Byłem dzisiaj u myśliwych, którzy właśnie wybierali się na polowanie. W sumie to czemu nie iść z nimi? Uśmiechnąłem się do siebie i dołączyłem do dość wesołej grupki. Polowaliśmy na kolorowej stronie lasu, gdzie też rozeszliśmy się. Z tego co słyszałem to oni są w stanie w ciągu trzech godzin upolować dzika, więc też tyle czasu sobie dali przed zbiórką. Chcąc im jakoś zaimponować postanowiłem zapolować na to dziwne stworzenie.
Po dłuższej chwili znalazłem jednego dorodnego samca, albo samicę? Nie wiem, nie odróżniam swojego jedzenia. Mięso to mięso prawda? Wyskoczyłem z ukrycia rzucając w niego ostrzem powietrza, tak, że na jego boku pojawiła się otwarta rana. Zwierzę wydało z siebie dźwięk, który wskazywał na to, że go zdenerwowałem. Nie minęła chwila, a ja zaliczyłem glebę, żeby tego było mało on nie odpuszczał. Biegł do przodu, raniąc i przesuwając mnie, tak, że nie mogłem łapy postawić, bo zaraz mi się gdzieś zawijała. Warknąłem ze zdenerwowania, tworząc kulę powietrza i wybuchając. Złapałem stabilizację i bez chwili zastanowienia miotałem w dzika powietrznymi ostrzami. Padł.
Stojąc i ciężko dysząc, obserwowałem martwe ciało. W tym momencie znalazł mnie inny myśliwy, który zawołał resztę i razem zanieśliśmy łup do zamkowej spiżarni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz