Służka, zamiast przynieść mi błękitne róże, dała mi fiołki. Fioletowe fiołki! Tfu! Warknęłam na nią, po czym wyrwałam jej za pomocą telekinezy kwiaty i rzuciłam je w kąt śmieci. Tak, miałam w swojej komnacie miejsce, gdzie gromadzę bezużyteczne rzeczy. Po tygodniu każę służce to sprzątać.
- Argh! Sama się tym zajmę! Zostań tu i posprzątaj moją komnatę - zawarczałam. - Tylko niczego nie rozwal!
Chciałam przyozdobić swój dom błękitnymi różami, więc w tym celu skierowałam się do królewskich ogrodów. Gdy nikt nie będzie patrzył to ukradnę parę tych niebieskawych kwiatków. I tak nikt nie zauważy ich braku. Szybko dostałam się na dół, a jeszcze prędzej wyszłam przez mosiężne drzwi na dwór. Wiedziałam mniej więcej gdzie te rośliny rosną, bowiem od małego podziwiałam rosnące tu kwiaty. Skierowałam się w tamtą stronę, lecz po chwili zauważyłam, że stoi tam czarny wilk. Głowę miał spuszczoną. Zmarszczyłam nos i przyspieszyłam kroku. Będąc tuż przed basiorem rozpoznałam go. Ruin, czyli ten, kto mnie olał podczas balu karnawałowego. Aczkolwiek nie wiedział, kim jestem, więc może tak zacząć od nowa? To będzie trudne... Ale mam nadzieję, iż się uda.
- H-hej... Właśnie spacerowałam po ogrodach i zauważyłam te piękne kwiaty. Czy wiesz może jak one się nazywają? - zapytałam słodkim głosem.
Być może Ruin zna moje pochodzenie, przez co mogę mieć u niego większe szanse. No, bo który basior nie poleciałby na księżniczkę?
Ruin
Po zajęciach udałem się w swoje ulubione miejsce, dzisiaj nie miałem ochoty na pomaganie komukolwiek. Jak Adriel chce to niech sam sobie te pakunki zielarskie nosi. To i tak bez znaczenia, tak samo jak życie w tym beznadziejnym świecie. O Arcanusie, odpowiedz mi! Ile razy się do ciebie modlę to nic się nie zmienia. Wątpię w to, że istniejesz, a to grzech. Nie powinienem, ale czy mam wybór? Proszę, zrób coś, daj mi znak!Wtedy właśnie ktoś się do mnie odezwał. Jakaś wadera, troszkę starsza i w dodatku strasznie głupia. Nie wiem, może to ja jestem jakiś dziwny, ale róże to chyba każdy rozpoznać potrafi, prawda? Może jakaś urwała się z wioski, chociaż nie... tam są bardziej inteligentne wilki. Czemu? No chociażby z tego faktu, że mieszkają tam i sami się sobą zajmują. Hodują te roślinki, jakieś pola czy coś. Kiedyś tam pójdę i zamieszkam.
- Róże. - odparłem obojętnie.
Lee
Znowu! Znowu ten sam ton! Dobrze, spokojnie Lee, na pewno jest na niego jakiś sposób... Widać, że jest przygnębiony, więc może o to się zapytam? Jakieś parę słówek pocieszenia, przekona się do mnie i bam! Doskonały plan. Z takimi umiejętnościami mogłabym zostać bez problemu strategiem w wojsku.- Piękne są, nieprawdaż? Lecz coś mi nie pasuje... Przygnębiająca aura otacza cię, zdaje mi się, że kwiaty zaraz ugną się pod ciężarem twych zmartwień. Co się stało? - odpowiedziałam zmartwiona.
Moje słowa brzmiały trochę tak, jakby wymawiał je poeta. Może to zrobi na nim wrażenie? Basiory gustują w różnych rzeczach, więc pieśnie i wiersze mogą mu się podobać, choć gdyby tak się stało to na pewno nie śpiewałabym mu nic. W tym akurat dobra nie jestem, lecz po co to komu? Od muzyki mamy komików, z czego jeden na prawdę ma piękny, miodowy głos, który aż łaskocze w uszy. Sama przyjemność, uwielbiam, gdy to właśnie on występuje na balach. Gdyby był młodszy to nadawałby się na mojego partnera, lecz jest chyba w tym samym wieku co ruda, a to od razu skreśla go z mojej listy potencjalnych wybranków. Postaram się zagrać zagubioną, słodziutką waderkę, która potrzebuje swego księcia. Niech przynajmniej to na niego zadziała.
Ruin
Spojrzałem się na nią z lekkim zdziwieniem, jednak zaraz szybko zmieniłem minę na tą co zwykle. Czy ona naprawdę nie ma co robić, tylko truć mi tu o jakiś uginających się kwiatkach? Serio jest taka ślepa, że nie zauważyła tego, że nie chcę z nią rozmawiać? O Arcanusie! Czemu otaczasz mnie takimi idiotkami? Zrób coś z nią, proszę. Ehh, ty mnie nawet nie słuchasz. Nigdy tego nie robisz, prawda? Swoją drogą skąd ona bierze te teksty? Może jest komikiem czy coś? Z tego co wiem, wilki posiadające ten zawód są dziwne. Pasuje to do niej.- Kwiat dość delikatny by piórko mógł unieść, bowiem i ono dla niego wystarczająco ciężkie. - odparłem obojętnie, jednak w sumie... to całkiem zabawne, ale nie wystarczająco by to zauważyć na zewnątrz.
Nie wiem co powiedziałem i mam nadzieję, że ona się jednak zdecyduje zostawić mnie w spokoju. Zamyśli się nad tymi słowami tak bardzo, że nie będzie wiedzieć co odpowiedzieć.
Lee
Em... Co? Co to znaczyło? Jakie piórko? I czemu niby kwiat miałby się ugiąć pod tak lekką rzeczą? Dobra, to jest nie ważne, ponieważ Ruin wykrztusił z siebie więcej słów! Czyli jednak lubi poetyzm... Oh, będzie trochę ciężko, ale spróbuję. Nie odpuszczę tak łatwo jak wcześniej, o nie! W razie czego poduczę się u jakiegoś komika i już. Nic trudnego dla chcącego.- Mój drogi, co twe serce tak troska? Czyżby młody pąk szczęścia, jeszcze kwitnący, usechł wraz z łodygą miłości? A może to plugastwo, zbrodnia, śmierć, odebrało ci radości? - odparłam z troską.
Nie mam pojęcia, jak ci wszyscy starzy wędrowcy opowiadają bajki wzniosłym patosem. To przecież trudne, aby wymyślić rymy i odpowiednio sformułować słowa, aby brzmiały one jakoś... No nie wiem... Jak to tam się zwie? Pięknie? Zachwycające dla słuchacza? Ja z pewnością takiej umiejętności nie posiądę, więc już teraz rezygnuję z nauk u komika. Wystarczy, że ledwo rozumiem jego, Ruina, a co dopiero takiego zawodowca.
Ruin
Masakra. Nie dość, że nie dała mi spokoju, to jeszcze wypowiada jakieś brednie, których nie rozumiem. Znaczy się może coś tam kumam, bo przecież mówi o śmierci i miłości, jednak to nie jej sprawa, tak? Niech się interesuje swoim życiem, a nie wtrąca się w moje. Nie potrzebuje jej pomocy, nic od niej nie chce! Nie zakocham się, nie będę miał szczeniąt, przyjaciół i będę samotny na zawsze. Tak będzie najlepiej dla wszystkich. Żadnych cierpień, żadnych zobowiązań! Tak, to idealny pomysł. O Arcanusie, powiedz mi, że to jest właśnie to czego oczkujesz. Droga bez cierpienia? Czy to możliwe? Nie wiem, ale udowodnię ci, że twój plan się nie powiedzie.- To nie twój interes, dobrze? - oznajmiłem obojętnie, po czym dałem krok przed siebie byle tylko odejść od niej jak najdalej. Teraz to na pewno się obrazi, w końcu to wadera, prawda? One chyba się tak zachowują. Nie lubią braku zainteresowania, chcą być w centrum uwagi, plotki i inne bzdety. Ta jest taka sama, bo niby czym miałaby się różnić?
Lee
Oho! Ruin się zdenerwował, a to chyba nie był dobry znak... Widocznie cierpiał z którychś wymienionych przeze mnie powodów, a jeżeli byłoby to złamane serce przez inną waderę, to po prostu pozbyłabym się jej. Tak czarny basior uniknąłby cierpień i nie musiałby skupiać się na tej wilczycy, tylko na mnie. Postanowiłam zgrywać nieśmiałą oraz niepewną siebie, prawda? Teraz muszę się tego trzymać, choć na prawdę to było trudne.- Rozumiem, wszakże niekulturalne być wścibskim - odpowiedziałam łagodnie. - Może ma osoba mogłaby ci ulżyć w tych troskach?
Postarałam się, aby mój głos brzmiał bardzo ciepło oraz atrakcyjnie, żeby Ruinowi się to spodobało. Chciałam się dowiedzieć o nim jak najwięcej, aby przypodobać się mu. Niech w końcu doceni to, że się tak staram, bo nie zamierzam szukać kolejnego kandydata!
Ruin
Ta wadera zdecydowanie była dziwna. Sposób w jaki mówi. Czy to nie dziwne? Naprawdę, ktoś tak rozmawia? Nie za bardzo rozumiałem, jednak dało się coś tam wyłapać i skumać o co jej chodzi. Tym bardziej nie rozumiałem tego, dlaczego się tak na mnie uwzięła. Może powinienem z nią porozmawiać, tak inaczej? No, ale jak mam rozmawiać z kimś kogo nie rozumiem? Ehh, nie wiem. Niech ona da mi w końcu spokój. Tak byłoby najlepiej.- Moi rodzice zostali zamordowani. - odparłem obojętnie. Może teraz coś do niej dotrze i przestanie próbować na siłę rozmawiać? No, bo co ona może z tym zrobić? Nic. Słów zabraknie i będzie chciała w jakiś sposób się zmyć. O tak, to całkiem dobry pomysł.
- Także chyba rozumiesz, że nie mam ochoty rozmawiać. - dodałem z tą samą obojętnością co zwykle.
Lee
Basior chyba na prawdę nie był w humorze do rozmów, co mi się bardzo nie podobało. Trzeba go jakoś uszczęśliwić... Ale jak? Może zaproponuję mu spacer? Albo to, co samce najbardziej lubią i tylko tego chcą od wader? Właściwie to załatwiłoby całą sprawę, lecz nie miałam zamiaru, aby moje potomstwo wychowywało się bez ojca. Poza tym w takiej sytuacji poddani mogliby uznać, że ich księżniczka zabawia się z byle kim. Ponadto zauważyłam, że Ruin przestał mówić w ten dziwny sposób. Być może on również miał problem z takim wyrażaniem się? To by było logiczne, więc skoro on zaprzestał, to i ja również przestanę, choć nadal będę zgrywać jakieś takie niewiniątko.- Oh... Wybacz, nie wiedziałam... - odpowiedziałam z udawanym żalem, co chyba całkiem mi wyszło. - Jest jakiś sposób, aby cię uszczęśliwić? Nie mogę patrzeć na czyjeś cierpienie, zrobię wszystko co w mojej mocy, abyś poczuł się lepiej.
Postawiłam krok w stronę czarnego wilka. Zamrugałam słodko oczkami, aby wzbudzić jego zainteresowanie. No dalej! To na każdego działa!
Ruin
Sposób by mnie uszczęśliwić? Oczywiście, że jest. Zabij mnie albo cofnij w czasie, czy coś. Chcę mieć rodziców, jednak z każdym dniem było mi coraz dalej do nich. Moje myśli nie były tak częste. Już nie wymyślałem sobie, że jesteśmy szczęśliwi, że żyjemy razem, że tata mnie uczy polować, teraz tylko skupiałem się... na niczym. Dosłownie. Nic mnie nie interesowało, więc o czym ja mógłbym myśleć? Jedynie jakieś modlitwy do kogoś kto nie istnieje. O tak, o tobie mówię Arcanusie! Dałbyś mi jakiś znak w końcu, cokolwiek... ale nie, przecież stwórca jest tak idealny, że szkoda mu się zniżać do rangi Arcanasa. Prawda? Oczywiście, że tak. Ewentualnie go w ogóle nie ma, a to wszystko to bajeczki dla głupców. Czy ja się do nich zaliczam? Nie wiem, ale póki nikt o tym nie wie, nie nazwie mnie w ten sposób.Wadera nie wiedziała? To coś naprawdę nowego, bowiem z tego co mi wiadomo to wytykano nas łapami i plotkowano, "O pacz, to ten, którego rodzice zostali zamordowani". Śmieszne. Co ich to wszystko obchodzi?
- Oczywiście, że możesz. - odparłem obojętnie, na co wadera się uśmiechnęła.
- Zabij mnie. - o dziwo się uśmiechnąłem, tak nieznacznie, prawie niezauważalnie, ale jednak. Nie wiem na co liczyła, ale jej mina się zmieniła jak usłyszała moje żądanie.
Lee
Oh! Czyli jest jakiś sposób! Okej, zapyt... Wydałam z siebie jęk zaskoczenia. Zabić? Może się po prostu przesłyszałam? Nie... On to wyraźnie powiedział. Instynktownie obróciłam głowę w prawo i lewo, rozglądając się, a na samym końcu mój wzrok spoczął na czarnym basiorze.- Cz-czy ty sobie żartujesz?! - krzyknęłam niespokojnie. - Nie zabiję nikogo! Tym bardziej ciebie! Na prawdę nie ma innego sposobu na to, aby ci pomóc?
Zaczęłam nerwowo przebierać łapami, aby wyglądać na zagubioną oraz niepewną siebie. Skoro on jest w takim stadium smutku, to ja mu pomogę z tego wyjść, a w zamian weźmiemy ślub! Ah, te świetne plany... Może na serio się zaciągnę do wojska? Poproszę Uriana, aby mi tam jakieś fajne stanowisko załatwił, takie, w którym mogę pomiatać innymi.
Ruin
Tak jak myślałem. Wadera jest zaskoczona i zachowuje się niepewnie, jednak coś nie wyszło. Nadal próbowała coś wymyślić, co mnie powoli zaczęło denerwować. Moje łapy stawały się coraz zimniejsze, tak, że pod nimi ziemia stała się biała. Szron? Możliwe. W prawdzie jej natręctwo było dla mnie naprawdę uciążliwe, jednak to właściwe zachowanie i dobrze, że ktoś taki tutaj jest. Ja jednak nie chcę by sobie pomyślała nie wiadomo co. Raz będzie chciała pomóc, potem drugi, aż w końcu zacznie mnie lubić. Tego nie chcę. Skrzywdzę ją jedynie, a obiecałem sobie, że tego nie zrobię... nikomu. Nie będę miał przyjaciół i wadery, bo tak jest najbezpieczniej. Zero żalu, rozczarowania i cierpień. O to właśnie chodzi.- Słuchaj. Nie potrzebuję pomocy, tym bardziej jakichkolwiek znajomości. Dam sobie radę sam. - odparłem obojętnie. Teraz bardzo możliwe, że się zdenerwuje i zacznie na mnie krzyczeć, że coś tam. Spodziewałem się tego, a nawet byłem tego pewny, bo w końcu to wadera, tak? One tak robią, bo nie lubią ignorancji, a ja właśnie staram się ją ignorować. Może to trochę brutalne i chamskie, ale po dobroci nie dotrze. Przykro mi.
Lee
Ruin nie był chętny na towarzystwo. No dobrze, tym razem wygrał, ale przy następnym spotkaniu nie odpuszczę mu. Mam dość tego udawania, ale pozostanę miła. Z doświadczenia wiem, że słowa wsparcia mogą pomóc, więc i on powinien się na to nabrać. Pewnie dzisiaj ma tylko jakiś gorszy dzień, dlatego nie muszę się niczym martwić. Pokręciłam głową, lekko marszcząc nos. Westchnęłam z udawanym, choć dobrze zagranym, żalem.- Ahh... No dobrze, ale wiedz, że ja zawsze jestem otwarta na pomoc. Zawsze kręcę się gdzieś po zamku, więc z łatwością mnie odnajdziesz, kiedy będziesz potrzebować wsparcia.
Słowa te z trudnością wypłynęły z mojego pyska. Nie za bardzo lubiłam takie czułości dla słabych, lecz wiedziałam, że aby coś dostać muszę poświęcić się. Przybliżyłam się do Ruina, delikatnie liżąc go po poliku. Momentalnie zrobiło mi się gorąco... Mogłabym tak cały czas! Aczkolwiek trzeba grać niewinną, także od razu się odsunęłam, mruknęłam ciche pożegnanie i wróciłam do komnaty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz