Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

poniedziałek, 13 marca 2017

Leria - Rzemiosło (1)

W południe szłam ścieżką z lasu do zamku. Chłonęłam otoczenie całą swoją osobą. Słuchem, węchem, wzrokiem i dotykiem. Rana po niefortunnym wypadku w mojej komnacie już prawie się zasklepiła i miałam pozwolenie na chodzenie gdzie tylko mnie bogi powiodą. Oczywiście, medycy straszyli mnie jeszcze jakąś infekcją, ale trochę ich zignorowałam. Jak cudownie było wdychać woń lasu! Poszukiwałam w nim jakichś kamyczków czy drewienka, z których mogłabym zrobić mój pierwszy naszyjnik czy tam malutką figureczkę. Bo tak! Tobago wziął mnie na jego pomocnika. Dlatego też byłam w skowronkach. Moją uwagę przykuło drewienko przy drodze toteż schowałam je do torby i spojrzałam na horyzont. Już sylwetka naszego zamku się pojawiała. Nie mogę się nadziwić jaka jest potężna i piękna. Toć to nie do wiary, że normalni wilkowie takie coś stworzyli! W skryciu też pragnęłam osiągnąć taką wprawę i wiedzę by coś takiego stworzyć. A do tego dochodził zapał, który rósł od spotkania basiora Tobago i nieudanej próbie zrobienia figury. Jak mi się uda coś stworzyć to na pewno mu pokażę. Aj, nie wiem,, dlaczego mi tak zależy, na tym by on mię pochwalił. Jakoś bliski jest memu sercu. Przeszłam przez zamkową bramę i przez ogromne drzwi. Przeszłam przez korytarz, by wejść do mojej komnaty. Wzięłam dłuto i już zaczęły się kłopoty. Otóż w głowie miałam figury misterne, kunsztowne, a nie takie jak mogłabym w tej chwili stworzyć; marne i niewielkie. Po prostu mam za ambitne plany. Zrobię może medalionik z jakimś wzorem. To powinno wystarczyć na początek. Z nową myślą podniosłam dłuto i zabrałam się do roboty. Po półgodzinie medalionik był już gotowy i zawieszony na sznurku! Zebrałam wiórki z komnaty i wyrzuciłam do drewnianej skrzyneczki na odpadki. Wyszłam z komnaty i skierowałam się ku pracowni rzemieślniczej z uśmiechem na pysku. Na okrągłym medalionie wydłubałam znak Peruna co można by opisać jako sześciokątny okrąg lub koło. Powiem Tobago, że po prostu taki kształt do głowy mi wszedł i musiałam go gdzieś zmaterializować. Wstąpiłam w progi jednej z komnat i spojrzałam prosto na Tobago. Był z jakąś waderą... i mieli się ku sobie. Mina mi zrzedła i odwróciłam się. Nie, nie. Nie, że odczuwam zazdrość. Cieszę się z jego, ich, szczęścia, ale... Nie, nieważne. Znajdę kogoś innego. Jakiegoś basiora. Ech... A może bym tak oddała się bogom? Wtedy to zaloty miałabym głęboko w rzyci. Zamknęłam za sobą cicho drzwi i wróciłam do komnaty. Jakoś nie chciało mi się nic więcej robić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home