Nie wiem gdzie jestem, gdzieś na pewno. Nie interesuje mnie to wszystko, a każde zwierzę na mej drodze jest już martwe. Nie obchodzi mnie już nic, poza moją złością, której właśnie dawałem upust. Drzewa wkoło były pocięte, kamienie również i wszystko co znajdowało się w moim pobliżu. Oh, energia mnie po prostu rozpierała, a z całkiem ładnego skrawka zieleni zrobiło się zwykłe brązowe bagno, pustkowie, zgliszcza. Pożałują jeszcze tej decyzji... wszyscy! Zginę?! I dobrze, ale nie odpuszczę. Jak mogli mi to zrobić! Jak, kurwa, jak!
Padłem, zmęczony na czarną ziemię. Ziemia i nic więcej przed mymi oczyma. Jednak co to? Coś zimnego, mokrego właśnie spadło na me ciało. No ładnie, jakby mi jeszcze deszczu tu brakowało. Może to i lepiej? Niech mnie zaleje, utopię się w tym dołku nienawiści. Byłem spokojny, ale to skończone. W tej chwili aż żałuję, że nie jestem magiem ognia. Destrukcja wskazana, a tak to? Co ja sobie mogę tym powietrzem zrobić? Tornado? Huragan? Pociąć wszystkich na kawałki? To nic w porównaniu z pięknem płomieni. Wiatr to szybka śmierć, jeden cios i nie masz łba, a ogień? Męczarnie, płoniesz żywcem i tak właśnie chciałbym go zabić, niech cierpi, niech błaga, niech płacze z bólu i widzi moją nienawiść na pysku. Jednak, to dopiero po tym jak z nim pomówię. Odda mi po dobroci, to oszczędzę go, bo w końcu to brat, nie? Jeszcze muszę zająć się strażnikami, może i jestem bratem cesarza, ale nie zmienia to faktu, że on jest teraz ważniejszy i nawet przede mną będą go chronić. Muszą, a jak nie, to zdechną razem z nim.
Zamknąłem oczy, kiedy w dole pojawiło się więcej wody i powoli mnie zalewała. Chciałem się utopić, ale chęć przetrwania na to nie pozwalała. Czy samobójcy są odważni? Na pewno, ja nie dam rady tego zrobić, bronić się, chociaż nie chcę. Silniejsze jest to ode mnie. Wstałem na równe nogi i biegiem udałem się do zamku, po swoje rzeczy. Wyprowadzę się na Solitudine, do wojska... Jeśli będę szpiegiem, to nie będę musiał myśleć o tym syfie jaki się tu zrobił. Na korytarzu wpadłem na jakąś czarną waderę.
- Co ty robisz szmato! - warknąłem z wściekłością, jednak widząc jej wyraz pyska, zatrzymałem się na dłużej.
- A nie, czekaj. Jesteś ak samo nic nie warta jak ja. Przepraszam. - rzuciłem niby od niechcenia, jednak nie dało się ukryć, że jestem podirytowany. Jestem zerem, takim jak ona. Niby rodzina cesarska, ale niczym się nie zajmujemy. Po co niby? Nawet jeśli, to i tak Urian miałby ostatnie zdanie. Beznadzieja.
Sin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz