwający w nim pyłek był czymś niezwykle ciekawym, żywym i przede wszystkim mogącym do niej mówić.
Lee czasami miała... No coś jej odbijało od małego. Widziała śmieszne rzeczy, a nawet do nich mówiła. Co najlepsze zdawało się, że one jej odpowiadały. Miała jakichś tam swoich wymyślonych przyjaciół czy jak to się tam jeszcze zwało. Dziwne tylko, że z wiekiem jej nie przeszło. Kiedyś mama twierdziła, ze po prostu z tego wyrośnie i szczeniaki czasami mają nazbyt bujną wyobraźnię. Cóż, możliwe. Tak czy owak omamy Lee nie były groźne. Raczej zabawne, kiedy tak ni stąd, ni zowąd się zawieszała, odwracała, jakby ktoś coś do niej mówił, albo gadała do siebie. Gorzej było z resztą mojego rodzeństwa... Coni, lowelas mijający się co i rusz z prawdą i siostra, Evcia, która wciąż zadzierała łeb i spoglądała na wszystkich jak typowy "złol" ze starych bajek, które opowiadała nam mama jak byliśmy malutcy. Lee była przy nich naprawdę normalna i naprawdę szło się z nią dogadać.
- Jak chcesz to zostawię cię z twoim wyimaginowanym kumplem, ale jak wolisz żywsze towarzystwo, to możesz iść ze mną na plac treningowy - zaproponowałem. Nabrałem nagle ochoty, żeby się poruszać. Druid twierdził, że to pozwoliłoby mi lepiej panować nad złością... Może... Pasowałoby się tego dowiedzieć. A później? Później utnę sobie długą drzemkę.

Lee
Szary basior zaproponował mi wspólny trening. Bardzo spodobała mi się ta perspektywa spędzenia wspólnie czasu. Jak to nasza mamuśka twierdzi: Ruch to samo zdrowie! Dlatego nam każe wychodzić z komnaty - czasami nawet krzyczy, aby z niej wyjść. Możliwe, iż po śmierci ojca zabawia się z innymi samcami. Niby taka wspaniałomyślna i troskliwa, lecz i tak podąża za własnymi zachciankami.
- Bardzo chętnie - odpowiedziałam szybko. - Właściwie to nie mam pojęcia, gdzie znajdują się te pola treningowe czy tam arena... Wiesz może gdzie to jest? - zapytałam.
Urian kiwnął głową twierdząco - czyli wiedział. To dobrze, przynajmniej nie będziemy błądzić do nocy.
- W takim razie prowadź - powiedziałam.
Samiec odwrócił się do mnie tyłem, po czym żwawym krokiem ruszył przed siebie. Ja oczywiście podążałam tuż za nim.
Urian znał niezły skrót, więc bardzo szybko dotarliśmy do pól. Zatrzymaliśmy się tuż przed wejściem, gdy strażnik zapytał nas jaki trening byśmy chcieli odbyć. Popatrzyliśmy na siebie.
- Ty zadecyduj. Ja się nie znam na tym... - mruknęłam od niechcenia.

Urian
- Trening siły - rzuciłem do wyczekującego strażnika. Nie zastanawiałem się długo. Tego nigdy nie było za wiele.
- A co wybierasz, książę? - zapytał wilk. - Manekiny? Może Kamienne Pole lub stoczycie pojedynek?
- Na początek manekiny. Później się zobaczy - oznajmiłem.
Strażnik wpuściła nas w odpowiedni sektor i już po chwili naprzeciw nas stanęły wyglądające jak stojące na dwóch łapach niedźwiedzie manekiny, które zaraz później śmignęły na boki. Widziałem jak okręcały się także wokół własnej osi, sterowane przez strażników na jednej z wież.
- No to dajesz siostra i nie narób sobie siary! - zaśmiałem się na co Lee warknęła na mnie i kłapnęła kłami, po czym ruszyła do przodu by dopaść jednego z manekinów, którego wcale tak łatwo zaatakować nie było.
Ja spiąłem mięśnie i ruszyłem w stronę swojego celu. Posłałem kilka powietrznych kul a stronę manekina. Nic, co jakoś szczególnie mogłoby go uszkodzić, ale wybić z równowagi już jak najbardziej. Teraz wystarczyło uniknąć jednego z ramion i skoczyć na swego wroga by zatopić kły w jego karku. Nic prostszego, a mimo to proste to wcale nie było, bo odpowiedni skok wymagał sporo siły mięśni, o powaleniu kukły nie wspomnę, bo była cholernie ciężka i naprawdę stabilnie się trzymała. Szarpnąłem karkiem aż wszystko mi zagrało i wreszcie, ciężarem ciała udało mi się powalić manekina. Zaraz jednak pojawił się następny, którym należało się zająć.

Lee
Skoczyłam pędem na jednego z jadeitowych manekinów. Biegałam za nim na prawo i lewo. Co jak co, ale pewnie według strażników było to komiczne. Pfe! Ja im pokażę. Mój braciszek ma o tyle łatwiej, iż posiada żywioł. Udowodnię, że ja mogę być tak samo silna jak on. W końcu udało mi się dotrzeć na dobrą odległość do manekina, aby na niego skoczyć. Wybiłam się z tylnych łap i zatopiłam kły w zielonawym materiale. Zaczęłam się na nim kołysać, dopóki nie powaliłam na ziemię przeciwnika.
- Tak! - krzyknęłam radośnie do samej siebie.
Dobra, jeden pokonany. Urian chyba dobrze sobie radził, ponieważ na ziemi niedaleko niego leżała kukła. Uznałam, że muszę mu dorównać - ba! Muszę być lepsza. Zaczęłam biec w stronę następnego manekina. Tego o dziwo było jeszcze trudnej złapać. Po paru minutach gonitwy dopadłam go. Poczęłam drapać i gryźć. Oczywiście trudno było go przewalić, lecz udało mi się to w końcu. Tym sposobem podbiegałam do następnych i je pokonywałam, co zajmowało masę czasu. Nim się obejrzeliśmy, na całym polu leżały kukły. Ciężko dyszałam ze zmęczenia. Czułam, iż wygrałam coś i dostałam za to nagrodę. Tak jakby w mojej krwi zaczęło coś płynąć silniejszego, przez co i ja byłam potężniejsza. To całkiem przyjemne uczucie.

Urian
Kolejne manekiny były już jakoś prostsze do unieszkodliwienia. Wystarczyło znaleźć odpowiednią technikę. Sprawić by się zachwiały i dorwać. Wytężyć mięśnie i powalić je. Kiedy znalazło się odpowiednią technikę i dobrze rozbujało ciało, żeby grawitacja zrobiła swoje, nie było wcale tak źle. Oczywiście dochodziło zmęczenie. Głowa mnie bolała od skupiania się i posyłania w stronę manekinów kul powietrza, jakby nie patrzeć żywioł jeszcze szlifowałem i nawet jeżeli nieźle mi szło to miałem dużo do nadrobienia, a do tego kark łupał, bo kilkakrotnie za mocno szarpnąłem. Mimo to walczyłem teraz i ze zmęczeniem, chcąc powalić jak najwięcej potencjalnych wrogów.
Gdy w końcu wszystko ucichło łapy mi drżały, z pyska niemal toczyła się piana, ale za to wokół mnie "trup" ścielił się gęsto. Podobnie zresztą wokół mojej siostry, która wyglądała na równie zmordowaną co ja.
Wziąłem kilak głębszych oddechów i wyszedłem z placu treningowego, żeby ułożyć się w cieniu opodal. Lee poszła w moje ślady i już po chwili ciężko klapnęła obok mnie.
- I co? Fajnie się trenowało? - spytałem przewracając się na grzbiet i wyciągając tak, by rozluźnić nieco spięte wciąż mięśnie.
Wadera pokiwała głową i westchnęła z ulgą. Widać było, że jej tez się podobało. Teraz należała nam się chwila błogiej ciszy i odpoczynku... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home