Azriel
Zszedłem z gór, trochę niżej, na jedną z polan. Co jakiś czas opuszczałem szczyty, by zbliżyć się do innych. Sam nie wiedziałem, dlaczego to robiłem. Chyba mimo wszystko czasem pragnąłem towarzystwa... A może to była jedynie potrzeba wszystkich wilków? Nie wiem, ale nie miałem zamiaru nad tym rozmyślać. Ostatecznie prócz wiedzy nic by mi to nie przyniosło. Dzięki życiu w górach nauczyłem się być oszczędnym we wszystkim, co robiłem. Tak zdecydowanie było łatwiej. Szedłem, starając się być jak najciszej, już od kilkunastu minut, gdy do mojego nosa dotarła woń wadery, która musiała być przybyszką z innych stron, gdyż tak właśnie pachniała. Ciekawe. Podążyłem za jej zapachem, aż ujrzałem ją. Miała ciemną sierść, lecz nie to przyciągnęło moją uwagę. Wyraźnie wyglądała na przemęczoną. Nie na chorą... Bardziej na wykończoną. Zaintrygowało mnie to, co mogło się jej przytrafić, chociaż to było do mnie niepodobne. Nie lubiłem mieszać się w czyjeś sprawy, gdyż nic mi to nie przynosiło. Chyba że weźmiemy pod uwagę pogardę. Ostrożnie zbliżyłem się do niej, aż stanąłem kilka kroków przed nią. Przez cały ten czas wadera nawet nie drgnęła. Widocznie coś było z nią nie tak. Albo po prostu stała w bezruchu, by zaraz się na mnie rzucić. Jakoś wątpiłem w to, biorąc pod uwagę fakt, iż nie sprawiała wrażenia wilka mającego siłę na atak. Zwłaszcza na atak na większego od siebie basiora. Spojrzałem jej w oczy.- Kim jesteś? - zapytałem cichym głosem.
- Nie widziałem cię nigdy na tych terenach ani w samej Arcanterrze.
Sin
W życiu to po pierwsze trzeba być bardzo skupionym. Trzeba umieć dokładnie i szybko analizować każdy, absolutnie każdy drobny szczegół podsuwany nam przez otaczający nas świat, podobnie zresztą jak każde słowo i każdy ruch innej osoby, z którą wchodzimy w rozmowę, by umieć wybrać najmądrzej, by poprowadzić sytuację tak, żeby wszystko skończyło się jak najlepiej dla samego siebie. Tak, te wielkie słowa mają odzwierciedlenia nawet w takiej zwykłej sytuacji, takich prostych słowach, które wypowiedział ten obcy mi biały basior. A powiedział, że znajdujemy się w Arcanterrze. W czasie w miarę trzeźwej (ze zmęczenia i niespodziewanego rozbudzenia mój umysł był nieco zamglony) i stosunkowo nawet niekrótkiej analizie sytuacji nie udało mi się znaleźć żadnego możliwego powodu, dla którego ten wcale nie najgroźniej wyglądający, choć mimo wszystko budzący we mnie pewien respekt basior mógłby mnie okłamywać. A więc to prawda, to prawda. To Arcanterra, moja upragniona, moja piękna Arcanterra. Trudna podróż jest już ostatecznie skończona, teraz tylko czas żyć nowym, wymarzonym życiem. Na mój pysk natychmiast wkradł się spory uśmiech, jednak nie bardzo chciałam dzielić się z tym pokaźnym basiorem tak intymnym uczuciem, jakim jest radość, którą właśnie przeżywałam. Tak jak wcześniej nieco podniosłam się z ziemi, by nisko przysiąść i lepiej widzieć nieznajomego, tak teraz spuściłam głowę, spuściłam nisko wzrok, okazując tym samym jakiś szacunek przybyszowi.- Witaj, witaj, mam na imię Sin i pochodzę spoza waszego królestwa. - rzuciłam szybko, niedbale i pośpiesznie, by jak najszybciej zadać najważniejsze dla mnie pytanie.
- Czy możesz mi powiedzieć, w którym kierunku muszę iść, by dostać się do zamku, siedziby władcy?
W sumie z tym zamkiem to strzelałam. Jedyne królestwo... oh, jak to przepięknie brzmi! Jedyne królestwo w jakim byłam, nazywało się Omnią i jak się dowiedziałam, było centrum całego tego dopiero co poznawanego przeze mnie cudownego świata, a tam właśnie znajdowała się taka przewspaniała budowla, w której zamieszkiwał car krainy. Kiedy dowiedziano się o mojej sytuacji, zaproponowano mi nawet nocleg w jednej z wielu cudownych komnat zamku, niestety tak się speszyłam, że odruchowo odmówiłam. Kolejne noce były trudne, ale w porządku, nowa kraina, nowe możliwości i tak tak ważna czysta karta, mam nadzieję, że tutaj się żyje na podobnych zasadach.
Azriel
Rzuciłem Sin, kolejne krótkie, obojętne spojrzenie. Czy ja wyglądam na kogoś, kto służy dobrą radą o każdej porze dnia i nocy? Najwyraźniej tak, skoro ta wadera mnie zapytała o drogę do zamku. Ciekawe. Muszę popracować nad swoim bezruchem i zimnym wzrokiem, jeżeli nie działają tak, jak powinny na potencjalnych niewiedzących podróżników i innych im podobnych. Zdecydowanie wolę te chwile, kiedy nie zostaję uważany za przyjaznego przewodnika. Tak jakby kiedykolwiek ktoś mnie pomylił z przewodnikiem. Dobre sobie samo w sobie. Z pewnością. Westchnąłem cicho, czym zwróciłem na siebie uwagę Sin. Wytłumaczyłem jej drogę najprościej i najkrócej, jak umiałem, po czym spojrzałem na nią z ukosa.- Akurat idę w tamtą stronę. - mruknąłem.
- Mogę cię więc odprowadzić, jeśli tylko chcesz... A tak poza tym, jestem Azriel. Powinnaś wiedzieć, z kim mogłabyś iść. - uśmiechnąłem się samym jednym kącikiem ust.
Sin
Samiec zaproponował mi, że odprowadzi mnie aż po sam zamek. To pewnie bardzo, bardzo daleko z miejsca, w którym się teraz znajdujemy, a więc fakt, że się na to zgadza, to już naprawdę coś niepowtarzalnego, to naprawdę wiele znaczy. Inna sprawa, że sam się tam wybiera, ważne, że zgodził się spędzić ze mną tyle czasu, że zgodził się na moje towarzystwo. Plus, to naprawdę niepowtarzalna okazja, żeby trochę z kimś porozmawiać, wypytać o całe królestwo Arcanterry, żeby później nie wchodzić do Zamku jak ostatni niewychowany dziki dzik i nie wyjść na głupią w oczach szanownym mieszkańców tego zapierającego dech w piersiach miejsca. Tylko, no właśnie, do zamku pewnie daleka droga. Obstawiam, że będziemy musieli maszerować co najmniej dwa dni, w dodatku biały basior nie wygląda jak ktoś, kto zbyt często wybiera się na postój i kto przejąłby się moim zmęczeniem, a przecież ja ledwo zipię po przejściu przez te piekielne góry. Może tak poproszę Azriela, żeby raczył poczekać na mnie chwilę, spędzilibyśmy jedną noc w tym przepięknym lesie, ja bym się wyspała, on zresztą też, rano byśmy na coś zapolowali i oboje w pełni sił ruszylibyśmy w drogę. Ale właśnie, czy to nie za dużo? Azriel wygląda na kogoś poważnego, na kogoś, kto ma serce ze stali i nie jest zbytnio pomocny, ja nie wiem, czy nie wyśmieje takiej prośby, czy nie stwierdzi, że w sumie nie ma po co marnować na kogoś takiego jak ja swego cennego czasu, po czym nie odejdzie zostawiając mnie tu samą? Właśnie tego się najbardziej teraz boję... A może trzeba się spiąć, zacisnąć zęby i resztkami sił postarać się przebrnąć ten dzień drogi, w kolejną noc na pewno już poszlibyśmy spać. Nie wiem, chyba jednak za mało go znam, by dopasować mądre słowa, by podjąć właściwą decyzję.- Dziękuję ci bardzo za twoją propozycję, oczywiście z chęcią się zgodzę, tylko czy... moglibyśmy odłożyć wymarsz do rana? Jestem strasznie zmęczona, i jeśli ci to nie przeszkadza, jeśli pozwolisz... Ale oczywiście, jeśli zależy ci na czasie, jestem gotowa wyruszyć nawet w tej chwili. - powiedziałam, z początku wolno i cicho, dopiero przy ostatnim zdaniu moje słowa zabrzmiały głośniej
Ta jego powaga, pewność siebie strasznie mnie onieśmiela, sprawiała, że czułam, że jestem absolutnie na jego warunkach i że on jest tutaj górą. A więc, niech sam wybierze, co mu bardziej odpowiada, ja się... ja się dopasuję.
Azriel
- Jeśli taka jest twoja wola, to przystanę na takie warunki. - rzuciłem lekko, w dalszym ciągu cichym głosem. Tak jakbym kiedykolwiek mówił głośno... Cóż, nie mam do nikogo tak mówić, a jeśli już przyjdzie mi wdawać się z kimś w pogawędki, cichy ton wywołuje lepsze wrażenie: stawia mnie w tajemniczym świetle i sprawia, że odechciewa się ze mną dłużej rozmawiać. I dobrze.I tak tutaj mieszkałem, a raczej kawałek stąd... Nie było to zbyt daleko, aczkolwiek ta polana w sumie należała do terenów, na których czułem się lepiej niż w innych miejscach. Zazwyczaj nie było tu zbyt wiele wilków, bo rzadko ktoś odważył się i wybierał w Góry. Jeden dzień nie zbawi ani mnie, ani najwyraźniej tej wadery. Widocznie Sin albo nie wymaga luksusów każdej nocy, albo przyzwyczaiła się w trakcie swojej wędrówki. Z drugiej strony... Jak na nią patrzę, to na jej miejscu sam też nie chciałbym wyruszać dzisiaj, teraz, zaraz. Nie przeszkadzała mi ta mała zmiana planów. Nie ciągnęło mnie do towarzystwa innych wilków już od jakiegoś czasu, a właściwie od dnia, w którym moi przyrodni bracia spalili moją ukochaną, aby wywołać we mnie cierpienie. Moja wybranka była jedynym wilkiem, do jakiego żywiłem ciepłe uczucia w ciągu całego życia. Jej śmierć skutecznie sprawiła, że wystarczała mi własna obecność aż po dzień dzisiejszy. W sumie nigdy jakoś nie przebywałem wiele z rodziną, gdyż nie czułem, by mnie kochali, więc nie zamierzałem im się narzucać. Nie przyjaźniłem się też z nikim ani nie byłem z żadnym wilkiem w stałym kontakcie, a przez to chyba od początku należałem do samowystarczalnych samotników. Jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało.
- Mogę rozpalić ogień, jeśli chcesz. - powiedziałem po chwili milczenia.
Zdradziłem Sin cenną informację o sobie, a mianowicie swój żywioł. Wątpiłem jednak w to, czy wadera mnie zaatakuje, znając moje dobre intencje. Tak czy inaczej, nie zdołałaby mnie pokonać, jak śmiem sadzić. Ba, ja to wiem.
Sin
Ogień? Czy ja wiem? Jestem wilkiem wody, więc nie widzę nic złego w nocnym chłodzie, w wilgotnym powietrzu, we mgle, w zroszonej zimnym deszczem trawie i w mokrych od niej łapach, ale... ale patrząc praktycznie, dzięki takiemu ognisku zrobi się w okolicy dużo jaśniej, bezpieczniej, może to przełamie też pierwsze lody między mną a basiorem? Wiadomo, przy ogniskach zawsze jest wesoło, gwarnie i sympatycznie.- Dobry pomysł. - rzekłam po chwili, rozglądając się jednocześnie na boki i zastanawiając się, cóż takiego biały basior zamierza podpalić.
- Chodźmy może głębiej w las, poszukamy jakiegoś suchszego drewna, bo tutaj wszystko jest świeże i zielone, w dodatku mokre, smagnięte rosą i mgłą. A może przy okazji uda nam się złowić coś na kolację? Widzisz, naprawdę umieram z głodu.
Azriel kiwnął pojedynczo głową na znak zgody, widocznie nie widział żadnych złych stron tego pomysłu. Tak więc, jęknęłam cicho, podnosząc się z miejsca. Nie miałam pojęcia, co zrobić z tym całym bólem, czy minie mi bezpośrednio rankiem, kiedy się wyśpię? Wątpliwe, ale teraz naprawdę nie mogę nic z tym zrobić, teraz trzeba się spiąć, opanować drżenie łap i ruszyć w ciemne knieje mając u boku władcę ognia. Przedzierając się przez las miałam okazję dowiedzieć się pierwszej rzeczy o królestwie Arcanterry, mianowicie tego, że mimo mojego pierwszego wrażenia, kraina ta nie jest wcale jałowa, smutna i opustoszała, bowiem już po paru chwilach natknęliśmy się z Azrielem na dwa zające skaczące sobie wśród iglastych drzew. Byłam prze szczęśliwa, wbrew sobie uśmiechnęłam się pod nosem - posiłek! Ale zaraz, zasadnicze pytanie, czy ogarniam swój żywioł na tyle, żeby je upolować? Czy umiem przekształcić coś tak spokojnego, dobrego i życiodajnego jak moja woda w narzędzie do zabijania? Hmm... Z początku myślałam, żeby spróbować jakimś sprytnym ruchem wypełnić drogi oddechowe szaraka wodą, by się udusił, ale jednak skusiłam się na wystrzelenie w kierunku zwierzyny czegoś na kształt lodowych sopli, tylko ostro zakończonych. Czy mi się uda, zobaczymy. Głęboki wdech i... poleciały! Poleciały dwa! Wbiły się w okolice gardła zwierzęcia i powaliły je na ziemię. Jego uszaty towarzysz chciał uciec, ale Azriel wiedział, co planuję zrobić i z łatwością pozbawił go życia za pomocą brutalnej magii ognia. Bez zbędnych komentarzy wzięliśmy je ze sobą i ruszyliśmy dalej. Później jeszcze udało nam się upolować dziwnego, dużego ptaka, a w końcu znaleźliśmy też padniętą, ogołoconą już z igieł choineczkę. Transportowanie jej z powrotem na obrzeża lasu było trudne, ale na szczęście nie odeszliśmy zbyt daleko. Później tylko ją trochę osuszyliśmy, Azriel ciepłem ognia, ja odprowadzając wilgoć i wodę, podzieliliśmy na części, dodaliśmy trochę ściółki, igieł, tego typu rzeczy, a w końcu polana rozbłysła intensywnie złotym blaskiem ogniska. Ach, przysiedliśmy przy nim oboje i uspokoiliśmy oddechy po wysiłku.
- Mówiłeś, że też zmierzasz do Zamku. Możesz mi powiedzieć w jakim celu? - odezwałam się w końcu, przypominając sobie, że teraz muszę wypytać białego kolegę o jak najwięcej rzeczy związanych z królestwem. Coś czuję, że może nie być łatwo, Azriel nie wygląda na rozmownego, ale spokojnie, wyciągnę z niego wszystko, co chcę wiedzieć.
Azriel
Zmarszczyłem lekko brwi w zamyśleniu. Nie wiedziałem, po co miałbym zdradzać Sin, dlaczego zmierzam w stronę Zamku. Ale z drugiej strony, z jakiego powodu miałbym tego nie robić? Nie była to żadna tajemnica, aczkolwiek nigdy też nie miałem skłonności do dzielenia się z kimkolwiek wiedzą o sobie i moich sprawach. Nikogo to zresztą nie interesowało. Ja sam nie interesowałem się niczyim życiem i nie chciałem od nikogo zaciekawienia moim. Ale... Co mi szkodziło opowiedzenie czegoś tej waderze? Wyraźnie miała w tym jakiś interes. Może i rozmowa z nią nie miała żadnego sensu, jednakże skoro dostawałem od losu szansę na otworzenie do kogoś pyska, nie widziałem przeszkód, by z tego nie skorzystać. Trudne życie już od dzieciństwa uczyło mnie, że nie mogę przegapić żadnej okazji do czegokolwiek, gdyż niewiele rzeczy może się jeszcze kiedyś powtórzyć. Korzystałem więc ze wszystkiego, z czego mogłem czerpać jakiekolwiek korzyści. Podejrzewam, że właśnie dlatego mi się udało przetrwać najgorsze. Mniejsza jednak o to. Spojrzałem na oczekującą mojej reakcji Sin i kiwnąłem głową.- Mieszkam w Górach. Nie ma tam zbyt wielu wilków. Przez długi czas potrafi mi to w ogóle nie przeszkadzać... Należę do samowystarczalnych samotników, tak sądzę. Ale przychodzą chwile, kiedy czuję, że powinienem chociaż zobaczyć się z innym osobnikiem naszego gatunku. Co jakiś czas więc schodzę z Gór i idę do Wioski czy też właśnie Zamku, gdzie jest chyba najwięcej wilków. Gdy widzę inne, lepsze życie innych... To pozwala mi na jakiś czas zapomnieć o własnym marnym żywocie. - wyjaśniłem. - Nie wiem, czy zrozumiesz, ale inaczej nie umiem tego wyjaśnić.
Czułem, że to jedna z najdłuższych wypowiedzi, jakie stworzyłem od dawien dawna.
Sin
Oh... Ja myślałam, że on ma jakąś zwykłą, codzienną sprawę, a właśnie dowiedziałam się, że idzie podglądać innych, bo dokucza mu samotność. To takie... takie skomplikowane. Nadzwyczajne. Szalone. Po prostu dziwne. Czyżby biały basior miał depresję? Nie wyobrażam sobie jak on może tak żyć, zresztą czy ktoś o zdrowych zmysłach mógłby z własnej woli uciec z błyszczących zielenią dolin, z zamku, od rodziny, przyjaciół, od wszystkich, by zdecydować się na życie w ciężkich warunkach w tym zimnym, ciemnym, kamienistym i co najważniejsze samotnym piekle? Mówi, że ma marny żywot? Och, nie dramatyzujmy, co takiego go niby mogło spotkać? A nawet jeśli to było coś złego, dlaczego od razu miałby uciekać się do takiego radykalizmu, dlaczego porzucać całe życie by w ciemności i w samotności myśleć w kółko nad własną beznadziejnością? Nie... On źle myśli. On zdecydowanie źle myśli. Przez kilka sekund wahałam się, czy mu tego nie wypomnieć, nie zbesztać go za taką głupią decyzję, ale stwierdziłam, że jednak nie wypada. Jak mówią, to jego prywatna sprawa. Kiwnąłem więc lekko głową na znak, że rozumiem, choć nie rozumiałam, po czym starym zwyczajem schyliłam skromnie głowę. Trzeba było zmienić temat, co akurat nie było trudne, pytania mi się jeszcze nie wyczerpały.- A powiedz mi coś o władcy. Jest miły czy raczej może tyraniczny?
Raczej nie bałam się, że to ta druga opcja okaże się być zgodna z prawdą. Halo, przecież to Arcanterra, kraina wiecznego wilczego szczęścia, o tym miejscu krąży tyle pięknych legend i historii!
Azriel
Zdecydowanie Sin musiała wędrować długo i w samotności, z dala od wszelakich wilków z Arcanterry, żeby nie słyszeć o śmierci cara. Na co tu przychodzi, skoro nic nie wie o tym, co się dzieje w naszej krainie? I jeszcze chce iść do Zamku, czyli miejsca, w którym żałoba jest największa. Jestem ciekaw reakcji kogokolwiek stamtąd, gdyby wparowała tam jakaś wadera z pytaniem, czy może spotkać się z carem. A gdyby tak rozmawiała z księżniczką i palnęła taką głupotę, a księżniczka zaczęła by płakać? Wsadziliby Sin do lochu? Aż zachciało mi się zawędrować z nią i zobaczyć, jak sobie poradzi. Ale z drugiej strony... Gdybym się tam pojawił wraz z tą nic niewiedzącą waderą, a ktoś by mnie zapytał, dlaczego nie powiedziałem jej o tym, co się aktualnie działo... Czy mogliby mnie za to ukarać? Lepiej nie ryzykować. Może i życie w Górach nie było najlepsze... Za to zdecydowanie wolałem taki żywot od mieszkania w zamknięciu.- Car niedawno zmarł. - wyjaśniłem.
Sin zamilkła, najwyraźniej zaskoczona tym, co jej powiedziałem.
- A ten, który teraz rządzi? - spytała po chwili.
- Nie wiem, kto teraz siedzi na tronie. Nie bywam w Zamku. Wolę chodzić do Wioski i patrzyć na nieszczęście swoich braci. To mi wynagradza wszystko, co mi zrobili w ciągu mojego życia.
Mimowolnie zerknąłem na swoje przednie łapy. Szybko jednak opamiętałem się i znów spojrzałem Sin w oczy. Nie lubiłem mówić o tym, co mi się stało w przeszłości. Te pytania, odpowiedzi na nie i niezręczna cisza były niewygodne i dla mnie, i dla pytającego. Czy też pytającej.
Sin
Car niedawno umarł. Dobrze, rozumiem. Zdarza się. Pewnie w tym miejscu rządzi się całe życie, pewnie był stary i po prostu przyszła na niego pora. Nic dziwnego, rozumiem. Koniec tematu. Zamyśliłam się na lekko, a po krótkiej chwili zaczęłam odczuwać wstyd. No bo co to było za głupie pytanie... Czy Azriel nie mówił ci, idiotko, że żyje gdzieś tutaj, gdzieś na tym pustkowiu? Skąd miałby wiedzieć o tym, co dzieje się na zamku? Pewnie uważa mnie za głupią, przecież już na początku znajomości powiedział jasno, że mieszka w tych górach, a ja mu zadaje takie pytania. Wciągnęłam głośno powietrze. Spokojnie. Zdarzyło się. Wpadki się zdarzają każdemu, nie myśl o tym. Dla odmiany przydałoby się pomyśleć o własnych interesach, bo tu dzieją się przecież ważne rzeczy - czy nadal wiem o tym miejscu tyle, co nic, i raczej nie mam szansy niczego więcej się dowiedzieć? No nie. Beznadzieja. Co mogę zrobić, szukać jakiegoś innego przewodnika? Nie, jestem w górach, tutaj spotyka się tylko takie szalone typy spod ciemnej gwiazdy, a jestem pewna, że zbyt wielu też ich na tym świecie nie chodzi, toteż wysoki, biały basior, który przede mną stoi może być jedynym wilkiem w promieniu kilkunastu kilometrów. A może podziękuję mu za pomoc i ruszę przez ten ciemny las, w doliny, tam na pewno będzie więcej potencjalnych towarzyszy? W końcu przed dotarciem do zamku koniecznie muszę się czegoś dowiedzieć, by nie iść tam prosto z lasu, by nie robić obciachu. Nie, lepiej nie, jeszcze zabłądzę, zejdę na złą ścieżkę, niech zostanie, jak jest. Po prostu na miejscu wtopię się w tło, nie będę się odzywać i z cichej obserwacji w końcu wszystkiego się nauczę. Prosty schemat, a dla mnie nawet nic nowego. Czyli tak, odwagi, odwagi, myśl pozytywnie, wszystko się uda. Wszystko na pewno się uda. A na razie wystarczy pytań, bo biały basior nawet nie zna na żadne odpowiedzi. Eh... wyciągnęłam się niczym kot, przy czym moje poobijane kości strzeliły głośno, a potem ułożyłam się płasko na ziemi i otulona ciepłem ognia zamknęłam oczy. Azriel się nie kładł, patrzył w zamyśleniu na szpiczaste niczym ostrza mieczy zamglone góry, które przed chwilą opuściłam. Mimowolnie, tak w głębi duszy odrobinę bałam się zasypiać przy obcym, niebezpiecznie wyglądającym osobnikiem, ale zmęczenie skłoniło mnie do uspokojenia siebie samej jakąś beznadziejną wymówką, że w razie czego dam mu radę, czy coś. I zasnęłam.Następnego dnia, wcześnie rano, kiedy słońce dopiero wschodziło takim przepięknym złoto-różowym blaskiem, obudził mnie Azriel. Z tym swoim poważnym, z lekka naburmuszonym wyrazem twarzy powiedział mi, że pora już ruszać w drogę, a ja nie protestowałam, przecież jestem na jego łasce, sam zdecydował się mnie zaprowadzić. W tej chwili dostrzegłam, że obok samca leżą upolowane zające. Widocznie wybrał się już na szybkie polowanie i postanowił załatwić nam śniadanie. Oh, to takie miłe. On potrafi o siebie zadbać, jest taki odpowiedzialny i odważny... Trzeba przyznać, że strasznie mi imponuje, ale chyba nie chciałabym podzielić jego losu. Moje miejsce jest w zamku, ruszajmy tam czym prędzej! Posiłek skończyliśmy szybko, bez zbędnych pogaduszek, bo chyba oboje nie lubimy zbyt dużo gadać, a potem wyruszyliśmy w drogę. Nie była trudna. Moje obrażenia to chyba tylko siniaki, a do dalekich podróży jestem już przyzwyczajona.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz