Padłem, zmęczony na czarną ziemię. Ziemia i nic więcej przed mymi oczyma. Jednak co to? Coś zimnego, mokrego właśnie spadło na me ciało. No ładnie, jakby mi jeszcze deszczu tu brakowało. Może to i lepiej? Niech mnie zaleje, utopię się w tym dołku nienawiści. Byłem spokojny, ale to skończone. W tej chwili aż żałuję, że nie jestem magiem ognia. Destrukcja wskazana, a tak to? Co ja sobie mogę tym powietrzem zrobić? Tornado? Huragan? Pociąć wszystkich na kawałki? To nic w porównaniu z pięknem płomieni. Wiatr to szybka śmierć, jeden cios i nie masz łba, a ogień? Męczarnie, płoniesz żywcem i tak właśnie chciałbym go zabić, niech cierpi, niech błaga, niech płacze z bólu i widzi moją nienawiść na pysku. Jednak, to dopiero po tym jak z nim pomówię. Odda mi po dobroci, to oszczędzę go, bo w końcu to brat, nie? Jeszcze muszę zająć się strażnikami, może i jestem bratem cesarza, ale nie zmienia to faktu, że on jest teraz ważniejszy i nawet przede mną będą go chronić. Muszą, a jak nie, to zdechną razem z nim.
Zamknąłem oczy, kiedy w dole pojawiło się więcej wody i powoli mnie zalewała. Chciałem się utopić, ale chęć przetrwania na to nie pozwalała. Czy samobójcy są odważni? Na pewno, ja nie dam rady tego zrobić, bronić się, chociaż nie chcę. Silniejsze jest to ode mnie. Wstałem na równe nogi i biegiem udałem się do zamku, po swoje rzeczy. Wyprowadzę się na Solitudine, do wojska... Jeśli będę szpiegiem, to nie będę musiał myśleć o tym syfie jaki się tu zrobił. Na korytarzu wpadłem na jakąś czarną waderę.
- Co ty robisz szmato! - warknąłem z wściekłością, jednak widząc jej wyraz pyska, zatrzymałem się na dłużej.
- A nie, czekaj. Jesteś tak samo nic nie warta jak ja. Przepraszam. - rzuciłem niby od niechcenia, jednak nie dało się ukryć, że jestem podirytowany. Jestem zerem, takim jak ona. Niby rodzina cesarska, ale niczym się nie zajmujemy. Po co niby? Nawet jeśli, to i tak Urian miałby ostatnie zdanie. Beznadzieja.
Sin
Ostatnie dni minęły w bardzo dziwny sposób. Najpierw przybyłam do Arcanterry, potem spędziłam noc w zimnych, mglistych górach, później były ze dwa tygodnie drogi przez, jak myślę, całą już szerokość dziwnej krainy wraz z białym, małomównym basiorem o imieniu Azriel jako przewodnikiem, który to, ku mojemu niezadowoleniu, wcale nie umiał tak wiele mi o tej krainie powiedzieć. Potem dotarliśmy do Wioski, tam biały się wycofał, a ja? A co ze mną? Cóż... kilka pierwszych dni spędziłem właśnie tam, w Wiosce. Nie wiem czemu. Może się bałam i chciałam podświadomie odwlec przyjście do pałacu, może chciałam po prostu lepiej poznać Arcanterrę, a może skusiła mnie przyjemna atmosfera małego skupiska domostw? Cóż, później ruszyłam już bliżej pierwotnego celu, bo przeniosłam się do lasu, parę nocy wedle starego przyzwyczajenia spałam pod gołym niebem, jeszcze trochę tam pozwiedzałam, ale w końcu stwierdziłam, że nie ma co się tułać w swym niezdecydowaniu, że trzeba wreszcie się odważyć i iść po tą komnatę. Rozmowa ze strażnikiem o dziwo była tylko odrobinę zawstydzająca, a w jej wyniku dostałam małą, przytulną komnatę na pierwszym piętrze. Czy mi się spodobała? Tak, myślę, że tak. Grube mury zamku dają zimno i mrok, a jednocześnie to takie dziwne uczucie, kiedy siedzisz w pomieszczeniu, gdzieś daleko od natury, ledwo co słyszysz tylko wiatr za oknem, jest ciepło, a pod twoimi łapami znajduje się jakieś dziwaczne, niezwykle wręcz dziwaczne plecione posłanie, obok skrzynia o równie przedziwnym kształcie... Czy ja umiałabym coś takiego stworzyć? Ciekawe, nawet ciekawe, ale dobra, nie ma co o tym tyle rozprawiać. Tak czy inaczej, wprowadziłam się niedawno, mijały pierwsze dni, jeszcze nie wszystko rozumiałam, nie wszystko miałam zorganizowane, ale jakoś dawałam radę, a moim głównym zajęciem stało się wtedy dekorowanie komnaty. Miałam już materiał zasłaniający okno, jakieś małe, kolorowe ozdóbki, a teraz przyszła pora na coś bardziej naturalnego... Tak... Wracałam właśnie do pałacu, ciągnąc ze sobą skórę z jelenia, którego dopadłam w pobliskim przecudnym gigantycznym lesie. Czemu nie, nie jest podziurawiona, bo bardzo uważałam, raczej w jednym kawałku, dokładnie oczyściłam ją jeszcze za pomocą magii wody. Jest miękka i posłuży mi jako element posłania, przyjemnie będzie się na niej spać, ewentualnie położę ją na zimnej posadzce jako taką dekorację. A może nawet uda mi się ją pociąć w paski i wykonać jakiś fajny talizman? Nie, nie teraz, lepiej niech zostanie na posłaniu. Świetnie. O, właśnie moim oczom ukazała się ukochana budowla. Weszłam na schody, z rozmarzeniem spoglądając na królewskie ogrody (może kiedyś bym w nim popracowała? To chyba nawet wypada robić zwykłym członkom tej niezwykłej społeczności), potem na korytarz. Moje kroki były pewne, głowa w górze, nie spuszczałam jej już do ziemi przy spotkaniu kogokolwiek (czyżby mieszkanie tutaj sprawiło, że zyskałam na pewności siebie?), niestety, jak zwykle byłam bardzo zamyślona i z kimś pięknie się zderzyłam. Skóra upadła na podłogę. Mnie wcale nie bolało, chciałam rzucić tylko krótkie ,,pardon'' i ruszyć w dalszą drogę, kiedy wilk głośno i aż przerażająco wściekle krzyknął. ,,Co ty robisz szmato!'', jego słowa. Nie powiem, byłam zszokowana, wzdrygnęłam się widocznie i otworzyłam usta, chciałam coś powiedzieć, ale zrezygnowałam. Spokojnie. Uspokój się. Uśmiechnij się i nie zwracaj uwagi. Nie jesteś tym, kim się nazwał. Wedle planu już chciałam ruszyć dalej, kiedy basior znów się odezwał, tym razem bardzo spokojnie. Bedąc szczerym, ten ton i mnie uspokoił, momentalnie pomógł mi w całkowitym wyzbyciu się gniewu. ,,A nie, czekaj. Jesteś tak samo nic nie warta jak ja. Przepraszam'' - następne jego słowa. Nie warta... Czy to obraza? Stwierdzenie faktu? No, chyba trochę niegrzeczne... Ale nie, nie komentuj, on ma swoje humory, on też może by być pewnie nie do końca sprawny umysłowo, zupełnie jak biały samotnik z gór, może nie radzi sobie z gniewem, a ważne, że przeprosił. Może była w tym pogarda, nie wiem tego do końca, ale z jakiegoś powodu uznałam to za miłe.- Wybacz mi proszę, że nie uważałam. Wstyd mi z tego powodu. Jestem Sin Hardy. Zdradzisz mi swoje imię? Naprawdę miło by było cię poznać. - pozostawiłam nie do końca przyjemne słowa bez komentarza i postanowiłam zacząć rozmowę. A naprawdę było mi miło go poznać. Naprawdę kocham poznawać nowe wilki.
Zeconi
Czy ona sobie ze mnie żartuje!? Robi to specjalnie, prawda? Nie dość, że jest nikim, zwykłym nic nie znaczącym kundlem to jeszcze odwala takie cyrki? Rozumiem, że nie jestem już ani księciem, ani cesarzem, ale jak ona śmie mnie nie rozpoznawać! Co to za plebs! Normalnie miałem ochotę ją zagryźć, rzucić o ścianę, rozszarpać na kawałki. Wtedy nie byłoby takiego śmieszkowania. Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Warknąłem na nią, patrząc z pełną pogardą, ale przecież jestem nikim... nic nie zrobię, a jak zrobię to trafię do lochów, może nawet karę śmierci by mi cudowny braciszek ofiarował.- Głupia jesteś czy udajesz? Rozumiem, że nie jestem już księciem i nie zostałem wybrany na cesarza, ale jak śmiesz mnie nie poznawać? - rzuciłem mimo wszystko. Tak, jestem zły i się z tym nie ukrywam, a jakaś głupia waderka tego nie zmieni. W ogóle po co ja z nią rozmawiam? Nie mam na to czasu, muszę zabrać swoje rzeczy i iść do nowego domu. Urian nie ma tam po co przychodzić, bo generał wszystkie dane mu wysyła. Doskonale wiemy też, że generał zajmuje się wojskiem a nie cesarz.
Sin
Ileż to wściekłości? Czy on nie daje się trochę za bardzo ponieść emocjom? Zachowuje się, jakby go jakiś demon opętał, jakby zaraz miał uderzyć łapą o ziemię i rozwalić całe zamczysko... Swoją drogą podejrzewam, że zrobiłby to za pomocą magii powietrza. Jest taki energiczny, wygląda na zwinnego, sierść jego ma szarą barwę, podobną do barwy nieba zasłanego pędzącymi szybko, pierzastymi chmurami w jakiś wietrzny dzień, a poza tym, kiedy się na niego patrzy, już można oczami wyobraźni dostrzec szalone, pędzące tornado, które wyrywa drzewa i kamienie, niszcząc wszystko na swojej drodze... I ma w sobie jeszcze coś takiego... takiego... orzeźwiającego... czuć od niego wolność... jak... to tak jakbyś stanął na samym szczycie gór i czuł ten górski, niezwykły wiatr na skórze... Ah. Swoją drogę, ciekawe, czy moja hipoteza dotycząca żywiołu wilka jest zgodna z prawdą, ale chyba nie mogę o to teraz zapytać, teraz to on jest wściekły i trzeba działać ostrożnie. A jak? Uciekać? Odejść, jakby nie było sytuacji? Nie, on i tak mnie dopadnie... Żartuję. Ale moja osobista kultura nakazuje mi naprostować całą sytuację. Plus, mam jeszcze cichą nadzieję, że uda mi się go udobruchać, że mi się przedstawi, poznamy się, może wreszcie będę miała z kim porozmawiać... Tak. Wzięłam głęboki wdech i zastanowiłam się nad całą sytuacją, nad wszystkim, a wtedy nagle dotarły do mnie jego słowa. O, Arcanusie. Książę. Brat cesarza. Co to za... Rzeczywiście, ma rację, nie poznałam go. I jak się teraz zachować? Pierwszy raz widzę kogoś z rodziny królewskiej. Słyszałam o nich, rzecz jasna, ale nigdy nikogo nie widziałam. I Cóż, teraz to naprawdę przyszła potrzeba, by to naprostować. Naprawdę poważna.- Nie, ja oczywiście wiem, oczywiście wiem o wszystkim, wiem o tobie, nawet jeśli nie mieszkam tutaj zbyt długo. Wiesz, jestem nowa, niektóre rzeczy można by mi wybaczyć, ale... Wiem o Urianie, o cesarzu, wiem o nim bardzo wiele. Wiem o tobie, ty musisz być Ze... - nie, proszę, nie, czy ja właśnie w tej chwili musiałam się zaciąć? W myślach błagałam, żeby przypomnieć sobie właśnie to imię, rzeczywiście rzadziej powtarzane w zamku od imienia Uriana, rzeczywiście, przyznaję, miałam problem z przypomnieniem go sobie, ale proszę, nie tutaj, nie teraz, nie mogę tego przyznać, przecież właśnie pocieszam cesarskiego brata i, co może nawet ważniejsze, ratuję siebie samą przed zyskaniem opinii głupiego ignoranta. - Zeconi. - Ach, odetchnęłam z ulgą, kiedy mnie oświeciło. - Jesteś Zeconi... I macie trzy siostry. Evengeline, tak... Widzisz, to znaczy, widzisz, panie, ja naprawdę bardzo was szanuję, wiem, że macie bardzo ciężkie zadanie i bardzo to doceniam, a nie poznałam pana, bo... bo po prostu nie widziałam pana jeszcze na oczy. Gdzie mogliśmy się spotkać? Nigdzie. Ale bardzo cię szanuję, naprawdę.
Uff, co za potok słów. Na koniec dodałam jeszcze krótkie, proste, najuprzejmiejsze:
- Cz-czy szanowny pan jest teraz bardzo zajęty?
Jak do normalnego wilka. Bo, kto wie, może będzie jeszcze normalnie. I fajnie. Chciałam z nim porozmawiać. Byle tylko dało się go uspokoić.
Zeconi
Wadera zaraz się poprawiła i zaczęła wylewać z siebie te wszystkie niepotrzebne słowa. Jej ton głosu był taki, w sumie to słodka była. Przewróciłem oczyma, po czym czekałem aż skończy, nawet nie poprawiłem jej z tymi siostrami. Mam cztery siostry, Diana, Lee, Evangeline i Rosemary. Jednak dowie się o tym w swoim czasie, sama. Moje siostry też już nie są ważne, zwykłe waderki, które może mieć każdy. Chociaż wydaje mi się, że powinny zabrać się za jakiś samców z przydomkiem królewskim. Ja bym je wysłał od razu do innych watah i niech służą królom. Pokój zawsze przyda się, prawda? Hmm, ciekawe czym one się teraz zajmą, chociaż z drugiej strony... zawsze były nie ważne. Podmioty.- Brawo. - oznajmiłem z pogardą, przewracając oczyma.
- Jestem. Chcesz mi pomóc to chodź. Szykuję się do podróży. - dodałem obojętnie. Normalnie to zająłbym się nią odpowiednio, ale mam ochotę wyjść z zamku jak najszybciej to możliwe i nawet taka słodka księżniczka mi nie przeszkodzi. Może kiedy indziej się spotkamy. Nie interesuje mnie, nie mam na to czasu.
Nie czekając na waderę, odszedłem i wybrałem się do komnaty po moje rzeczy. Idę do twierdzy na Solitudine. Teraz to postanowione.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz