Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

czwartek, 23 marca 2017

Foxy - Wrak

Dzisiejszego dnia postanowiłam odwiedzić starego znajomego Gavroche. W prawdzie wilk ten jest dziwny i miewa humory, ale czemu by nie zajrzeć, prawda? Nie wiem czego mogę się spodziewać, bowiem żadnych plotek na jego temat, po prostu tak jakby nie istniał. Jak kto możliwe? Nawet jakby nie miał przyjaciół to byłyby jakieś plotki a tymczasem nic, totalne zero. Może coś mu się stało? Nie no, wtedy na pewno wszyscy by wiedzieli. Ehh, naprawdę nie wiem co myśleć, jednak mam już plan na dzisiaj jakbym go nie znalazła. A tak swoją drogą to gdzie on mieszkał?
- Przepraszam! - krzyknęłam do jednego strażnika, który właśnie szedł korytarzem. Hmm, niezły.
- Słucham Cię droga panno the Fury? - uśmiechnął się.
- Szukam mojego kolegi, wiem, że ma na imię Gavroche. Poza tym to chyba nic więcej nie pamiętam, no może jeszcze, że jest brązowy? - próbowałam sobie cokolwiek przypomnieć, jednak nie za wiele mi się udało. Serio, dawno się nie widzieliśmy. Czasem to się dziwię czemu mnie ten łamaga interesuje, ale trudno... wpadł mi do głowy dzisiaj i muszę się tego pozbyć, a nie pozbędę się póki go nie spotkam.
- Czekaj. Wydaje mi się, że mówisz o Gavroche the Hawking, a jeśli tak to zaczynam się o ciebie bać panno the Fury. - zaśmiał się, jednak niezbyt rozumiałam o co chodzi.
- Bardzo interesujące, może wyjaśnisz? - odwzajemniłam się słodkim uśmieszkiem.
- No cóż, można powiedzieć, że on nie żyje, bowiem kto chciałby mieszkać na Solitudine i to na własną łapę. Nawet nie zagląda do koszar. - wyjaśnił.
- A co jeśli on naprawdę nie żyje? - zapytałam, zastanawiając się nad tym trochę głębiej. Zawsze był dziwny...
- Możliwe, jednak nic mi o tym nie wiadomo. - odparł ze spokojem, tak jakby w ogóle się tym nie przejmował.
- No nic, pójdę go poszukać, może coś znajdę. Dziękuję za pomoc. - dotknęłam nosem lewego boku pyska kaprala, po czym postanowiłam wybrać się na Solitudine. W prawdzie zajmie mi to kilka dni, nim uda mi się odnaleźć brązowego, jednak lepiej mieć to z głowy.
Tak jak myślałam. Kilka dni a po nim ani śladu i kiedy już traciłam nadzieję, że kiedykolwiek go znajdę, dostrzegłam coś. Brązowy ogon wystający z jakiegoś dołka. Podbiegłam szybko i zauważyłam w nim mojego znajomego, który nie czuł się najlepiej. Próbowałam go ocucić czy zachęcić do wydania z siebie jakiegokolwiek dźwięku, jednak nic. Nie zabiorę go stąd sama, nie dam rady.
Pobiegłam do strażników do koszar, którzy zabrali Gavroche do sali medycznej. Co jak co, ale pobędzie tam kilka dobrych tygodni nim wyzdrowieje. Najgorsze, że nie wiem co mogło mu się stać. Czy ja się czasem martwię? O niego? Nie, to dziwne. Ja taka nie jestem, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home