Tym razem postanowiłem dołączyć do grupy, która miała ruszyć na polowania na harpie. Potrzebne były ich pióra. Nie mam pojęcia po co, ale cóż. Od tego byli magowie.
- Panie mój... to może być niebezpieczne przedsięwzięcie, nie sądzę, byś powinien w nim uczestniczyć.
- Bla bla... skończyłeś już marudzić? - spytałem spoglądając na druida spode łba.
Doceniałem jego troskę, naprawdę, ale kurczę! Oddychać nie mogłem czasami za głęboko, bo jeszcze bym się przecież zapowietrzył i się udusił! Czy koło mojego ojca też się tak trzęśli? Szczerze mówiąc to nie przypominałem sobie czegoś takiego... choć fakt nie interesowało mnie to za bardzo.
- Proszę tylko byś na siebie uważał... - stwierdził w końcu wiedząc, że uparte ze mnie stworzenie.
- Zawsze na siebie uważam - wyszczerzyłem się niezbyt szczerze. Raz mnie już łatali po polowaniu... Drobny szczegół.
W góry dotarliśmy dość szybko i bez większych kłopotów. Teraz trzeba było szukać gniazd i samych harpii. Te stwory bywały wredne i niebezpieczne. Gdy broniły gniazd wpadały w istny szał, ale paradoksalnie stawały się też ostrożniejsze. W końcu nie chciały uczynić krzywdy swoim.
Poszukiwania nie należały do łatwych, bo skalne półki były ciężko dostępne, a same gniazda tak poukrywane, że niemal nie było ich widać z dołu.
W końcu się udało z tym, że... Gniazdo było spore, zbyt spore, a sąsiadujące zwyczajnie zniszczone i jakby długo nie używane...
- Co do..? - wymsknęło mi się i wtedy usłyszeliśmy ryk.
- Smok! - wrzasnął ktoś po czym biegiem rzuciliśmy się w dół.
Było źle... zajebiście wręcz źle. Nikt nie był przygotowany na widok smoka, a już tym bardziej walkę z nim.
Gad posłał w naszą stronę ognisty pocisk, który ledwo sparowaliśmy tak by nie dostać nim bezpośrednio. Wszystko wokół jednak zaczęło zajmować się ogniem. Magia powietrza zdecydowanie nie nadawała się do dłuższych potyczek z ognistymi jaszczurami.
- Wiać! Biegiem! - warczałem na wilki, które moim skromnym zdaniem zwyczajnie się guzdrały. Nie miałem zamiaru nikogo tu zostawiać czy pozwolić im poumierać.
Bestia wleciała w kanion, którym biegliśmy, a ja... wpadłem na pewien pomysł. Zebrałem wszystkie siły i szarpnąłem powietrze do ruchu. Potrzebowałem tornada. Sporego... Kilka wilków chyba zrozumiało co chcę zrobić i również używało swoich zdolności aby wzmocnić trąbę powietrzną. Smok wleciał z impetem w wir, a ja aż się zachwiałem od uderzenia wiatru. Mimo to udało nam się złapać stworzenie w pułapkę i chwilę później spore, czerwone cielsko łupnęło w skały i padło.
Wydałem rozkaz do ucieczki warcząc przy tym wściekle na tych, którzy wlekli się na końcu. Mieliśmy chwilę zanim smok pozbiera się i znów postanowi nas upiec. Do zamku dotarliśmy zmęczeni, poparzeni, a do tego bez niczego... nie ma co, wyprawa była boska.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz