Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

czwartek, 30 marca 2017

Ruin - Kocham Cię

Noc. Komnata. Posłanie. Ciemność. W sumie to nic nowego, bowiem każda noc wyglądała tak samo. Kładziemy się spać, mówimy dobranoc, a potem jedno z nas się budzi, wychodzi lub po prostu łka po cichu w poduszkę. Ja jednak nie należałem do tych, którzy płaczą w swe posłanie. Zdecydowanie wolałem się gdzieś ulokować, tak, żeby nikt nie widział. Po co to komu, prawda? Kogo niby obchodzę? To nie ich interes. Nic nie powinno ich interesować. To co zrobię ze sobą to tylko moja sprawa, jednak czasem mam dość. Wyobrażają sobie nie wiadomo co, boją się, że coś mi odbije. Czy ja wyglądam jak jakiś psychopata, czy coś w tym stylu? Nie. Przynajmniej tak sądzę. Ja... po prostu nie wiem. Nic nie wiem. Bezradność. Beznadzieja. Czemu to takie trudne?
Leżąc na swoim posłaniu i gapiąc się w blask księżyca, usłyszałem, że drzwi się otworzyły i ktoś wyszedł. Nie zwróciłem na to większej uwagi. Czasem tak trzeba. Jednak coś nie pozwalało mi na dłuższe rozmyślanie o sensie mego istnienia. Odwróciłem się i obejrzałem pomieszczenie bardzo dokładnie. Renn. To ona wyszła. Kochałem ją bardzo, jednak nie często rozmawialiśmy. Nie wiem dlaczego. Może to moja wina? Znikam i wracam nie prędzej niż wieczorem. Wyszedłem, by jej poszukać.
- Witaj. - oznajmiłem obojętnie, kiedy udało mi się ją znaleźć.
Renn
Próbuję krzyknąć do matki, żeby uciekała, ponieważ rudy basior zaraz ją złapie. Ale ona siedzi i się uśmiecha do moich braci. Tylko ja widzę zagrożenie. Nie umiałam z siebie wydać żadnego dźwięki czy krzyku, nawet pyska nie mogłam otworzyć, a moje ruchy były bardzo spowolnione, ledwo się ruszałam. Ze strachem patrzyłam na to, jak moją rodzinę pochłania żywcem ogień wywołany przez bursztynowego samca. Moje oczy nie chciały się zamknąć, więc zmuszona byłam do gapienia się na tą straszną scenę.

Otworzyłam załzawione oczy, ciężko oddychając. Wzięłam kilka, głębokich oddechów, po czym rozejrzałam się po komnacie. Sarissa, Ruin oraz Adriel ciągle spali, a ich klatki piersiowe spokojnie unosiły się oraz opadały. Odetchnęłam z ulgą. Miałam jednak dość tych koszmarów, które noc w noc mnie nawiedzały. Już nawet przestałam płakać po nich, a po prostu milczałam, czekając, aż me serce oraz umysł uspokoją się. W tym procesie pomagały mi nocne spacery do sadzawki niedaleko zamku, więc tam teraz zamierzałam się udać. Zeszłam z posłania, a następnie ciężkim oraz powolnym krokiem wyszłam z pomieszczenia. Nie minęła chwila, a ktoś się do mnie odezwał. Przestałam iść. Obróciłam się, a ujrzawszy Ruina, nie zareagowałam. Gapiłam się na niego tępym wzrokiem, jakbym była nieobecna. Nie miałam nawet siły na odpowiedzenie mu. Czyżby to były skutki mojego koszmaru? Czy efekty w nim obecne przenoszą się do rzeczywistości? To było prawdopodobne, choć bardzo niewygodne.
Ruin
Wadera się nie odezwała, więc ja też tego nie zrobiłem. Przez chwilę popatrzeliśmy się na siebie, w końcu ona ruszyła powolnym krokiem przed siebie. Zrobiłem to samo, aż w końcu zatrzymała się i usiadła na brzegu sadzawki. Cisza. Nie wiem czy powinienem z nią rozmawiać, jednak jakoś ostatnio nie miałem czasu dla niej, za co chciałbym przeprosić. Mimo chęci, nie powiedziałem nic. Nie potrafiłem. Milczenie.
Spojrzałem na wodę, po czym postanowiłem trochę poćwiczyć. Nigdy mi to nie wychodziło i obawiałem się, że zamrożę wodę tak jak to zawsze występowało. Nie potrafiłem tego naprawić. Lód i to wszystko, nic więcej. W tym przypadku nie było inaczej, woda zaczęła zamarzać, tworząc cudowne wzory.
- Przepraszam. Umiesz to naprawić? - zapytałem, patrząc najpierw na zamarzającą sadzawkę, a potem na siostrę.
- Czy to możliwe, bym bym magiem lodu? Nic więcej mi nie wychodzi. - dodałem obojętnie, chcąc jakoś zacząć rozmowę, a jednocześnie przestać myśleć o koszmarach każdej nocy.
Renn
Spojrzałam obojętnym wzrokiem na brata. Chyba próbował do mnie zagadać, jakkolwiek rozweselić. Będzie mu smutno, jeśli jego starania pójdą na marne. Nie chcę, aby Ruinowi było przykro. Westchnęłam, po czym zamrugałam kilka razy oczami. Następnie przeniosłam swój wzrok na zamarzniętą sadzawkę.
- Z tego, co mi wiadomo, zamrażanie oraz tworzenie lodu to umiejętności, które posiadają magowie wody - oznajmiłam obojętnym tonem. - Wątpię, że jesteś tylko i wyłącznie magiem lodu... Chociaż dziwne jest to, iż nie potrafisz zamienić w ciecz tego, co sam zamroziłeś.
Przyłożyłam delikatnie swą łapę do warstwy lodu unoszącego się na powierzchni wody. Potem wyobraziłam sobie, jak go rozmrażam. Dodatkowo zamknęłam oczy, gdyż to znacznie ułatwiało mi skupienie się na danej czynności. Wtem, ponownie je otwierając, zobaczyłam, jak lód zmienia się w wodę. Zdezorientowana spojrzałam na brata.
- T-te nasze żywioły są... Dziwne. - stwierdziłam.
Ruin
Zamilkłem na chwilę, obserwując dokładnie to co się dzieje z wodą, to co nas otacza, wsłuchując się w dźwięki natury, jednocześnie myśląc o tych słowach. Może i ona ma rację? Jednak ja kto możliwe, że nie miewa z tym problemów a ja tak? Starałem się jeszcze raz unieść wodę, jednak jedyne co mi się udało to ponowne zamrożenie jej i uniesienie lodu. Westchnąłem i dokładnie przyjrzałem się temu. Chyba to jednak nie dla mnie.
Spojrzałem na siostrę, prosząc ją jednocześnie o to, by naprawiła to wszystko, a ona bez większego trudu dała sobie z tym radę. Resztę czasu spędziliśmy w ciszy, bo o czym mogę z nią porozmawiać? Nie wiem czym się interesują wadery w jej wieku, nie mówiąc już o tym, że teraz jej tak jakby... nie znam. Zmieniliśmy się wszyscy... na tyle, bym nie mógł trafnie ocenić czego jej trzeba. Cisza i spokój. Po jakimś czasie postanowiliśmy wrócić do siebie.
- Kocham Cię Renn. - oznajmiłem, nim weszliśmy do komnaty. Dawno jej tego nie mówiłem, a kiedy w końcu mi się udało poczułem przyjemne ciepło i ulgę? Nie pozwolę skrzywdzić mej siostry, a Adriel na pewno mi w tym pomoże.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home