A któż to? A cóż to? Kto przybywa w nasze progi? Kto przybywa na ostatki? Czemu żadne nie ma matki? Gdzie jest ojciec? Czy jest chory? Pomóż wilku, z dobrej woli.
- Kim jesteście?
- Przebierańce!
- A co chcecie?
- Tańce! Tańce!
- Chodźcie dziatki na ostatki!
Cesarzu mój drogi, przyprowadzam ci oto te dziwne stwory. Ugośćmy ich jak należy i może nikt nie uwierzy, ale to są przebierańce! Mają w głowie tańce, tańce! Więc to pora na karnawał, by życzenie ich wypełnić, naszą salę dziś przepełnić!
Sala balowa była dzisiaj cudownie udekorowana w najrozmaitsze kolory, a brokatu nie mogło zabraknąć! Popatrzcie też na te piękne stoły i najlepsze mięso jakie udało się upolować, nie mogło też zabraknąć wody i naszego słynnego soku z Gokuune. Komicy mają dużo roboty tej nocy, a każdy mieszkaniec krainy jest zaproszony, pod warunkiem, że spełni pewne wymagania. Szykujcie swe stroje i bawmy się!
Jakiś czas temu do krainy zawędrowały pewne istoty w bardzo dziwnych strojach, które sprawiły iż straż zaczęła się niepokoić. Cóż, musieliśmy ich schwytać, bowiem nie wiemy cóż to takiego, jednak po długiej konwersacji z naszym młodym cesarzem, wszystko stało się jasne. Inna kultura! Żeby przeprosić naszych gości, wyrządziliśmy huczne przyjęcie, zgodnie z ich tradycją. Według ich religii jest to ostatni dzień na zabawy i przejadanie się, potem następuje post. Ich bóstwo, ich wierzenia, jednak sprawmy by szczęśliwie zaczęli swoje wielkie wyzwanie.
Ethen
Wziąłem lutnie i wyszedłem z komnaty. Podobno jakieś inne zwierzęta, poprzebierane w jakieś tam...nie wiem co, przywędrowały do Arcanterry, by się napić, potańcować i pobalować. Cudowne. Zazwyczaj to jak ktoś zagląda na te ziemię to by coś załatwić z carem, jakieś pakty, spiski, tajemnice. A tu? No cóż! Pobawić się chcą bo u nich zaczyna się jutro post! Pobiegłem do sali i zagrałem parę nut. Trzeba jakoś rozkręcić zabawę a jak inaczej jak nie dobrą muzyką? Strojąc lutnię spojrzałem po sali. Jakieś tam przebierańce. Jakiś tam kościotrup, różowe tkaniny... Próbowałem przebić się wzrokiem przez te dekoracje na wilkach, żeby rozpoznać kto jest waderą a kto nie. Bo jak się napiję a basior będzie przebrany tak, że do głowy nie przyjdzie mi, że to nie wadera... Oj. Dlatego właśnie naprzód wiedzieć, żeby się potem nie pomylić. Ta w różowym przebraniu to wadera. Na pewno. Róż - wadera. O. Goście pragną muzyki. To zagram! Niech zaczyna się zabawa!Soovimatu
Dowiedziałem się, że znowu jest jakieś przyjęcie, ale tym razem nieco bardziej interesujące, ponieważ każdy może na nie przyjść. To bardzo fajnie z naszej strony, że poznajemy kulturę innych wilków i zwierząt.Będąc w komnacie zastanawiałem się za co mogę się przebrać i wpadłem na pomysł, że będzie to niedźwiedź. Małe niedźwiadki są słodkie i czasem nasze szczeniaki mają pluszaki w kształcie misia. Lubiłem szczenięta, więc to dobry pomysł by przebrać się za coś nie strasznego. Tak więc uszyłem strój ze skóry, w prawdzie nie jest idealny, bo moje umiejętności rzemieślnicze nie są na wysokim poziomie, ale coś jest. Tyle wystarczy do świetnej zabawy, a może i nawet poznam kogoś nowego.
Z uśmiechem na pysku wszedłem do pół pełnej sali. Było tu kilka wilków i biegające maleństwa, więc postanowiłem się z nimi pobawić. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał nic przeciwko, a może i nawet poznam ich rodziców. W sumie... mogę wybrać się do cesarza w najbliższym czasie i zostać opiekunem. Znam się na tym.
Ash
A jakoś tak mnie naciągnęło by przejść się w te strony. Szykowałam się do podróży, kiedy do moich uszu dotarły ciekawe plotki. Chodziło oczywiście o tych wyjątkowych gości, którzy zawitali u progach Arcanterry, a na ich cześć odbywa się bal karnawałowy. Dlatego też postanowiłam wyciągnąć moje skóry, które miałam z różnych zwierzątek, - zająców polarnych, lisów, reniferów - a następnie uszyć jakiś wyjątkowy strój. Doklejałam, przyczepiałam, aż cóż to? Szłam już w stroju w stronę zamku. Zrobiłam sobie tylko opaskę na głowę, ale nie dla mnie były już te zabawy. Pewnie usiądę gdzieś w kącie, napiję się czegoś i będę wszystko obserwować. Ale jak zapraszają, to przecież szkoda odmówić. Może poznam kogoś z innej krainy lub zobaczę ciekawe wybryki komików? Nie wiadomo. Weszłam na salę gdzie miała odbyć się zabawa i zaraz pomyślałam sobie, że ci, którzy to dekorowali odwalili kawał dobrej roboty. Tu było pięknie! Wszędzie były baloniki, serpentyny i różne kolorowe ozdoby. Gdy je oglądałam czułam się jakbym weszła w tęczę, ale nie było tu też tego za dużo. Kiwnęłam głową wszystkim zgromadzonym i spojrzałam na maluszki biegające tam i z powrotem. Ojoj, będzie zabawa.Foxy
Dowiedziałam się, że mamy jakiś specjalnych gości z innej krainy, przez których zorganizowano imprezkę. Uwielbiam imprezki! O tak, muszę przy tym wyglądać szałowo, więc kiedy tylko dowiedziałam się, że planują coś zrobić, zaczęłam zbierać potrzebne materiały. Trochę złotych łańcuszków, jakiś klipsów i farbowaną skórę. Na początku miał być to diabeł, taki z rogami i ogonem, jednak do tego dodałam jeszcze złote dodatki. W sumie, niech będzie!Weszłam na salę i rozejrzałam się. Na początek przydałoby się coś wypić, a więc wiadomo... sok z Gokuune! Po nim idzie się tak odprężyć, zrelaksować, że nic nie zepsuje mi świetnej zabawy. Zauważyłam też jakiegoś basiora, który biegał ze szczeniętami. Dziwak!
Ruin
W całym zamku słuchać o tym, że przybyli wędrowcy, że jest przyjęcie, że nowa kultura i tak dalej. Nie lubiłem przyjęć, nie potrafiłem się cieszyć... tak jakoś ostatnio nie wychodzi mi to wcale, jednak... może jak pójdę to chociaż przez chwilę będę mógł normalnie myśleć? Pragnąłem tylko tego, by już zapomnieć. Wszyscy myślą, że jestem silny, bo nie płaczę, że daję sobie ze wszystkim radę, z tymi myślami, jednak to nie prawda. Nie płaczę, bo nie chcę niepokoić rodzeństwa, to dla nich muszę być silny.Przygotowałem swój strój sam, w naszej wspólnej komnacie, więc rodzeństwo wszystko wie, tak samo jak i ciocia. Spytałem oczywiście, czy mogę wybrać się na zabawę, bo nie chcę jej robić problemów. Mówiłem wszystko, gdzie idę, po co idę i dlaczego, chociaż... ukrywałem to, co powinienem.
Nie wiem co to za kostium, ale jest to najprostsza peleryna z kapturem i złotymi dodatkami. Wszystko zrobiłem sam, jednak często rozmawiałem z rzemieślnikami o tym jak coś uzyskać i skąd wziąć materiały. Kto by pomyślał, że stworzyli oni coś, co nazwali nitką a do niej jest igła. Hmm, to bardzo ciekawe...
Wszedłem do sali, rozglądając się. Wilki tańczyły, śmiały się, jadły i piły. Może jednak lepiej bym poszedł? Stanąłem z boku, żeby nie przeszkadzać i przyglądałem się wszystkiemu. Dostrzegłem wujka Soovimatu, który często rozmawiał z Sarissą o krainie. W sumie, to spoko z niego wilk.
Renn
Usłyszawszy o balu na cześć tajemniczych istot, które przybyły do Arcanterry, trochę się onieśmieliłam. Wszystkie wilki są tam zaproszone - nawet te z wioski, więc będzie ich tam bardzo dużo. Nie lubię takich ogromnych tłumów, ale taka okazja może się już nigdy nie powtórzyć. Poza tym idzie tam mój brat, dlatego najwyżej będę się kurczowo trzymać obok niego.Chcąc wyjść już z komnaty na bal, Sarissa zatrzymała mnie. Powiedziała, że to impreza przebierańców, czyli potrzebuję jakiegoś stroju. Od razu spanikowałam. Co jeśli nie zdążę? Zamkną salę i będzie za późno na przyjście? Albo skończy się zanim wykombinuję coś? Muszę jak najszybciej coś wymyślić! Nerwowo rozglądałam się po komnacie i analizowałam wzrokiem każdy jej skrawek. Wtem w moje oczy rzuciły się resztki królika. Jego uszy były całe, więc może oczyszczę je i założę? To może wyjść. Poprosiłam zastępczą mamę o pomoc. Ona zgodziła się. Zabrałyśmy się do pracy. O dziwo nie trwało to długo, a strój był przeuroczy. Na głowie miałam królicze uszka, a w dodatku na górną wargę czarna wilczyca przyczepiła mi ząbki. Podziękowałam jej przyjaznym trąceniem nosem o bark i szybko wyszłam. Swe kroki oczywiście skierowałam w stronę sali.
Stałam w niej. Byłam w tym tłumie. Muzycy głośno grali, a kilka wilków śpiewało. Skuliłam się na sam widok hulających mieszkańców. Nie mogłam odnaleźć Ruina. On wyszedł trochę wcześniej ode mnie. Twierdziłam, że go znajdę, lecz niestety myliłam się. Postawiłam kilkanaście kroków w prawo, aby znaleźć się jak najbliżej rogu tej sali. O dziwo natrafiłam na stół z przysmakami. Przy nim stała jakaś ruda wadera. Miała na sobie czerwone różki i złotą biżuterię. Piła nieznany mi napój. Może jest dobry? Samica wyglądała na przyjazną i rozluźnioną, więc chyba nie zaszkodzi zapytać. Zbliżyłam się do niej, prawie potykając się o własne łapy.
- Yyy... Um... C-co to z-za n-nap-pój? - zapytałam nieśmiało.
Lee
Bal karnawałowy? Całkiem intrygujące. Nie mogę sobie odmówić przyjścia na to przyjęcie; szczególnie jeśli mogę przyodziać ciekawy strój. Ponoć będą tam jacyś goście. Nie zamierzam z nimi rozmawiać, nie zasługują na uwagę księżniczki Lee. Rozejrzałam się po pokoju. No niby miałam ten piękny strój lisa od rzemieślników czy kij wie tam kogo... Ale jednak nie był on w moim stylu. Uwielbiałam jelenie i renifery, toteż właśnie na ich wzór postanowiłam się ubrać. Inspiracją dla mnie był Dusu, czyli zjawa nękająca mnie od najmłodszych lat. Dzisiaj akurat wyjątkowo tylko obserwował moje przygotowania, co mnie bardzo uradowało. Nie przeszkadzał mi, a to już połowa sukcesu. Wytrenuję go tak, aby mógł mnie rozśmieszać czy coś... Lepszych zajęć nie miałam, a o stanowisku również nie myślałam. To robota dla wieśniaków, nie wilka z wyższych sfer. Tak czy siak - pomyślałam, że na balu wystąpię w masce, aby nikt mnie nie poznał. Może uda mi się zapoznać jakiegoś przystojnego basiora? Co jak co, ale już powinnam się szykować do ślubu. A nawet jeśli nie znajdę żadnego dobrego kandydata to trudno; ożenię się z jakimś szanowanym samcem, który cieszy się dobrą opinią. Jako że moje rodzeństwo raczej się do tego nie szykuję, to ja muszę wziąć na barki przedłużenie rodu królewskiego. Nakażę temu fagasowi zmianę przydomku na the White, żeby moje potomstwo nosiło go z dumą.Po długich rozmyślaniach i próbach stworzenia czegoś sensownego, udało mi się zrobić całkiem fajny strój. Na szyi miałam chustę ze skóry renifera. Do głowy przyczepiłam sobie miniaturowe, jelenie rogi. Co jak co, ale zbierałam różne takie ciekawe akcesoria związane właśnie z tymi kopytnymi, więc znalezienie poroża nie było trudne. Dodatkowo zabrałam od rzemieślników igłę i nitkę, po czym uszyłam sobie maskę. Nie była ona najpiękniejsza, aczkolwiek moja, więc z pewnością lepsza od takiego wyrobu z wioski. Poliki zabarwiłam trzema, różnokolorowymi kreskami. Wyglądałam trochę jak myśliwy, co bardzo mi odpowiadało. Na sam koniec wyszłam ze swojej komnaty, kierując się w stronę sali balowej. Dusu dotrzymywał mi kroku. Wyglądał na bardzo rozemocjonowanego tym przyjęciem.
Po kilkunastu minutach dotarłam do celu. Wszedłszy do komnaty poświęconej imprezom, zauważyłam mnóstwo przebierańców. Przyznam się bez bicia - stroje innych bardzo mnie ciekawiły. W myślach krytykowałam ubiór wilków. Były to zarówno dobre opinie, jak i te złe. Miałam nadzieję, że nikt mnie nie rozpozna. Miałam na sobie maskę, więc to raczej było trudne. No dobrze... Muzycy grają, tancerze tańczą, komicy zabawiają. Czas się trochę zabawić. Skoro moi bracia wyrywają jakieś samice, to ja mam prawo do podrywania samców. Rozejrzałam się, przelatując wzrokiem po różnych basiorach. Uh! Większość to jakieś staruchy. W końcu jednak moje oczy natrafiły na czarnego wilka przyodzianego w czarny, pozłacany płaszcz. Przykuł moją uwagę, więc skocznym krokiem podeszłam do niego. Od razu zauważyłam jego dwukolorowe oczy, co zaintrygowało mnie.
- No cześć. Mam na imię... - zacięłam się. Musiałam wymyślić jakąś ksywkę czy coś, bo mógł znać imię księżniczki. - ...przyjaciele do mnie mówią Leen.
Teraz tylko czekać na rezultaty. Jeżeli się nie powiedzie - trudno. Jest jeszcze mnóstwo basiorów wartych mej uwagi.
Jeden z komików zaprosił zgromadzonych do zabawy. Wszyscy uważnie go wysłuchali i zaczęli rozmyślać...
Szarość nie zna cukierka.
Cukierek nie pisał z rudym.
Rudy kojarzy cukierka.
Czarny mógłby być odpowiedzią, gdyby spojrzeć inaczej.
Jeleń wie, że królik nie jest posiadaczem słodkości.
Smutek nie zna odpowiedzi.
Cukierek się nie rozpuści.
Szarość nie zna cukierka.
Cukierek nie pisał z rudym.
Rudy kojarzy cukierka.
Czarny mógłby być odpowiedzią, gdyby spojrzeć inaczej.
Jeleń wie, że królik nie jest posiadaczem słodkości.
Smutek nie zna odpowiedzi.
Cukierek się nie rozpuści.
Leria
Całą zabawę siedziałam w kącie. Inni pili, tańczyli i rozmawiali. Jeden rudy basior ganiał nawet ze szczeniakami. Czy to nie słodkie? Inni normalnie by siedzieli, tak jak teraz, bawili się i nie zwracaliby na małe uwagi. A teraz? Mogą się wspaniale bawić i się nie nudzić. Po chwili usłyszałam zwoływanie komika. Jakaś zabawa, wierszyk? Postąpiłam parę kroków do przodu i stanęłam z zażenowaniem. Ale, ale! Muszę wpaść w ten wir zabawy! Usiadłam więc obok jakiegoś wilka w masce i spojrzałam uważnie na komika. Zagadka! Kto kryje cukierka! Spojrzałam po zebranych. Ruda go kojarzy, ale go nie ma. Jest to więc ktoś kogo ruda wadera zna. A bo ja wiem skim ona się brata? Szarość to szary basior, jeden z komików. Też go nie ma. A czarny? Pomyślałam chwilę. I olśniło mnie! Bogom dzięki, jedyny wilk, którego znam ma cukierka! Znaczy... Spytam się. Nigdy nie wiadomo.- Czy Soovimatu ma cukierka? - zapytałam.
Ruin
Wszystko szło dobrze, nikt się mną nie przejmował. Nie jestem wart niczyjej uwagi i niech tak zostanie. Wystarczy, że ciocia i wujek spędzali ze mną tyle czasu. A co jeśli zniszczyłem cioci życie? Co jeśli teraz nie może nikogo znaleźć, bo musiała się zajmować nami? Ja nigdy nikogo nie znajdę, nie chcę krzywdzić wilków. Wiem jak to jest za kimś tęsknić, dlatego zawsze będę sam.Nagle ktoś do mnie podszedł, po zapachu wiem, że to wadera. Spojrzałem na nią i przyglądałem się strojowi jaki wykonała. Bardzo ładnie to wszystko wygląda. Leen? No dobrze, niech będzie, jednak nie zmienia to faktu, że jej imię nie będzie mi potrzebne. Po co skoro jej nie rozpoznam? A co jeśli będzie na mnie zła jak spotkamy się gdzieś poza balem i nie powiem jej cześć?
- Ruin. - odparłem obojętnie. Nie mam żadnych pytań. Nie wiem o czym rozmawiać.
Nagle jeden z komików zwrócił naszą uwagę, bowiem zorganizowali jakąś zabawę. Była to zagadka, która nie wiele mi mówi. Nikogo nie znam, a skoro inna wadera mówiła po imieniu... chyba też powinienem?
Soovimatu
Bawiłem się ze szczeniakami w ganianego, oczywiście udając, że nie mogę ich złapać. Ich malutkie łapki nie miałyby ze mną szans, a przecież trzeba budować w nich pewność siebie. Uwielbiałem patrzeć jak się cieszą i pocieszają mnie, bo jestem gorszy od nich. To naprawdę bardzo słodkie. W dodatku miały tyle energii, że mogłyby biegać tu całą noc! Niestety, niedługo trzeba się położyć, prawda? Potrzebują snu w tym wieku i to całkiem sporo.Nagle jeden z komików zebrał wszystkich i ogłosił, że ma dla nas zabawę. Niestety, tutaj jest tyle wilków, że naprawdę nie idzie się połapać o kim mówi "Szarość" a o kim "Rudy". W sumie to mogłem być to ja, tak jak powiedziała Leria, jednak czy to pasuje do innych zdań? Hmm, muszę się nad tym zastanowić trochę bardziej, jednak najpierw odprowadzę dzieci do opiekunów, żeby położyły się spać. Najwyższa pora. Jeszcze tylko porozmawiam z rodzicami przez chwilkę, bo chcę by wszystko było dobrze.
Foxy
Wiek już nie ten, ale nadal czuję się świetnie i nic mi nie przeszkadzało w flirtowaniu z samcami, nawet młodszymi. Standardowo wypiłam sobie trochę soczku, zjadłam nieco dobrego mięska i natańczyłam się za trzech. Wilki, które nie korzystają z tego wszystkiego są po prostu żałosne, tak samo jak ten dziwny rudzielec biegający ze szczeniętami. Naprawdę? Kto na balu bawi się z dziećmi? Masakra! Jego sprawa, nie wie co traci.Podeszłam do stołu po kolejną porcję soku i mięsa. Wiadomo, nie wolno się przecież bawić na głodnego. Przy stoliku zaczepiła mnie wadera w przebraniu królika. Naprawdę? Królik? Na nic więcej jej nie stać... czekaj, czekaj... czy to nie jest czasem jakiś roczniak? Niedługo zacznie się szkoła, więc znowu się zacznie walka z niesfornymi szczylami.
- Sok z Gokuune, ale z tego co mi wiadomo, to młodzi nie powinni tego pić. A ty chyba jesteś młoda, prawda? - zapytałam, jednak nim uzyskałam odpowiedź, jeden z komików zaczął krzyczeć.
Podeszłam bliżej by zobaczyć o co chodzi. No i fajnie! Zagadka, zabawa i kto ma cukierka? Nie znam wszystkich, ale odgadnę to! Od razu zaczęłam od poznawania innych wilków. Także, Ethena już znam, ta nowa biała wadera jest nauczycielką. Jak jej tam było? Ash?
- Soovimatu?! - krzyknęłam ze zdziwieniem, bowiem naprawdę... jak ktoś nazwał swoje dziecko tak samo jak ja moje, to jest naprawdę dziwne! Podeszłam do tej waderki i zapytałam kto to taki, skąd go znam i ogólnie wszystko co mi przyszło do głowy. Może trochę panikuje, ale nie słyszałam tego imienia od dawna.
Leria
Moja odpowiedź nie spotkała się z jakąś wielką aprobatą. A inni nie skorzy byli do wymawiania słów. Tylko patrzyli po sobie uważnie i rozmyślali jakby od tego ich życie zależało. Popatrzcie tylko jak bzdurną zagadką można tyle dorosłych wilków zaabsorbować! Wszystko byłoby cacy gdybym naraz tyle uwagi nie dostała. Podeszła do mnie wadera co futro miała ogniste jak i charakter, w diobła przebrana. Zawołała Soovimatu jak o pomstę do nieba i jęła się o niego wypytywać. Kim jest? Skąd go znam? Ja zrazu speszona nie odpowiedziałam jej. Potem skinęłam głową w stronę siedzącego Soovimatu i powiedziałam, że udało mi się go raz na korytarzu zamkowym spotkać.Lee
Jak można tak olać waderę?! Ewidentnie było widać, że Ruin nie był mną zainteresowany. Prychnęłam na niego, po czym odwróciłam się zadkiem w stronę jego pyska. Uderzyłam go ogonem o nos i odeszłam. Cóż za ignorancja! Brak szacunku! Niestety, ale przyznaję się do tego, że nie umiem podrywać basiorów jako taki zwyczajny wilk. Na następnej imprezie nie założę żadnej maski, to wtedy będą stać kolejkami aby tylko ze mną pogadać. Dzisiaj jednak jestem incognito, nawet rodzeństwo nie wie o tym, że tu aktualnie przebywam. Idąc tak, natrafiłam na jakąś grupkę wilków. Na ich czele stał komik, który zaproponował zabawę w "Kto ma cukierka?". Właściwie byłam na tyle zdesperowana, że postanowiłam zagrać w to. Co mi szkodzi? Nawet ta starucha, nasza dawna nauczycielka, podeszła aby zobaczyć co tu się dzieje. No więc... Kojarzyłam z imienia parę zgromadzonych tu wilków, lecz nie tej wadery z kokardą na głowie. Komik nie wymienił niczego o białym, a zdanie Czarny mógłby być odpowiedzią, gdyby spojrzeć inaczej nawet by tu pasowało, bo przeciwieństwem bieli jest czerń.- Czy cukierka ma ta wilczyca z kokardą na głowie? - zapytałam głośno.
Ruin
Wadera odeszła ode mnie, jednak pokazała też swoje niezadowolenie, bowiem uderzyła mnie swoim ogonem. Moim zdaniem jest to strasznie głupie zachowanie, bowiem sama mnie zaczepiła, więc czego oczekiwała? Mimo tego, jest to płeć przeciwna i one się tak zachowują, w sposób bardzo nielogiczny. Zacząłem się aż zastanawiać dlaczego basiory tak bardzo się nimi interesują. Jest w tym coś więcej czy tylko chęć reprodukcji? Miłość? Są różne tego rodzaje, bowiem ja na przykład bardzo kocham moją siostrę i brata. Jest to miłość, ale taka inna niż sobie można to wyobrazić. Wiele wilków słysząc to słowo powie, że chodzi tu o związek pomiędzy basiorem i waderą. Ja jednak wolałem utrzymywać swoje przekonania. Tylko oni, a reszta nie jest ważna, nie chce nikogo kochać prócz ich... Mam jedynie nadzieję, że ich nie zawiodę a tymczasem postoję gdzieś przy ścianie i poobserwuję wszystkich.Soovimatu
Odprowadziłem szczenięta zgodnie z zaleceniami ich rodziców i we wskazane miejsce. Bardzo mi za to dziękowali, jednak to nic takiego. Kochałem te małe puchate kuleczki i to naprawdę nic wielkiego. Wiem jak to jest, kiedy w życiu się pojawią takie słodkie szkraby, z jednej strony wielka radość, z drugiej walka ze zmęczeniem. Niech chociaż teraz sobie odpoczną i zabawią się na całego. W prawdzie wielu mamy opiekunów, ale nie zawsze każdy chce zostawać cały dzień ze szczeniętami. Mamy swoje życia, a takiej zabawy nie wolno odpuścić, prawda?Kiedy wróciłem do sali, zaskoczyło mnie to wszystko. Odkąd komik ogłosić zagadkę, wilki zaczęły się ze sobą kłócić, tłumacząc przy tym dlaczego ten a nie inny ma rację. No cóż, miała to być zabawa, a oni biorą to wszystko do siebie. Ehh, to nie dla mnie, więcej lepiej jak stanę gdzieś z boku lub poproszę jakąś panią muzyk o cudowną pieśń, skoro większość skupia się teraz na zagadce.
Foxy
Kiedy wadera wskazała mi Soovimatu, byłam naprawdę przerażona. Przecież to ten debil, który biegał ze szczeniakami. W prawdzie nie wiem czy to możliwe, że mój syn się tutaj znalazł, ale lepiej będzie jak o tym zapomnę. Nie wiem czy ktokolwiek mu coś o mnie wspomniał, ale lepiej dla niego, żeby nie wiedział. Ja mam swoje życie i nie potrzebuję nikogo takiego w nim. Chwilę jeszcze patrzyłam na samca, po czym odwróciłam wzrok na waderę, a następnie na komika. Bawmy się, prawda?- A ja myślę, że to ona ma cukierek! - krzyknęłam, wskazując na waderę w wianku.
Taravia z Watahy Smoczego Ostrza
Moje uszy drgnęły niespokojnie, a ja napięłam mięśnie. Pomimo sojuszu trochę obawiałam się wejścia na obce tereny, ale w końcu pokonałam strach. Oddychałam płytko, zmęczona biegiem. Żałowałam, że nie wzięłam większego zapasu wody, ale skąd miałam wiedzieć, że droga do watahy jest tak wyczerpująca? Tak więc wlekłam się naprzód, zmęczona i spragniona. Czułam intensywne zapachy innych wilków, dzięki czemu doskonale znałam kierunek.
Weszłam na teren imprezy, błądząc wzrokiem po nieznanych mi sylwetkach. Starałam się zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Jeszcze tylko omiotłam mój strój z nagromadzonego podczas wędrówki kurzu i wślizgnęłam się w tłum. Właśnie. Strój. Długa, czarna peleryna ciągnąca się za mną do ziemi i jeszcze więcej piór wplecionych w płowe futro. Rozglądnęłam się niespokojnie, kiedy wilki podchodziły do mnie i pytały o imię i pochodzenie. Odpowiadałam przyjaźnie, sącząc słodki napój, i ciągle mówiłam o swojej watasze. Opowiadałam o terenach, o wilkach i wszystkim innym. Naokoło tutejsi członkowie wykrzykiwali coś o cukierkach, lecz ja nie miałam pojęcia o co chodzi. Byłam jeszcze trochę spięta, ale wyjątkowa atmosfera powoli mnie rozluźniała.
Co jakiś czas wypatrywałam w tłumie osób ze swojej watahy, lecz teraz po prostu dobrze się bawiłam.
Wszyscy strasznie niecierpliwili się, by uzyskać odpowiedź na zagadkę. Komik uspokoił wilki, a na sali panowała pół cisza, jeśli chodzi o zgromadzonych zagadkowiczów. Inne wilki tańczyły po drugiej stronie sali, przy śpiewie jakieś bardki, ale wróćmy do naszej odpowiedzi.
Rozejrzał się, pouśmiechał do pięknych wader, aż w końcu oznajmił iż to jelonka ma rację. Cukierek ma biała wilczyca z kokardką! Jako, że klaskać wilki nie umieją, to rozległo się ciche wycie, by pogratulować wszystkim, którzy obstawiali białą waderę.
Zaraz po tym komik zaproponował świetną pieśń i jego głos rozniósł się po drugiej stronie sali, a nasze wilczątka znowu mogły zabrać się za tańce i swawole.
Rozejrzał się, pouśmiechał do pięknych wader, aż w końcu oznajmił iż to jelonka ma rację. Cukierek ma biała wilczyca z kokardką! Jako, że klaskać wilki nie umieją, to rozległo się ciche wycie, by pogratulować wszystkim, którzy obstawiali białą waderę.
Zaraz po tym komik zaproponował świetną pieśń i jego głos rozniósł się po drugiej stronie sali, a nasze wilczątka znowu mogły zabrać się za tańce i swawole.
Ethen
Zabawa była przednia. To trzeba powiedzieć. No i nad tą genialną zagadką, co ja wymyśliłem (No... nie ja, ale cóż...) głowili się prawie wszyscy! I długo nie mogli nic wywnioskować. Najpierw odezwała się ta nowa wadera, którą, teraz sobie przypominam, miałem oprowadzić po najdalszych i najwspanialszych zakątkach Arcanterry za pomocą miłości, ale moje myśli zaprzątnęła płomiennoruda wadera... A potem nie byłem w stanie niczego przedsięwziąć. Trochę mi smutno, że w końcu tego z nową nie zrobiłem, ale noc jeszcze długa i może się uda. Zgadywanie trwało a potem mój kolega uspokoił wszystkich i pogratulował jednej z wader. Naraz wilki zaczęły wyć na jej cześć. Dopchałem się do niej, pogratulowałem i już miałem powiedzieć jej parę słów, które doprowadziłyby do rozwinięcia sytuacji, gdy kątem oka przyuważyłem waderę jakoś wyróżniającą się z tłumu. Powiedziałem parę miłych komplementów zwyciężczyni obiecując, że wrócę i skierowałem swe kroki ku innej. Przywitałem się, skomplementowawszy ją a potem jej strój, ukłoniłem się i powiedziałem jej moje imię. Postać w czarnej i długiej pelerynie drgnęła.Soovimatu
Kiedy zagadka była już zakończona i ogłoszono zwycięzcę, wilki zaczęły wyć, a potem powróciły do normalnej zabawy. Nie mogłem dłużej tak stać na środku i słuchać bardki, by nie przeszkadzać tutaj zgromadzonym. Odszedłem ponownie na bok po jakieś mięso ze stołu i zastanawiałem się, czy Sarissa przyszła na to wydarzenie. Nawet jeśli to chyba bym jej nie rozpoznał. No cóż, spytam ją jutro albo kiedy tam będzie miała czas. Planowałem jeszcze wybrać się do cesarza i porozmawiać w końcu z mamą, ale... bałem się strasznie. To naprawdę stresujące.Iść teraz? Czy nie iść? Słyszałem, że Foxy to ta wadera w czerwono-złotym stroju z materiałem na uszach, który wyglądał trochę jak rogi. Chyba to nie odpowiednia pora na takie rozmowy, prawda? Jako iż szczeniąt też nie było, to nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Trochę mam problemy z nawiązywaniem kontaktów na takich uroczystościach. Lepiej będzie jak już pójdę do siebie...
Will z Watahy Smoczego Ostrza
W końcu się dałam się namówić do przyjścia tutaj. Jest tu dużo nieznajomych wilków... za dużo, ale gdy mój ukochany jest obok, czuję się bezpiecznie.- Raiden?
- Tak, księżniczko? - basior uśmiechnął się do mnie.
- Nie oddalaj się ode mnie, dobrze? - sama ledwo co usłyszałam swoje słowa, bo moja głowa już znajdowała się w jego futrze.
- Dobrze, dobrze. - powiedział. Musiało to śmiesznie wyglądać: wadera z maską wysadzaną maleńkimi, kryształowymi gwiazdkami, z naszyjnikiem i bransoletą oraz paroma białymi piórami na grzbiecie i basior z maską zdobioną szafirami, przy czy wadera ma głowę włożoną w futro basiora. Raiden widocznie się nie przejmował naszym wyglądem. Wyjęłam głowę z futra ukochanego , po czym przeszliśmy kawałek.
- Czemu mi kazałeś iść? - przytuliłam się do basiora.
- To była prośba. - powiedział.
- To był rozkaz! - mruknęłam.
- Ale nie jesteś na mnie zła? - Raiden zabrał się do picia soku.
- Ja? Na mojego księcia co mi życie uratował? Nigdy. - uśmiechnęłam się lekko.
- Cukierki! - krzyknął ktoś z tłumu.
- O co chodzi? - zapytałam.
- Nie wiem... - powiedział Raiden. - A teraz rozluźnij się, księżniczko! - dodał basior.
- Czy ty nie wypiłeś czasem za dużo soku? - zapytałam.
- Może trochę - usłyszałam w odpowiedzi.
- I tak cię kocham. - powiedziałam po czym pocałowałam go. Po tych paru niezwykłych sekundach, i ja zaczęłam pić ten sok.
Foxy
Przyjęcie było naprawdę świetnie! Oh, jak ja uwielbiam ten sok z Gokuune! Ten kto go wymyślił lub odnalazł, jest po prostu moim bogiem. W sumie to powinien być bogiem całej Arcanterry i powinniśmy go czcić na takich przyjęciach co tydzień! W prawdzie to nie ja jestem zwyciężczynią zagadki, bo postawiłam na kogoś innego, ale czy to ważne? Wszyscy zaczęli wyć i świetnie się bawić.Rozejrzałam się za poszukiwaniem jakiegoś spragnionego basiora, który chętnie by trochę poflirtował z tak uroczą waderą jaką jestem ja i coś tam udało mi się znaleźć. Dałam kilka kroków do przodu, aż tu nagle okazało się, że to nie jeden a dwa wilki. Ohyda! Stanęłam i przyglądałam się zakochanym, aż w końcu zrobiło mi się nie dobrze. Rozumiem jakieś szybkie akcje i zabawę, ale to? To jest po prostu nie do pomyślenia. Lepiej pójdę poszukać bardziej rozrywkowych samców.
Urian
Dokładnie przyglądałem się całej imprezie i byłem oczywiście obecny, choć nie brałem czynnego udziału w zabawach.Wizyta nietypowych gości była z początku bynajmniej dziwna i wcale nie dziwię się, że strażnicy zatrzymali ich, reagując przy tym widocznym niepokojem i pewną niechęcią. Nie codziennie granicę przekraczają jacyś przebierańcy, których zamiary nie są do końca jasne. Mimo to po dłuższej rozmowie z nimi ich zwyczaje mnie zaintrygowały. Przebieranie się, zabawa... Wszystko to brzmiało ciekawie i stwierdziłem ostatecznie, że wilkom spodoba się taka forma rozrywki. W końcu zawsze było to coś innego niż nasze standardowe uczty.
Zabawa szła całkiem interesująco. Wilki tańczyły, piły. Do tego zorganizowano zabawy i choć zagadka doprowadziła do pewnych nieporozumień, bo imprezowicze postanowili się przekrzykiwać, to nie było to nic szczególnie poważnego i spory zostały szybko zażegnany. To dobrze.
- Panie... - wilk, którego posłałem po nieco soku dla siebie odezwał się, żeby zwrócić moją uwagę.
- Dziękuję - rzuciłem i zabrałem napój, żeby spokojnie go skosztować. Nigdy nie piłem go dużo, tylko tak dla smaku, od czasu do czasu. Wiedziałem jednak, że niektórzy mieli do niego słabość.
Postanowiłem wstać i przejść bliżej jednego z grajków, bo wygrywana przez niego melodia zdecydowanie wpadła mi w ucho.
Moją uwagę przykuła kuląca się przy ścianie wadera. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Mi za to wydała się jakaś taka... bezbronna. Ciężko by mi było przejść dalej obojętnie.
- Coś się stało? - spytałem spoglądając na nią badawczo. Wilczyca była młodziutka, a znając reputację niektórych komików nieco niepokoiłem się, że któregoś mogło ponieść. Nawet nie chodziło o to, że któryś coś jej zrobił, ale mógł ją na przykład zwyczajnie wystraszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz