Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

piątek, 10 lutego 2017

Shaula - Spolegliwy

W chwilach takich jak ta mam wrażenie, że jelenie jednak mają więcej oleju w głowie od nas. Wystarczy, że się pochylą, gdziekolwiek są, bo trawy rosną w tym lesie dosłownie wszędzie, a mają przygotowany posiłek tuż przed swoim nosem. Wilki natomiast... one to mają przerąbane. Zanim złapiesz zwierzynę, dajmy na to sarnę, wpierw musisz ją dogonić. A te małe gnidy są naprawdę szybkie. Jeśli jednak jakimś cudem Ci się to uda, teraz musisz zabić swój łup. A to niełatwe, chyba że jesteś wypaczony z uczuć. Sarny, jelenie, łosie - może i nie są zbyt rozumne, jednak jeśli się im przyjrzysz, zobaczysz, że mają duszę. Trudno jest żyć z krwią na rękach, myślą, że jesteś mordercą. Och, nie powinienem teraz myśleć o tych sprawach. Nie podczas polowania.
Trawa łaskotała mnie w łapy, a liście szeleściły trochę za głośno, gdy skradałem się do moich ofiar. Nisko ugiąłem kolana, prawie dotykając nosem gruntu. Nie wiem, po co mam się tak kulić, ale inne polujące wilki tak robią. Wydaje mi się, że chodzi o to, aby trudniej było mnie zauważyć, czy coś...
Ziemia nagle zaczęła drżeć pode mną. Coś biegło w moją stronę? Wyprostowałem się nagle, uderzając się w gałąź, której - mam wrażenie - wcześniej tu nie było. Zabolał mnie czubek głowy i wydaje mi się, że usłyszałem trzask gdzieś w karku, ale to było nieistotne. Bardziej od tego przejąłem się trzaskiem, który rozległ się echem. Prychnąłem i, klnąc pod nosem, wróciłem do swojej poprzedniej pozycji. Po chwili zorientowałem się, że mięśnie mi drżą, a nie ziemia. Zacząłem wypatrywać swoich ofiar w nadziei, że są dokładnie tam, gdzie wcześniej. Na szczęście stado jeleni nadal tam stało. Jadło trawę, jak gdyby nigdy nic. Zignorowało ten hałas? A może ten huk nie był tak głośny jak mi się wydawało? No nic. Nie powinienem zaprzątać sobie tym głowy. Lepiej wrócić do polowania.
Powoli zbliżałem się do swoich ofiar. Gdy byłem wystarczająco blisko, wyskoczyłem zza zarośli. Na swój cel wybrałem sobie najmniejszą i, a przynajmniej tak mi się zdawało, najsłabszą sztukę. Prawie ją miałem. Była ode mnie szybsza ledwie o kilka chwil. Zaczęła uciekać jak najszybciej umiała, przestraszona. Początkowo dotrzymywałem jej kroku, po jakimś czasie jednak jej sylwetka była coraz dalej, i dalej, aż w końcu zniknęła w głębi lasu. Oddychałem głośniej i ciężej, kroki stawałem niedbale, a przed sobą zacząłem widzieć czarne plamy. Zdołałem jednak usłyszeć, jak ktoś je ciepłą zwierzynę. Ślina pociekła po mojej brodzie, a brzuch zaburczał donośnie, domagając się jedzenia. Niedługo później dotarłem do źródła odgłosu i zapachu.
- Przepraszam - zwróciłem się do wilka spożywającego swój odcinek. Nie byłem w stanie rozpoznać czy to basior, czy wadera, a mój głos drżał - po części z wycieńczenia, po części z nerwów, a po części z upokorzenia.
- Czy mógłbym zjeść kawałek Twojego łupu?
Jeśli jegomość odmówi - a mam nadzieje, że nie - będę zmuszony odebrać mięso siłą. W kwestii jedzenia nie zamierzam być spolegliwy.

Sarissa
Spotkanie z druidem nie było dla mnie łatwe. Sądziłam, że któregoś dnia o stanowisko maga poproszę Red Rose... Jego śmierć wstrząsnęła mną, szczególnie, że okazała się aż tak tragiczna. Wiem, że Red nie był ze wszystkim szczery, że miał wady, każdy ja ma, ale... żeby mordować go? Taka zbrodnia i to w imię czego? Nie potrafiłam dostrzec wyższego dobra w niczyjej śmierci, nie w takiej. Nie i koniec. Wylałam więc wiele łez za martwym carem, nawet jeżeli nie był mi nigdy tak bliski jak niektórzy uważali.
Przed sprawującym obecnie władzę wilkiem stanęłam zaniepokojona i zasmucona. Przedstawiłam swoje kompetencje i poprosiłam o to, o co miałam poprosić. Druid wysłuchał mnie uważnie i po krótkim zastanowieniu przystał na moją prośbę. Od tej chwili mogłam przygotowywać wywary i zaklęcia dla innych wilków. Cieszyło mnie to... nawet jeżeli dalej ciężar spoczywał na mych plecach.

Ruszyłam do lasu w poszukiwaniu składników. Zawsze wolałam to robić sama, nawet jeżeli droga w las nie była krótka, a sama poszukiwania zajmowały nie raz mnóstwo czasu. Bywało, że znikałam z zamku na wiele dni. Robiłam wcześniej zapasy mikstur z pozostałych składników i zanosiłam je do medyków lub innych magów obecnych w zamku, tak aby nikomu niczego nie zabrakło.
Tym razem zanim znalazłam wszystko, co planowałam minął niemal tydzień. Do zamku natomiast został mi jeszcze dzień drogi. Musiałam zdecydowanie się zatrzymać i coś zjeść. Zostawiłam swoje rzeczy w stworzonej z brył kamienia skrzyni. Tak, posługiwanie się żywiołem z czasem szło mi zdecydowanie lepiej i niejednokrotnie ułatwiałam sobie życie. Tworzyłam różne przedmioty lub tymczasowe schronienia kiedy byłam w podróży. Broniłam się lub wręcz ułatwiałam sobie polowania. Tak miałam zamiar zrobić i tym razem kiedy moją uwagę przykuło stadko jeleni. Upatrzyłam sobie młodą łanię nim jednak ruszyłam w pościg coś spłoszyło zwierzęta. Ruszyłam więc za nimi, a na drodze łani postawiłam ścianę, której się nie spodziewała. Uskoczyłaby, gdyby nie to, że wykorzystałam chwilę jej nieuwagi i rzuciłam się na nią.
Nie lubiłam zabijać. Nie sprawiało mi to przyjemności, ale musiałam jeść. Zatopiłam więc kły w szyi łani i zacisnęłam je jak tylko umiałam najmocniej. Chwila szamotaniny i mogłam zaspokoić swój głód.
Ledwie zaczęłam pałaszować, a moim oczom ukazał się nieznajomy wilk.
- Tak, proszę, częstuj się - powiedziałam z uśmiechem i zrobiłam mu miejsce.
Basior podziękował z wyraźną ulgą w głosie i zaczął wcinać z widocznym zapałem.
Spokojnie czekałam aż się naje, dopiero wtedy odezwałam się znowu.
- Jesteś tutaj nowy? - zapytałam.

Shaula
Rzuciłem się na martwego jelenia, jakbym nie jadł od kilku dni. Jego krew spływała mi po brodzie, a jego jeszcze ciepłe ścięgna utkwiły między moimi zębami. Miałem wrażenie, że to mięso jest najlepszym, co zjadłem w całym moim życiu, ale to pewnie przez głód. Nie byłem jednak pewny, czy powinienem tak ochoczo jeść. Wadera zapewne napracowała się, aby upolować tą zdobycz, a ja teraz bezczelnie zużywam jej zapasy. Inaczej byłoby, gdybym ukradł jej łup; może i było to jeszcze bardziej bezczelne, ale chociaż przyczyniłbym się do swojego posiłku. Doprawdy jestem żałosny. Nie umiem przeżyć bez czyjejś pomocy. Przez to wszystko straciłem apetyt.
Ucho mi zadrżało, gdy zorientowałem się, że wadera mnie obserwuje. Podniosłem wzrok i spojrzałem jej w oczy. Między nami zawisła cisza, a nieznajoma sprawiała wrażenie, jakby czegoś ode mnie oczekiwała. Po chwili zorientowałem się, że niedawno zadała pytanie. Spaliłem raka. Na usta cisnęło mi się pytanie "Czy mogłabyś powtórzyć?", ale w ostatniej chwili zrezygnowałem. Wadera mogłaby się poczuć zlekceważona, a ja nie chciałem jej urazić po tym, jak podzieliła się ze mną posiłkiem. Niestety, mam dar do płoszenia wilków już na początku znajomości.
- Jeśli o mnie chodzi, dotarłem na te tereny przez przypadek. Łowiłem zwierzynę, nie wiedziałem, że do kogoś należą... - wypaliłem nagle, mając nadzieję, że pytała mnie mniej więcej o to, dlaczego znalazłem się na cudzym terenie. Najczęściej zadawano mi to pytanie, gdy spotkałem jakiegoś nieznajomego wilka.

Sarissa
Siedzący przede mną basior wyglądał na zagubionego. Płoszył się i zerkał gdzieś w bok. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Tak bardzo przypominał mi mnie samą. Sama kiedy dotarłam w te strony byłam wystraszona... Nie, ja byłam wręcz przerażona wszystkim, co było nowe, tym, że nikogo nie znałam. Do tego ta pewność, że jednak nie dam sobie rady, szczególnie jeśli przychodziło do kontaktów z innymi wilkami. Bardzo się jednak przez te lata zmieniłam. Poznałam wiele przecudownych stworzeń, znalazłam przyjaciółkę. Wiele się także nauczyłam i znalazłam nawet cel w życiu: pracę. Pracę, która byłą tą moją wymarzoną, w której mogłam pomagać innym, przydać się. Byłam szczęśliwa.
- Zostajesz w Arcanterze czy wracasz w swoje rodzinne strony? - spytałam. - Jeżeli miałbyś w planie zostać mogłabym zaprowadzić cię na zamek. Na pewno znalazłoby się tam dla ciebie miejsce.
- Zamek? - spytał unosząc na mnie spojrzenie.
- Owszem... Nie jest tam tak strasznie jak się wydaje, uwierz. Też kiedyś się bałam, a teraz jestem tam magiem - uśmiechnęłam się dumna z własnych osiągnięć.
Chwilę jeszcze podpytywałam wilka o różne rzeczy, po czym zaproponowałam mu, że zaprowadzę go do zamku. Lekko się wahał, ale w końcu ruszył za mną. Tam niestety musiałam zająć się swoimi sprawami, a basior został odprowadzony przez strażnika do wolnej komnaty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home