Renn
Ponoć dzisiaj mieliśmy zacząć swoją edukację. Szczerze muszę przyznać, że zaciekawiło mnie to. Wczorajszego wieczora poprosiłam Sarissę, aby mnie obudziła o świcie. Spełniła dzisiaj moją prośbę, lecz od razu udała się do pracowni maga. Przeciągnęłam się na łożu, rozglądając się po komnacie. Moi bracia chyba jeszcze spali, a z tego co mi się wydawało to wstają niedługo po wschodzie słońca, więc nie będę ich budzić i niech sobie pośpią.Po przywróceniu swojego futra do porządku, udałam się na stołówkę. Tam szybko przekąsiłam kawałek zająca i skierowałam swe kroki do sali lekcyjnej. Oczywiście podpytałam się strażników o to gdzie jest i po kilkunastu minutach tam dotarłam. Otworzyłam drzwi. Zauważyłam rudą waderę w podeszłym wieku. Zapewne to nasza nauczycielka. Skinęłam lekko głową na znak szacunku.
- Dz-dzień dobry - przywitałam się cichutko.
Podeszłam do pierwszej lepszej poduchy i na niej usiadłam.
Adriel
Wstałem ledwie słońce zaczęło świecić w okno. Noc była tym razem spokojna i nie koniecznie miałem ochotę wstawać z łóżka jednak mieliśmy swoje obowiązki.Sarissy i Renn już nie było. Szturchnąłem nosem Ruina i wstałem, przeciągając się z głośnym ziewnięciem.
- Wstawaj braciszku. Trzeba szybko zabrać się za śniadanie i iść na lekcje - pogoniłem. On szybko wstał lekko się jeszcze przeciągając i razem ruszyliśmy pierw na stołówkę, później do odpowiedniej sali.
Znałem nieco zamek. Starałem się czasami pomagać przybranej mamie i chodziłem do medyków z informacją, że zrobiła dla nich maści albo do zielarzy, że potrzebne jej jakieś rośliny. Czasami brałem torbę i przynosiłem składniki. Poszukiwanie rodzeństwa też wymagało znajomości terenu i ich ulubionych miejsc.
- Dzień dobry - przywitałem się uprzejmie z rudą wilczycą. Nieco ją kojarzyłem, głównie z opowieści innych, przeważnie mało pochlebnych lub sprośnych, tak byłem kiedyś świadkiem mało przyjemnej rozmowy dwóch strażników. Taki brak szacunku wobec wadery... Coś okropnego. Gdyby ktoś kiedyś wypowiedział się tak o mojej siostrze słowo daję, że jak mam w sobie sporo cierpliwości i wyrozumiałości, tak przetrzepałbym mu skórę. Nie było nic, co miałoby dla mnie taką wartość jak moja rodzina i nigdy nie pozwoliłbym nikomu ich skrzywdzić. Czy to rodzeństwa czy Sarissy, a na wujku kończąc. Dla mnie byli rodziną, może przyszywaną grubymi nićmi, ale naszą i cenna.
Ja i Ruin usiedliśmy obok siostry, gotowi do tego, żeby słuchać tematów poruszanych na zajęciach.
Ruin
Rano obudził mnie brat i w sumie to dobrze, bo nie zdążyło nic mi się przyśnić. Zrobiłem wszystko co powiedział i wspólnie udaliśmy się na lekcje. Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży, bo nie chętnie chciałem gdziekolwiek wychodzić. Zresztą... nic nie chcę, nie mam siły, chęci, energii... śmierć byłaby dla mnie najlepsza.- Dzień dobry. - powiedziałem, wchodząc do klasy. Usiadłem obok rodzeństwa i czekaliśmy jeszcze na kilka innych uczniów, po czym zaczęła się cała gadanina o rodzinie królewskiej. W prawdzie, nie wiedziałem kto do niej należy, no prócz tego, że cesarz ma na imię Urian, że jego matka zmarłą całkiem nie dawno i tyle. Nie interesowało mnie to wszystko. Chcą to niech sobie mną pomiatają, nie interesuje mnie to, mogą mnie nawet zamęczyć na śmierć. To nie ważne. Nic nie jest warte mej duszy. To zbyt trudne, nie chcę tego, nie dam rady, jestem do niczego...
Nagle ruda stara wadera postanowiła pytać nas o różne rzeczy, a dokładniej o zasady panujące w zamku i całym królestwie. Nie wiem, nie chcę wiedzieć, nie interesuje mnie to. Wiedziałem też, że mnie o coś zapyta, czemu? Nie wiem, dziwne przeczucie, które zaraz stało się realne. Kazała mi wymienić imiona rodziny cesarskiej, a ja nie miałem o tym pojęcia.
- Urian. - odparłem, jednocześnie kończąc moją wypowiedź.
Foxy
Kiedy klasa była prawie pełna, zaczęłam sprawdzać obecność i poznawać młode pyski. O dziwo ta klasa była dość spokojna, co jednak wzbudzało we mnie podejrzenia. Jestem pewna, że w połowie lekcji zamienią się w jakieś diabły i zacznie się ta cała plątanina i chaos jak to zawsze bywało. Całe szczęście, że ogień ich uspokaja, oczywiście na swój sposób.- Dobrze moi drodzy. Dzisiaj dowiecie się trochę o rodzinie cesarskiej, a mianowicie zaczniemy od praw i obowiązków tejże rodziny. Jak dobrze wiemy, Arcanterrą rządzi cesarz, a jego rodzeństwo jest na równi znamy. Oznacza to, że... - tłumaczyłam młodzikom, a oni o dziwo słuchali. Zaraz chyba zwariuję tutaj, dręcząc się tym, kiedy zaczną rozrabiać albo już coś zmajstrowali i czekają, aż się nadzieję na ich pułapkę. Ehh, skup się na lekcji!
- Ruin, wymień wszystkich członków rodziny cesarskiej. - rozkazałam czarnemu basiorowi, który wyglądał na bardzo znudzonego lekcją.
- Urian. - odparł i czekał na moją reakcję.
- No, a dalej? - zapytałam, jednak basior nie potrafił nikogo więcej wymienić. Naprawdę? Żyje tu rok i nie zna imion rodziny cesarskiej! To nie do pomyślenia! Za pomocą telekinezy uniosłam rulonik ze skóry i walnęłam młodego wilka w łeb.
- Adriel, może pomożesz bratu? - zapytałam lekko podirytowana.
Adriel
Spojrzałem na rudą waderę i patrząc prosto w jej oczy powiedziałem:- Proszę, aby nie biła pani więcej mojego brata. Wiem, że powinien to wiedzieć, ale szkoła jest po to, żeby się uczył i będzie się uczył, obiecuję. Nie potrzeba do tego karać go fizycznie.
Nie byłem w stanie pozwolić, żeby mojemu rodzeństwu działa się krzywda, nawet taka jak upomnienie czy kuksaniec. Nie i koniec. Zdecydowanie dość miał mój brat cierpień, żeby mu jeszcze ktokolwiek je dokładał.
- Co do pytanie... - kontynuowałem. - Cesarzem jest Urian the White, syn Red Rose i Arii. Ma rodzeństwo, którymi są Zeconi, Lee, Rosemary, Evangelina i Diana. Niedawno zmarł też ich wujek, Ikelos, który był bratem poprzedniego cesarza i magiem.
Zamilkłem czekając na to, co powie nasza nauczycielka.
Foxy
O proszę, proszę, proszę. Dzieciak chyba zapomniał gdzie jego miejsce, a więc trzeba mu je przypomnieć. Najpierw wysłuchałam tego co ma do powiedzenia, kiwając głową na znak, że słucham.- Nie jesteś jego druidem. - odparłam, uderzając skórzanym rulonem i jego, po czym odwróciłam się i podeszłam do mojego kufra, jednocześnie chwaląc białego wilka za posiadaną wiedzę. To nie do pomyślenia, że jeden wie wszystko a drugi o niczym nie ma pojęcia.
- Następnym razem proponuję nauczyć brata podstaw, a nie urządzać scenki w klasie. - spojrzałam na Adriela i przeszłam dalej do lekcji. Nie będzie mi tu jakiś dzieciak się wymądrzał.
- Jak wiemy, cesarzowi pomagają druidzi, którzy są odpowiedzialni za sądzenie innych wilków. Jeśli jesteśmy winni i staniemy przed ich wyrokiem, może się tak zdarzyć, że pozwolą nam na obronę. Wtedy szukamy świadków oraz możemy poprosić innego druida o pomoc... - mówiłam. Myślę, że to będzie ostatnia rzecz na dzisiejszej lekcji, a na następnej szybko sobie powtórzymy i przejdziemy do innych stanowisk. Zależy też czy przydzielą mi lekcje hierarchii czy żywiołów.
Ruin
Przez moją niewiedzę mój brat dostał w łeb. Nie potrzebnie mnie bronił, jednak mimo wszystko to dziękuję mu bardzo. Wadera nic sobie z tego nie robiła i traktowała to wszytko jak konieczność i obowiązek szkolny, by bić nas skórą po głowie. Może i nie bolało, ale jednak co to świadczy o szkole? Nie wiem, ale mama nigdy nas nie uderzyła, tata zresztą to samo. Pierwszy raz się z czymś takim spotykam. A co jeśli to normalne, a nasza rodzina była dziwna? A może oni nas bili, ale my tego nie pamiętamy, bo byliśmy zbyt młodzi? Nie wiem, ale może lepiej skupię się na zajęciach, by mój brat nie musiał się wtrącać.Chciałem się skupić na tym co ona tam bełkotała, jednak... nie umiem, nie chcę, nie potrzebuję. Jakoś wysiedziałem, nie obrywając już po głowie i wypuściła nas do domu. Eh, co za dzień. Sarissie oczywiście nic nie powiem, po co miałaby się tym martwić i przejmować? To nie jej interes.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz