Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

sobota, 18 lutego 2017

Urian - Koronacja

Dzisiejszy dzień nie należał do przyjemnych. Wszyscy byli bynajmniej nerwowi. Czuć to było już od samego rana. Ja sam nie mogłem spać, obudziłem się wcześnie w niezbyt dobrym nastroju. Mój brat chyba podobnie, bo widać było niemałe zmęczenia na jego pysku.
Dziś miało się okazać kto zostanie cesarzem... Koronacja, wielka uczta i świętowanie, które trwało będzie zapewne jeszcze kilak najbliższych dni... Wszystko na cześć nowego władcy, którym zostać miał jeden z nas... Zeconi bądź ja. Dowiedzieć mieliśmy się o tym już w ciągu najbliższych godzin...
Oboje ruszyliśmy an śniadanie, na które wcale nie miałem ochoty. Brak snu i rosnąca wokół mnie nerwowość dały mi się we znaki... Mój brat jednak ożywił się widocznie i spoglądał na mnie w taki sposób, że miałem z miejsca ochotę mu przyłożyć. Drażnił mnie uśmieszkami pełnymi kpiny, zupełnie jakby wiedział coś, czego ja nie wiedziałem i teraz ta wiedza pozwalała mu stawiać siebie wyżej ode mnie. Taki już był, ile to razy przerabiany był temat tego jak to ja się włóczę, nim interesują się wadery, których ja nigdy nie mógłbym mieć. Z tym, że mnie te puste kukiełki nie były do niczego potrzebne. Latanie za samicami, które byłyby w stanie tyłek mi wylizać, bo się do nich pouśmiecha syn cesarza, nie było wpisane w listę moich zainteresowań, a co dopiero pragnień. Tym razem jednak wkurzało mnie to o wiele bardziej niż zazwyczaj i naprawdę gryzłem się po języku, żeby mu czegoś dobitnego nie powiedzieć.
Ledwie wyszliśmy z jadalni, a podeszła do nas mama i wujek. Wujek zwrócił się do Zeconiego… Oho, czyli to już. Mój brat odszedł w taki sposób, że kręgosłup mu omal nie pękł od wypinania dumnie piersi… Brawa… Ja za to poszedłem z mamą, o dziwo do kwatery druida.
Cóż po tym jak zachowywał się mój brat sądziłem, że to właśnie jego tu przyprowadzą. Do tego wszyscy zawsze powtarzali jaki to on podobny do ojca, jakim to cesarzem nasz tata był… Tak, po jego śmierci jedni wychwalali jego osobę i postawili sobie za cel informowanie innych o jego wspaniałości inni milczeli w duchu zapewne myśląc, że skończył jak an to zasługiwał. Ja osobiście nie miałem zamiaru pisać pieśni pochwalnych na jego cześć, ale… tęskniłem za nim. Mimo wszystko był moim ojcem i bywało, że miał lepsze dni, takie, w których zwracał na ans uwagę nie tylko kiedy przychodziło mu skarcić nas o hałas jaki robiliśmy. Do tego wszystkiego doszło to, że nikt nie powinien umierać w taki sposób, nagły, pozbawiony według mnie celu…
- Tak? – spytałem zniecierpliwiony, kiedy druid wpatrywał się we mnie chwilę jak w kamień runiczny, który zawierał wiedzę, którą wilk zastanawiał się czy chce poznać.
- Urianie the White, z chwilą, w której słońce stanie w zenicie zostaniesz koronowany na nowego cesarza Arcanterry – oznajmił stary basior, a ja spojrzałem na matkę zdezorientowany.
Mama uśmiechnęła się do mnie szeroko, z czułością i dumą.
Druid za to zaczął mówić, opisywać to jak mam wyjść, stanąć na podwyższeniu, co będę musiał zrobić, co powiedzieć. Kazał mi powtórzyć przysięgę, którą przyjdzie mi złożyć tak, jak innym przede mną. Przysięgę, którą już znałem z lekcji, a która brzmiał teraz dla mnie dziwnie… Później rozpocząć miała się uczta, tuż po tym jak ja zjem swój posiłek, którym miało być odpowiednio przygotowane mięso jednorożca.

Zeconi
Na korytarzu spotkałem wujka, który poprosił mnie bym z nim poszedł do komnaty. Spodziewałem się, że zaprowadzi mnie do druida, że powiedzą w końcu, że wybrali mnie, jednak co? Żadnego druida, matki, nikogo... zwykła, normalna komnata i wujek, smutny wujek. Popatrzyłem na niego z niedowierzaniem, jednak czekałem aż w końcu coś powie. Może to tylko żart? Tak żeby nastraszyć mnie przed koronacją?
Kiedy do moich uszu doszły słowa "Przykro mi", odebrało mi mowę. Odsunąłem się od niego i przez chwilę przyglądałem się, po czym zacząłem się oglądać na boki.
- Przykro ci! Kurwa, tylko przykro! - zacząłem krzyczeć, rzucając przedmiotami w mojej okolicy. Trochę swój żywioł trenowałem, bowiem wychodził poza kontrolę, a nie chciałem do tego dopuścić na mojej koronacji! Mojej! Nie jego! Bluźniłem, krzyczałem, miotając przedmiotami tak długo, aż się zmęczyłem. Opuściłem głowę ku podłodze, ciężko przy tym dysząc.
- To matka. - wykrztusiłem.
- Za bardzo przypominam jej ojca, tak? - warknąłem, po czym spojrzałem na wujka.
- Chodzi jej tylko o te wadery, prawda? - powoli podchodziłem do Ikelosa, normując oddech.
- Ojciec nie był złym cesarzem. To ona była zwykłą kur... - w tym momencie dostałem od niego w pysk, tak, że magia odepchnęła mnie na odległość metra. Uśmiechnąłem się do siebie i wszystko było jasne. Nie dziwię się ojcu, że wolał inne. Była z nim tylko dla władzy.
Wstałem z podłogi, śmiejąc się z tego jakim wujek jest żałosnym wilkiem. Kochał ją i nic? Wolał patrzeć jak jego ukochana obściskuje się z jego bratem, oh. To musiało być naprawdę bolesne.
Spojrzałem na niego spode łba, po czym mruknąłem zwykłe "Dobrze, skoro taki był wybór" i odszedłem. Jednak niech sobie nie myśli, że wszystko jest skończone i czyste. Brat odda mi władzę, albo zapłaci za to życiem... niech tylko matka zdechnie.

Ikelos
Wszystko już było ustalone, teraz musiałem tylko znaleźć Zeconiego i mu o wszystkim powiedzieć. Miałem ogromną nadzieję, że zrozumie, jednak wiedziałem, że bardzo mu na tym zależało. Przygotowywał się naprawdę długo, uczestniczył w zajęciach, nie sprawiał problemów, starał się a teraz my mamy mu to tak zabrać? Kiedy go znalazłem i poprosiłem by poszedł ze mną do komnaty, był zadowolony i bardzo szczęśliwy, jednak zorientował się.
- To mnie wybrano, żebym powiedział ci o tym. Urian zostanie nowym cesarzem, przykro mi. - oznajmiłem, a on zamilkł. Z jego oczu już miały lecieć łzy, kiedy ten smutek zamienił się w gniew. Bardzo potężny gniew. Mogłem się spodziewać, więc skuliłem się w kącie i czekałem, aż mu to po prostu przejdzie. W końcu się zmęczył.
Słuchałem jego słów w ciszy, moje słowa na nic by się zdały. Był wściekły i jestem tego pewien, że gdyby tylko posiadał magię ognia, wybuchł by tak samo jak miał to w zwyczaju Red Rose. Jego sierść zapaliłaby się, a jego oczy nie byłyby niczym innym jak jasnym ogniem.
Kiedy młody wilk wspomniał o Arii, nie mogłem się opanować i uderzyłem go za pomocą magii powietrza. Nie było to odpowiednie... ale nie mogłem tego usłyszeć. Ona taka nie jest, ona wie co robi i widocznie miała rację co do wyboru cesarza. On jest taki Red, jednak też ma rację. Brat nie był zły, zawsze wszystkiego mieliśmy w odpowiedniej ilości, nie brakowało nam. Poradził sobie też w czasie kryzysu, ale nie był dobrym mężem... co jeśli miał ku temu powody?
- Przepraszam, ja nie chciałem. - oznajmiłem i miałem zamiar do niego podejść, by sprawdzić czy wszystko w porządku, jednak usłyszałem śmiech.
Zeconi rzucił jeszcze oschłe "Dobrze, skoro taki był wybór", po czym wyszedł z komnaty. Ja jednak wiedziałem, że on nie odpuści. Proszę Arcanusie, chroń Uriana i spraw by rozwiązał tą sprawę w pokojowy sposób. Walka braci nie jest dobra, jeden musi odpuścić, kiedy drugi płonie.
Ja również wyszedłem z komnaty, żeby nie spóźnić się na wielką uroczystość. Poza tym muszę powiedzieć Arii o zachowaniu Zeconiego. W sali zająłem miejsce na przodzie bym mógł wszystko dobrze widzieć, wilki nie miały z tym żadnego problemu, bowiem wiedziały, że ja do rodziny należę.
Nagle w sali usłyszeliśmy głos złotego rogu, a potem śpiew i muzykę komików. Uriana ubrali w czerwony płacz ze złotymi zdobieniami i powolnym krokiem zmierzał ku tronowi, gdzie czekała na niego matka i druid. Ja miałem tylko nadzieję, że jego brat nie zniszczy tej chwili i wszystko będzie cudownie. Stanie na podeście, złożymy mu pokłon a druid zajmie się słowami. Potem tylko Aria założy mu amulet, wypowie zaklęcie a komicy przyniosą kawałek mięsa. Świętowanie się zacznie.

Foxy
Dzisiaj koronacja jednego z książąt i coś mi się wydaje, że wybiorą Zeconiego. W sumie to byliby niepoważni, gdyby wybrali tego drugiego, ewentualnie ślepi. Urian raczej nie starał się tak bardzo, więc jaki w tym sens wybierać go na władcę? Co jeśli jego rządy byłyby tak samo nie staranne? Oj będzie się działo. Nie mogłam tego przegapić, więc jak tylko usłyszałam, że się zaczyna to przyszłam. No, może nie tak od razu, bowiem zanim się ktokolwiek zebrał minęło trochę czasu, ale na samą ceremonię zdążyłam i oto mi właśnie chodziło.
Ku mojemu zdziwieniu do sali tronowej wszedł Urian, ubrany w czerwono-złotą pelerynę. Każdy patrzył na niego z uśmiechem albo z niedowierzaniem. Wiadomo jak to jest, wybieranie władcy wiąże się z tworzeniem fanów. Jeden albo drugi, prawda? Książę spokojnym krokiem udał się na początek sali, gdzie czekała na niego matka i druid. Kiedy odwrócił się ku poddanym, złożyliśmy należyty pokłon a następnie wyczekiwaliśmy przemowy.
- Dziś jest wielki dzień, bowiem kolejny raz staniemy przed historią naszego królestwa. Kolejny raz, zdecydowaliśmy... - kiedy zaczął przemawiać, wstaliśmy i przyglądaliśmy się całemu zajściu. Kiedy skończył ta głupia caryca założyła mu taki sam amulet jaki miał Red Rose, co jak co, ale to ja powinnam tam stać, nie ona! Niby w czym jest taka cudowna? W niczym! Zwykła szara suka... w dodatku z jakąś wadą, bowiem połowa szczeniąt nie posiada żywiołu. A może ona się po prostu puściła z jakimś normalnym, szarym wilkiem? Bardzo prawdopodobne, bowiem żadne ze szczeniąt nie jest rude, już o żywiole ognia nie wspominając. Ja bym mojego cara nie zdradziła. Ślepy był i nie dziwię mu się, że jednak postanowił się trochę zabawić.
Kiedy wadera założyła synu amulet, potem obsypała go pyłem a druid podał jej zdobione pudełeczko. Wypowiedziała zaklęcie i rozsypała jego zawartość, a nad głową Uriana pojawiła się niebieska korona, która po krótkim czasie została wchłonięta w amulet. To znaczyło tylko jedno, wszystko jest już potwierdzone. Ukłoniliśmy się po raz ostatni i wyczekiwaliśmy pierwszego kęsa, bowiem to cesarz musi zacząć ucztę.

Lee
Przyglądałam się temu całemu zdarzeniu z zaciekawieniem. Musiałam się zjawić - przecież to Urian, mój ukochany braciszek. Tak właściwie to całkiem lubiłam jego towarzystwo. Zupełnie inaczej było w przypadku Zeconiego - on to tylko uganiał się za innymi waderami, a szczególnie Shae, której szczerze nienawidziłam. Dlaczego? Jak byłam malutka to bardzo chciałam zwracać na siebie uwagę, a gdy to ta biała lalunia przejęła pałeczkę i to wszyscy na nią się gapili to po prostu... Argh! Chciałam ją rozszarpać, rozczłonkować, zabić oraz zadać jak najokropniejszy ból. Czy przesadzam? Raczej nie. Takim waderom należy się porządna chłosta. Powracając do ceremonii; matka rozsypała na Uriana jakiś dziwny proszek, po czym nad jego głową ukazała się korona, która zniknęła chwilę później. Zrobili jeszcze jakieś czary mary i... No właśnie. Co teraz? Akurat gdy była lekcja o tych całych ceregielach ceremonialnych to zasnęłam. Dosłownie. No ale co ja poradzę jak ta ruda wadera przynudza? No nie dało się słuchać po prostu! Mogłaby usypiać szczenięta. W tym zadaniu sprawdziłaby się świetnie.
Strażnicy przynieśli jakieś dziwne białe mięso na drewnianej tacy. Ponadto były na nim jakieś inne bajkowe kolorki.
- Smacznego - mruknęłam żartobliwie.
Raczej nikt tego nie usłyszał, a nawet jeśli to nic mi się nie stanie. Jestem wśród swoich, na przodzie.

Leria
Koronacja! Na to czekałam, a to już dzisiaj! Biegłam właśnie przez te cudowne arcanterskie tereny! Zobaczyłam przed sobą Zamek i przyśpieszyłam tempa. Śmignęłam przez bramę a potem przez główne drzwi o mało nie potrącając strażników. Ale będę miała co swym dziatkom opowiadać! Byłam na koronacji cesarza! Pobiegłam przez korytarz, ale kto miał wiedzieć, że posadzka będzie dziś wypolerowana i śliska? Poślizgnęłam się, upadłam i przejechałam parę dobrych metrów. Wstałam i spojrzałam prosto w oczy jakiegoś wilka. Zawstydziłam się okropnie, ale zaraz opanowałam się i spytałam się go o kierunki, podziękowałam i pośpieszyłam we wskazaną mi drogę. Gdy zobaczyłam wielkie, piękne drzwi, zatrzymałam się parę metrów przed nimi, żeby się w nie nie wbić. Postałam minutkę, by uspokoić oddech i z wielkim uśmiechem na twarzy weszłam do środka. Oślepiło mnie piękno tego pomieszczenia. Stanęłam nieśmiało przy progu i spojrzałam na ogrom, na ten przepych. Kto by pomyślał, że uda mi się coś takiego w życiu zobaczyć... Och, dziękuję za to bogom. Rozglądnęłam się po sali i zobaczyłam właśnie jak korona ze snów znika w medalionie na piersi młodego wilka. Westchnęłam. To takie piękne i takie smutne zarazem. Nawet dobrze nie wyrósł a już musi przejmować ten ciężar, jakim jest sprawowanie królestwa. Zobaczyłam jak wilki obok jakieś inkantacje wyczyniają a potem jak car kosztuje mięsa. Zabawa się rozpoczyna!

Evangeline
Och, jakież to szczęście! Jakież błogosławieństwo od bożków, których imion nawet nie pamiętam i nie mogę sobie przypomnieć! Jakaż to radość, być przy tym i chłonąć tą całą uciechę z powodu tak wielkiego zdarzenia! Jakiż to zaszczyt, móc pokłonić się nowemu cesarzowi i widzieć, jak spożywa mięso o dziwnej kolorystyce! Och, jak się radują me oczy, że wszystko to widzą z jednego z najlepszych miejsc! Dobre sobie. Udawałam szczęśliwą ze szczęścia brata i wszystkich wilków z Arcanterry, które tak się cieszą. No pięknie, wybrali akurat Uriana. Czy oni chcą zepsuć tą swoją cudownie idealną krainę, jak ją wszyscy określają? Nie wiem, dlaczego Zeconi nie został cesarzem, bo skoro jest tak podobny do naszego ojca, jego panowanie wyglądałoby podobnie, a panowaniem Red Rose wszyscy się zachwycali. Podobno. Ciekawe, jakie to korzyści przyniesie nam czas władzy mojego braciszka Uriana. Pewnie nic dobrego, no bo przecież, on nie jest mną! Zabawa się rozpoczęła, a ja dałam się porwać w ten wir świętowania, by nie wyglądać podejrzanie. Ostatecznie - mamy nowego cesarza i jest nim mój ukochany brat! I jak tu się nie radować wraz z innymi radującymi się?

Urian
Szczerze mówiąc byłem skołowany i... zdenerwowany, ale nie w tym sensie, w jakim zazwyczaj mi się to zdarzało. Nie była to wściekłość, a coś jak... trema? Szczerze mówiąc spodziewałem się czego innego, nie, żebym narzekał. Skoro rodzice zdecydowani, że to ja zasiądę na tronie, nie miałam zamiaru się z tym sprzeczać. Można by spokojnie powiedzieć, że taki obrót sprawy mi nawet pasował, choć nie pragnąłem tego jakoś szczególnie mocno i gdyby było inaczej, no cóż, machnąłbym łapą i życzył bratu powodzenia, o ile bym zdążył oczywiście. Pewnie zniknąłby gdzieś z jakąś wilczycą tak jak teraz, bo choć rozglądałem się po sali to nigdzie go nie widziałem. Cudownie... nawet teraz zwyczajnie go nie było. Braciszek, że hej...
- Życzę ci, młody cesarzu, by twój gniew zmienił się w zapał - stwierdził jeszcze druid gdy tylko uniosłem łeb po degustacji mięsa jednorożca.
- Tak... Dziękuję - odpowiedziałem i odprowadziłem go spojrzeniem kiedy ruszył w dół, do innych wilków, które rozpoczęły właśnie ucztowanie.
Ja zaś usiadłem na podwyższeniu i obserwowałem wszystko. Nie byłem głodny, na harce mi się nie zbierało... Zastanawiałem się raczej jak to teraz będzie. Martwiłem się? Może trochę, choć nie do końca wiedziałem czym. Wiedziałem, że czas obijania się i beztroski raczej miałem już za sobą. Mimo wszystko pasowało wziąć się do roboty, choćby dla tych, którzy we mnie wierzyli...
Spojrzałem na uśmiechającą się pogodnie mamę i zrobiło mi się odrobinę lepiej. Wiedziałem, ze chociaż ona jedna faktycznie we mnie wierzy.

Lee
Urian w końcu ugryzł tego kolorowego konia. No nareszcie! Teraz nie trzeba już sztywno stać. Komicy poczęli grać i zabawiać zgromadzone wilki. No i to mi się podoba, choć ja nie zamierzam wymachiwać tyłkiem w prawo i lewo - miałam już do tego okazję na treningu żywiołu, na którym niestety go nie zdobyłam. A może to i lepiej? Udowodnię, iż nie potrzeba panować nad ogniem, ziemią, wodą czy powietrzem, aby coś osiągnąć. Oczywiście nie ja jedyna byłam bez mocy - Diana i Rosemary również nie potrafiły używać sił natury. Aczkolwiek ja nie pokładałam żadnych nadziei w to, że sobie poradzą. Udają takie słodkie i niewinne, lecz zapewne to ich maska. Tylko co one mogą ukrywać? Jakieś mroczne sekrety, o których tylko one mają pojęcie? Ahh! Tak mnie korci, żeby zajrzeć do ich umysłów!... Czekaj, czekaj. Od czego ma się wujka Ikelosa? Machnę mu jakąś bajeczkę o tym, iż to będzie na przesłuchania przestępców, żeby dowiedzieć się prawdy. Świetny plan! Powinnam zostać strategiem. Podczas lekcji z Foxy test wskazał, iż mam predyspozycje na generała. Nie będę ukrywać; zastanawiałam się nad tym dosyć długo. Wydawało mi się to ciekawe; ba! Chciałam nawet udać się do Vortexa, tego przemądrzałego starucha, aby zobaczyć co i jak. Aczkolwiek jak na razie mi nie spieszno do jakiejkolwiek pracy. Właściwie to ja już pracuję - muszę oślepiać poddanych swym blaskiem, aby nie uważali się za pępki świata. To plebs ma wykonywać brudną robotę, nie ja. Przecież do tego są stworzeni, racja?
Pomijając moje przemyślenia, postanowiłam udać się do brata i zapytać go o samopoczucie. Bądź co bądź, ale z cesarzem to ja musiałam utrzymywać dobre relacje. Ponadto miałam w sobie choć krztę dobroci, dlatego nawet z czystego serca chciałam dowiedzieć się o aktualnym stanie Uriana. W tym celu przecisnęłam się przez tłum.
- Ustąpcie drogi księżniczce, tępe barany! - warknęłam.
Wilki natychmiast zrobiły małe przejście, co ja jak najszybciej wykorzystałam, kierując się skocznym krokiem do tronu. Będąc przy nim zauważyłam, iż jeden ze strażników próbuje mnie zatrzymać. Co? To nawet rodzona siostra cesarza nie może się do niego zbliżyć? Ja mu dam!
- Nawet nie próbuj... - mruknęłam zirytowana.
Gdy ochroniarz wrócił na swe miejsce, stanęłam przed Urianem, posyłając mu delikatny uśmiech.
- Niezłą balangę ci urządzili - zażartowałam. - Nie będziesz miał już tyle wolnego czasu co wcześniej, co?

Urian
- Ta... Też mi się tak wydaje - stwierdziłem. Nie koniecznie mi się to podobało, ale co poradzić? Mogłem być leniem, ale idiotą nie byłem, żeby olać swoje obowiązki. Eh, będzie ciężko... Oj, będzie. Mimo to się postaram.
- A ty, siostrzyczko, masz może już jakieś plany na ograniczenie swojego czasu wolnego? Poza warczeniem na innych oczywiście - uśmiechnąłem się do niej. Lee była specyficzna i czasami wkurzająca, ale nie aż tak jak inni. Z kim, jak z kim, ale z nią szło się dogadać. Ciekawiło mnie co też planowała. Zostanie na zamku? Przeniesie się gdzieś? Niby Foxy porobiła jakieś tam testy,a le one raczej mało co pokazywały. Co miał charakter czy ulubione miejsce do pracy? No dobra, cierpliwość mogłaby się przydać, ale to przecież we wszystkim. Czy to tworzenie mikstur, czy polowanie zawsze trzeba było być dokładnym i cierpliwym. Odwaga też się przydawała dość często, podobnie jak wszystkie inne pozytywne cechy.
- A i... widziałaś może naszego wiecznie zapatrzonego w tyłki brata? - spytałem jeszcze. Może ona coś wiedziała? 

Lee
Czyżby Urian ciekawił się, gdzie jego przesympatyczny brat przebywa? Chyba przecież nie mógł zmarnować takiej okazji, aby patrzeć na koronację cesarza! To był wielki zaszczyt i niełatwo o czymś takim zapomnieć. Wiele wieśniaków oddałoby własne łapy, aby w tym uczestniczyć, żeby tylko się nażreć. Ha ha! Zeconi zapewne jak zwykle łaził za tą swoją Shae czy jak jej tam. Pewnie siedzą sobie w jakiejś pustej komnacie, korzystając z tego, iż większość wilków jest na uczcie i ich nie usłyszą.
- Nie, nie widziałam go, aczkolwiek domyślam się z kim przebywa - odpowiedziałam. - Właściwie obojętne jest mi to co robi. Dlaczego cię to ciekawi? Myślałam, że nie interesuje cię jego los.
Być może Urian miał jakiś powód do tego, aby zaciekawić się aktualnym stanem własnej rodziny. Nie bronię mu tego, lecz jaki w tym jego interes? Jesteśmy dorośli, możemy łazić własnymi ścieżkami i sami podejmować ważne wybory.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home