W prawdzie mogę się przeprowadzić do zamku bez obaw spotkania brata, jednak za długo już mieszkam w wiosce. Mimo tego prawie codziennie bywam u Arii i jej szczeniąt, nie dziwi mnie to, że nie płaczą po ojcu, jednak tata to tata. Przygotowałem się o świcie, by wyruszyć do zamku. Zajmuje mi to trochę więcej czasu niż kiedyś, ehh... Starość nie radość.
Będąc na miejscu udałem się do komnaty Arii i niektórych szczeniąt, bowiem reszta wolała się przeprowadzić. Ich wybór, w końcu są już prawie dorośli, niedługo dostaną swoje stanowiska i poznają smak normalnego życia. Praca, przyjaciele i rodzina. Po drodze wszystko ustaliłem w głowie, co mamy do zrobienia najpierw. Wiem, bo mój ojciec to robił a ja go obserwowałem, poza tym pamiętam nauki u druida. Najpierw trzeba udać się do druida i oznajmić, którego z książąt wybrała Aria oraz wybrać datę koronacji. Druid w prawdzie wie co nieco, ale i tak będzie pytać by się upewnić, w końcu zawsze można było się rozmyślić. Przygotuje on też specjalne kamienie do zapisu tego zdarzenia, a potem zajmie się wprowadzeniem nowych danych do spisu i wytłumaczy nowemu cesarzowi dokładniejsze działania cesarskich przedmiotów. Jeśli to załatwimy, to należy potem poinformować komików, żeby udekorowali salę oraz myśliwych by załatwili więcej mięsa, w tym potrzeba jednego jednorożca. W prawdzie nie wiem po co, ale tak się zawsze robiło. Król musiał zjeść mięso tego zwierzęcia, żeby niby był tak dobry jak to zwierzę.
- Witaj Aria. Gotowa? Najpierw pójdziemy do druida, no i jeszcze warto powiadomić przyszłego cesarza, jednak nie mam pewności czy on czasem nie wygada wszystkim. Wiesz, lud powinien poznać cesarza dopiero podczas koronacji, jednak też nie chcemy by drugi książę robił awantury. - wszedłem do komnaty, po po czym przywitałem się z waderą i oznajmiłem, jakie mam plany i obawy.
Aria
Jak zwykle Ikelos zawitał do naszej komnaty. Powitałam go ciepłym uśmiechem. On jednak od razu przeszedł do sedna.- Ah tak... Cesarz... - zamyśliłam się - Myślę, że nie warto mówić o tym Urianowi. Tak jak sądzisz, lud powinien wiedzieć to dopiero podczas koronacji, a znając jego możliwości zapewne po paru minutach już cały zamek wiedziałby kto jest następcą tronu - zachichotałam - A co do Zeconiego... Pewno jego zdenerwowanie minie i pogodzi się z tym, że jego brat objął najważniejsze stanowisko.
Zapanowała pomiędzy nami krótka cisza.
- Więc chodźmy. Im wcześniej tym lepiej - oznajmiłam, wstając z łoża.
W tym samym momencie usłyszałam, jak jakieś pojedyncze kostki mi strzelają. Eh... Stare lata nie są łatwym okresem życiowym. Czasami kończyny mnie tak bolą, że aż mam ochotę zdechnąć. Powolnym krokiem wyszłam z komnaty. Ikelos podążał za mną.
Ikelos
Wspólnie udaliśmy się do druida, po drodze rozmawiając jak to znajomi. Nic konkretnego, a jednak coś się kłapie szczękami, w końcu temat zszedł głównie na szczenięta. Czasem to się zastanawiam dlaczego żadne nie jest podobne do Red Rose, czyżby Aria z kimś? Nie, to nie możliwe, ona taka nie jest. Po prostu ma dominujące geny i tyle, prawda? Mam nadzieję, że charakterem chłopcy są podobni do niej, a chociażby będą. Młodzi są i głupi, zachowują się jak na typowe szczeniaki przystało, więc nie będę ich oceniał teraz. Ona jednak ma gorzej, musiała to zrobić i wybrać. To naprawdę nie jest łatwe... ja nie wiem czy bym potrafił wybrać jedno z moich dzieci, skoro każde kocham tak samo mocno. Będąc na miejscu przywitaliśmy druida i przeszliśmy do rzeczy. Zaczął coś mówić o lekcjach przygotowujących do koronacji, o tym, że wadera nie mogę się tym zajmować i powinien zrobić to członek rodziny cesarskiej, jeśli taki żyje i jest samcem. Cóż, zdziwiło mnie to trochę... akurat o tym nie wiedziałem. A może on teraz to wymyślił? Cóż, jak trzeba to trzeba. Najgorzej będzie z mową, ale da się radę, ale nie wiem jak Urian zniesie te lekcje. W dniu koronacji spędzi z druidem prawie cały dzień i wyjdzie dopiero na uroczystość, bowiem Aria wspomniała, że mógłby się wygadać.
- A co z koroną i amuletem? - zapytałem, bowiem te dwie rzeczy są najważniejsze. Śmieszniejsze, bo korona jest tylko elementem duchowym.
- Amulet już został przygotowany, podczas koronacji zostanie przypisany. O koronę prosiłbym was, przepis jest tajny, więc pokażę wam go tylko raz. - oznajmił, po czym podszedł do zamkniętego kuferka do którego może się dostać przypisana dusza. Każdy cesarz powinien mieć swojego zaufanego druida, którego sobie przypisze. Gdyby Red Rose tego nie zrobił, moglibyśmy mieć problem z otwarciem niektórych rzeczy.
- Nie byłaś nigdy na koronacji, prawda? - zapytałem, kiedy druid zajmował się otwarciem kuferka. Wadera w odpowiedzi uśmiechnęła się, po czym ponownie zawiesiliśmy wzrok na doradcy Reda, który właśnie wprowadzał nas do świata władzy. Przepis na koronę, która miałaby przypisać amulet był dość skomplikowany, ale mam nadzieję, że Aria zapamięta większość i damy radę.
Kiedy wszystko już było ustalone i załatwione u druida wyszliśmy z komnaty i wolnym krokiem zmierzaliśmy ku pracowni komików. Po drodze zacząłem opowiadać mojej towarzyszce o tym jakże dziwnym zwyczaju koronacyjnym. Jak pewnie zauważyła, Red Rose nie posiadał korony, ale nosił swój złoty amulet z czerwonym klejnotem na środku, a wokół niego miał drobinki kamienia skanującego. Amulet nie jest taki normalny, bowiem podczas koronacji się go zaklina, właśnie tym zaklęciem, zwanym "makutha". To dzięki temu zaklęciu strażnicy dowiedzieli się o śmierci cara, ale prócz wykrywaniem życia ma jeszcze wiele pomocnym zastosowań. Urian powinien być zadowolony, bowiem ułatwi mu to pracę i będzie bezpieczny... powinien być. Kiedy w Arcanterze zostaje wybrany nowy cesarz, zaklęcie automatycznie niszczy starszy medalion, a car otrzymuje złoty amulet z zielonym klejnotem na środku, wokół niego znajdują się drobinki rubinu. Brak nowej korony wyjaśnia, dlaczego Rose cały czas posiadał przypisaną wersję. Kto wie co by było gdyby nie posiadał amuletu? Może generał dowiedziałby się śmierci dopiero wieczorem? Chociaż... w zamku jest wiele kamieni skanujących, śledzą nas, każdy nasz ruch. Ehh, to dobrze, że nie wiedzą co dokładnie robimy.
Aria
Wyszliśmy z komnaty druida. Wiedziałam, że czeka mnie teraz mnóstwo przygotowań do ceremonii. Lepiej zacząć od razu, aby z tym nie zwlekać. - Pójdę zająć się przygotowaniami. Mógłbyś sporządzić proch do korony? - zapytałam, na co basior skinął głową.
Podreptaliśmy w inne strony. Ja skierowałam swe kroki do sali balowej. Po parunastu minutach dotarłam do niej. W oczy rzucili mi się komicy oraz łowcy. Najpierw podeszły do mnie wilki odpowiadające za jedzenie. Ukłoniły się.
- Wasza wysokość, co mamy zrobić? - zapytał jeden z nich.
- Upolujcie jak najdorodniejsze jelenie. Ich porożami przyozdobimy salę. Po za tym sami wiecie, że musicie upolować jednorożca. Postarajcie się, to mój syn, jeśli coś nie wyjdzie to wiecie co się z wami stanie - powiedziałam dosyć groźnie.
Łowcy skinęli głowami i oddalili się. Teraz zbliżyli się do mnie komicy.
- Pani... - rzekł, lecz mu przerwałam.
- Przygotujcie jak najlepsze występy. Po za tym przyozdobicie salę barwami brązu, zieleni oraz złota. Na ścianach powiesicie jelenie poroża, które niedługo dostarczą wam myśliwi - rozkazałam szybko.
Gdy wszyscy już wiedzieli co robić, ja usiadłam na dużej poduszce i wydawałam rozkazy. No co? Ktoś tu chyba musi rządzić.
Ikelos
Aria postanowiła sama załatwić sprawę z komikami, a mi zleciła tworzenie korony. Czyżby zmieniła się? Miałem nadzieję, że spędzimy trochę czasu razem, tak jak kiedyś. Pośmiejemy się przy alchemii czy może porobimy czarodziejskie psikusy. Ehh, to już nie to co kiedyś. Brak siły do czegokolwiek, jednak przy niej czuję, że mógłbym do tego wrócić. Napełnia mnie pozytywną energią, a fakt, że nikt już nam nie przeszkodzi dodawał jedynie skrzydeł. Czego się bać? Teraz nie ma ku temu powodów. Jednak, jej słowo jest mym rozkazem. Ciekaw jestem czy ktoś już przejął jej pracownię, czy może nadal stoi pusta. Cóż, teraz mogę to sprawdzić, ponieważ właśnie tam się wybrałem. Otworzyłem drzwi i wszedłem do środka, rozglądając się po komnacie. Wygląda na zadbaną i co lepsze, jest tu całkiem sporo składników. Na pewno wybrali nowego maga, a raczej po prostu ktoś się w końcu tym zainteresował. Prawda, magów mamy sporo, jednak ten musi być wyjątkowy, bowiem pracuje w starej pracowni naszej carycy.
Nagle usłyszałem jakiś hałas i pytanie, odwróciłem się i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Czy ja jej czasem nie uczyłem? Najważniejsze, że się nie myliłem. Ktoś wyjątkowy ma tu pracownię.
- Witaj Sarissa. Jak się masz? - zapytałem z uśmiechem, a kiedy wadera uraczyła mnie odpowiedzią, wytłumaczyłem jej co ja tu robię.
- Mam zlecenie od carycy na stworzenie korony i chciałbym zapytać czy pozwolisz mi skorzystać z twojej pracowni, a może nawet zechcesz mi pomóc? Co ty na to? - zaproponowałem, bowiem byłoby miło z kimś spędzić trochę czasu, a co lepsze, zobaczyć jak sobie radzi.
Sarissa
Dzień zaczął się spokojnie, być może za spokojnie? Coraz częściej cierpiałam na brak towarzystwa, szczególnie od chwili, w której dowiedziałam się, ze Rue związała się z pewnym basiorem i wyprowadziła gdzieś do lasu... Do tej pory nie udało mi się jej znaleźć, a wszystko przez to, że przeważnie miałam dużo pracy i odkładałam to z dnia an dzień, aż z dni zrobiły się tygodnie... Przez cały ten czas tęskniłam za nią... Tęskniłam nawet za tym, żeby porozmawiać dłużej z kimś bliższym...Z ciężkim westchnieniem weszłam do niedużego składzika, w którym ustawione były spore regały. Na najwyższych półkach poustawiane były magiczne mikstury, wszystkie odpowiednio pogrupowane, w odpowiednich flakonikach tak, by nigdy nie było mowy o pomyłce. Prawdopodobnie niewiele mogło być rzeczy tak tragicznych w skutkach, jak podanie komuś niewłaściwego specyfiku. Można było przecież całkiem nie celowo zmienić komuś kolor sierści czy nawet żywioł.
Niżej znajdowały się specyfiki jedynie doprawione szczyptą magii, głównie leki, czasami trucizny, które stosowali myśliwi podczas polowań na co większe zwierzęta. Tutaj także należało zachować ostrożność, choć moja praca zaczynała się na zrobieniu specyfiku, a kończyła na przekazanie go w odpowiednie łapy. To medycy decydowanie jak ich dalej użyć i czy jest to konieczne.
Niższe półki zarezerwowane były dla zwykłych maści, powszechnych składników i pustych jeszcze fiolek i puzderek. Zaczęłam grzebać właśnie w nich, przekładać je, układać tak jak być powinny, dbałam bowiem o porządek w pracowni. Chciałam, żeby wszystko było tu zawsze pod ręką, zawsze niemal instynktownie wiedziałam co gdzie jest wiec w nagłych wypadkach mogłam się poruszać chociażby i na ślepo. Inną kwestią było to, że nie mogłam się nadziwić temu, że dostałam tak wspaniała pracownię. Sądziłam, że będę zmuszona nieco przemeblować swoją komnatę, a tu taka niespodzianka i to niesamowicie przyjemna.
Usłyszałam, że ktoś wchodzi. Rzuciłam tylko pęknięty flakonik do pudła, w którym trzymałam różne śmieci i wyszłam do głównej komnaty pracowni. Moim gościem okazał się Ikelos. Co więcej poprosił mnie o pomoc.
- Ależ oczywiście, że pomogę i możesz się rozgościć, mów tylko czego potrzebujesz, a od razu będę szukać - stwierdziłam szczęśliwa, że nie dość, że wreszcie mam towarzystwo to jeszcze z obecności mojego niegdysiejszego mentora. Ikelos naprawdę dużo mnie nauczył i nieco dzięki niemu postanowiłam zająć się magią.
Ikelos
Kiedy Sarissa zgodziła się pomóc, uśmiechnąłem się szeroko i od razu przystąpiliśmy do pracy. Przynajmniej teraz czegoś nie zepsuję myślami o dziwnym zachowaniu Arii. To tak jakby nie chciała ze mną spędzać czasu... może jednak naprawdę kochała Red Rose? Ehh, wadery... - Musimy zająć się proszkiem koronacyjnym. Przepis mam od druida, więc wiadomo, że jest tajny. - tłumaczyłem, chociaż miałem zaufanie do tej wadery. Jednak, nic nie zaszkodzi wspomnieć, prawda?
Najpierw zajęliśmy się przygotowaniem składników, więc wymieniałem wszystkie po kolei a moja towarzyszka ustawiała je na stole. Były to między innymi dwie czerwone róże, jedno orle ziele, dwa niebieskie grzyby nadrzewne, jeden mavranis błękitny, trzy pamiątki nocy, kubek z srebrną ziemią, dwie miarki rementhro i jedna korona smoka. Kiedy to wszystko znalazło się na stole, poprosiłem o diamentową misę z dwiema miarkami wody, którą umieściliśmy nad ogniem. Po zagotowaniu wrzuciliśmy srebrną ziemię i rementhro, kiedy te dwa składniki się ze sobą zaprzyjaźniły odstawiliśmy misę z ognia i dodaliśmy zioła. Ja mieszałem wywar tak by nie zgęstniał a Sarissa zajęła się tą drugą częścią pracy. Trzeba było zrobić to naprawdę szybko, bowiem kiedy glinka i ziemia wyschną, zrobią się kruche. O proszek nam chodziło, jednak dopiero, kiedy wszystkie składniki się połączą. Nie możemy popełnić błędu, bowiem dostanie korony smoka kosztuje naszych zielarzy bardzo wiele. Niektórzy płacą za to nawet życiem. Jednak byłem pewny swego, ile to ja już pracuje na stanowisku maga? Sporo, a wadera jest dobra w tym co robi. Śmiem twierdzić, że za kilka lat będzie jeszcze lepszym magiem niż ja. Szkoda jednak, że nie zobaczę wielu wspaniałych eliksirów i przedmiotów jakie stworzy.
Wszystko już było gotowe, teraz trochę podgrzać, osuszyć i zetrzeć na proch. Oczywiście jak na cesarski przedmiot przystało, zawartość należy przesypać do specjalnego zdobionego pudełeczka i zanieść druidowi. Zanim jednak postanowiliśmy to uczynić, porozmawialiśmy trochę o zawodzie maga.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz