Wreszcie miałem chwile spokoju. Tym razem jednak postanowiłem spożytkować ją inaczej niż na leniuchowaniu. Od pewnego czasu zaczęła mnie interesować kwestia żywiołu... Nie tylko mojego tak właściwie. Pomyśleć, że na lekcjach żywiołów spałem, dnie raz dosłownie czym doprowadzałem Foxy do szału. Ciekawe, że po latach zemsta jaką jej poprzysiągłem gdzieś mi umknęła.
Widać ciekawość i chęć pogłębiania swojej wiedzy także przyszła mi z wiekiem. Dlatego też ruszyłem do biblioteki. Kiedyś było to miejsce, w którym mogłem się zaszyć, żeby mieć nieco spokoju, tym razem także liczyłem na to, że nikt nie będzie mi przeszkadzał, ale w innym celu. Wyjąłem kamień, na którym zebrana była cała wiedza odnośnie mocy. Początki były mi znajome, ot jakie żywioły można mieć, jak je odkryć. wszystko to już słyszałem lub brałem w tym udział. Interesujące jednak okazało się, że owy "taniec", dzięki któremu wytworzyłem swoją pierwszą powietrzną kulkę, był inny dla każdego żywiołu. Zapamiętanie choreografii nie sprawiło mi kłopotu, szczególnie kiedy to sobie wyobraziłem. Zdecydowanie wilki wykonujące takie pląsy musiały wyglądać komicznie. Dalej przyszła kolej na rozwijanie żywiołu i to, co dzięki niemu można było osiągnąć. Poszczególne ataki, sposoby na ich wzmocnienie. Ważne było także oczywiście miejsce. Naturalnym było to, że w miejscach wietrznych lub na otwartych przestrzeniach łatwiej było operować wiatrem niż w ciasnych pomieszczeniach, gdzie żywioł ten był niemal statyczny. To samo tyczyło się innych żywiołów. Tam, gdzie był ogień rozpętanie ognistej burzy było prostsze niż w mroźnych ostępach, w których liczyć się należało z tym, że szalejący wokół żywioł chciał zwalczyć twój.
Przyswajałem kolejne porcje wiedzy tak by mieć podstawy do tego, aby rozwijać jeszcze lepiej swoje umiejętności. Chciałem być silny, musiałem taki być jeżeli miałem zadbać o Arcanterrę i tych, którzy w niej żyli...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz