Podczas kiedy moje rodzeństwo ruszyło z Foxy na wyprawę, która miała pomóc im w rozwijaniu swojego żywiołu, ja ruszyłem na podobną, jednak z Nexo. Szczerze mówiąc nieco dziwnie się złożyło. Czy nie lepiej byłoby by uczyła mnie magini ognia, a ich magini wody? Do tego... Foxy bywała bardzo nerwowa i perspektywa zostawienia rodzeństwa z nią nie była niczym przyjemnym. Martwiłem się, że Ruin znów coś oleje i dostanie po łbie, że Renn się wystraszy i rozpłacze. Nigdy nie byłem też odseparowany od rodzeństwa tak długo i nie dzieliła nas taka odległość. Być może dlatego całą drogę do Caeruleo czułem się nieswojo i niepewnie choć nigdy nie brakowało mi odwagi. Tym razem spoglądałem cały czas za siebie, szukając... sam nie wiem czego. Co chwilę łapałem się na tym, że najchętniej zawróciłbym pędem i pognał do brata i siostry...
- Wszystko gra? - spytała nauczycielka z troską. Widząc najwyraźniej, że coś ze mną nie tak.
- Tak, tak... to nic - starałem się uśmiechnąć, ale w duchu czułem jakieś nieprzyjemne zimno.
Miejsce, do którego doszliśmy okazało się naprawdę przyjemne. Było tu ciepło, a słońce zdawało się świecić tu jakby mocniej. Czułem pod łapami gorący piasek i przyjemny, nagrzany wietrzyk. Było tu naprawdę cudownie, chciałbym, aby moje rodzeństwo tu było i mogło to zobaczyć.
- Magia ognia jest nieco inna niż pozostałe - tłumaczyła nauczycielka kiedy wstaliśmy po krótkim odpoczynku. - Nieczęsto zdarza się, że ogień jest w pobliżu. To nie ziemia, którą mamy wciąż pod łapami, nie otaczające nas powietrze czy woda, która znajduje się choćby pod postacią wilgoci w powietrzu. Ogień stworzyć musicie sami rozgrzewając powietrze wokół was, koncentrując się na tym, co ma zająć się ogniem. Ważnym jest abyście poczuli wewnętrzny ogień i przekierowali go w odpowiedni sposób. Weźcie głęboki wdech i pomyślcie o czymś co tli się w was lub wręcz płonie... Kiedy poczujecie gorąco w piersi będziecie gotowi.
Nie mogłem się skupić na niczym co sprawiłoby, żebym poczuł ciepło... Wręcz przeciwnie, mimo ogólnego upału wciąż lekko drżałem. Starałem się naprawdę. Kiedy jednak myślałem o tym jak daleko są Renn i Ruin... Tak, oni... Pomogło mi ostatnio myślenie o tym, że przecież mam ich bronić. Może i tym razem coś z tego wyjdzie? Dalej przecież musiałem się starać... Chciałem się postarać i urosnąć w siłę.
Ciepło pojawiło się. Na początku nikłe, ale wyczuwalne. To jednak wystarczyło, bo kiedy nauczycielka pokazała nam jak mamy się ruszać aby najlepiej to ciepło ukierunkować udało mi się posłać w stronę morza ognistą kulę. Niby niewielką, ale od razu poczułem się jakoś raźniej. Przynajmniej mi wyszło. Teraz tylko nieco ćwiczeń i będę mógł wrócić do domu... Wreszcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz