Pobiegłem gdzieś, w jakieś spokojne miejsce, tam gdzie mnie nikt nie znajdzie, do lasu. Łez było coraz więcej, tak, że nie widziałem gdzie dokładnie się zmierzam. Mój obraz był strasznie zamazany, jakieś ciemne plamy ścian korytarza i tajemnicze, mgliste postacie. Zamknąłem oczy na chwilę i nie zauważyłem, że ktoś właśnie wyszedł z komnaty. Szybko przeprosiłem, nie zwracając uwagi na tego wilka i pobiegłem dalej... dajcie mi wszyscy spokój, na wieki...
Poza zamkiem było łatwiej, widziałem zamazany las, więc biegłem w tamtym kierunku. Potknąłem się, znowu... ktoś krzyczał, jednak nie obchodzi mnie to. Nie chcę teraz nikogo. Jak ona mogła!
Nie dobiegłem... dałem sobie spokój, leżąc gdzieś, w jakimś dołku do którego wpadłem. Nie był głęboki, wyszedłbym, ale po co? To nie ma już sensu... Jak, jak ona mogła? Kochałem ją, kocham cały czas. Tak tęsknię... dlaczego!?
- Vallis umbrarum tenebrarum. - wyszeptałem, łkając. Było to zaklęcie iluzjonistyczne, które otoczyło najbliższy mój świat w mrokach i mgle, tak, by nikt mnie nie znalazł. Zgubi się, bo nie będzie wiedział, ze to tylko nie prawda.
Sarissa
Wyszłam z komnaty i wtedy ktoś na mnie wpadł.- Soovimatu? - spytałam spoglądając na wilka, a on... nie odezwał się tylko pognał pędem w stronę wyjścia. Miałam złe przeczucia, bardzo złe. Ruszyłam więc za nim bez chwili wahania. Biegłam, co czas jakiś wykrzykując jego imię. Nie rozumiałam co się stało... Byłam jednak pewna, że było to coś strasznego. Basior nigdy nie zachowywał się w ten sposób. Nigdy! Musiał mieć więc do tego naprawdę poważny powód.
Wbiegłam za Soovimatu do lasu, wciąż gnając na złamanie karku, a mimo to nie mogłam go dogonić. Straciłam go z oczu, a zaraz później wokół mnie zapanowała ciemność. Ledwie cokolwiek widziałam spowita mrokiem i snującą się wszędzie mgłą.
Usłyszałam za sobą szelest, jakby dźwięk ocierających się o siebie łusek... dużych łusek. Odwróciłam się i z przerażeniem dostrzegłam wijący się kształt tuż na granicy widoczności. Zaraz usłyszałam inny pomruk, złowieszczy i... znajomy. Zobaczyłem ślepia, spłaszczony pysk i białe futro... To było to samo stworzenie, które zaatakowało mnie w górach... Cofnęłam się w przestrachu miotając przy tym kamiennymi iglicami w stwora... On jednak uskoczył bez problemu, a tuż za mną znajdował się wężowaty stwór.
Co tu się działo? W lesie nie było takich stworzeń... Nie było... nie mogło być! Soovimatu, musiałam go znaleźć, tu było niebezpiecznie...
Soovimatu? Czyżby? - przebiegło mi przez myśl. Sarissa myśl racjonalnie... Myśl! Twój przyjaciel to mistrz iluzji. A ty wiesz, że takich stworzeń tu nie ma... nie tutaj, nie tak blisko zamku.
Zamknęłam oczy chcąc uspokoić skołatane serce i starałam się stać w miejscu, choć wszystkie moje zmysły nakazywały mi ucieczkę przed czającymi się we mgle potworami. Kiedy otworzyłam oczy było... spokojnie. Być może nie normalnie, zaklęcie wciąż trwało, ale nie miało już nade mną kontroli. Ruszyłam więc dalej, kierowana węchem i słuchem by w końcu znaleźć basiora.
- Soovimatu... - wyszeptałam i weszłam w jamę w ziemi, żeby ułożyć się obok niego.
Nie pytałam co się stało. Zwyczajnie go przytuliłam pocierając nosem jego kark. Chciałam go uspokoić. Serce krajało mi się, gdy czułam jak jego ciałem targa szloch. Co się stało? Kto go skrzywdził? A może coś się stało jednemu z jego dzieci?
Soovimatu
Nie słyszałem nic poza swoimi odgłosami. Płacz. Nienawiść. Smutek. To wszystko teraz czułem, nie wiedząc co mam zrobić. Jak ona mogła? No jak? Tak się przecież nie robi. Szczenięta to najcudowniejszy dar jaki jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Jak wiele wader chce mieć dzieci, ale nie może? Jak wiele rodzin przechodzi przez przemoc? Nie rozumiem, jak można krzywdzić te małe urocze kłębuszki a tym bardziej jak można nie chcieć znać własnego syna... jestem dorosły, przecież nie musi nic już robić, tylko... dać mi chwilkę. Czy to tak wiele? Czy ja naprawdę oczekuję czegoś nie możliwego? Nie, to tylko jedna mała prośba. Chciałem porozmawiać, dowiedzieć się czegoś i ukoić me serce, które z tęsknoty prawie umarło. Teraz? Czy ja właśnie teraz nie umieram? Umieram i to bardzo, cierpię jak nigdy i lepiej było wcześniej. Nadzieja odeszła, bo prawda ją zastąpiła. Dopiero teraz doceniam to, jak bardzo ją kochałem, tą głupią nadzieję. Kochałem bardzo, nie zdając sobie sprawy z tego, że kiedyś prawda mi przeszkodzi. Naiwny wilk, który nawet nie spodziewał się tego, że kiedyś coś takiego może się stać. Pozytywnie, tak? Nic już nie będzie pozytywne i radosne... Umrę z rozpaczy.Nagle poczułem ciepło, jednak nic sobie z tego nie robiłem. Leżałem, skupiając się jedynie na płaczu, na łapaniu oddechu, który był teraz tak trudny do złapania. Dlaczego? Ona taka nie jest, naprawdę. Nie jest. Ja w to nie wierzę, nie chcę wierzyć. To wszystko to nieporozumienie.
Zaklęcie przestało działać i znów poczułem promienie słońca na pysku, jednak to nie one sprawiły, że przestałem szlochać. Leżałem, tak po prostu z zamkniętymi oczami, rozluźniając wszystko i zagłębiając się w dotyku wadery. Pustka. Cisza.
Nie wiem ile czasu minęło, ale na pewno sporo. Nie byłem w stanie stąd wyjść, jednak kiedyś trzeba było. Podniosłem się, siadając z opuszczonym pyskiem. Tak mi głupio, że ona musi na to patrzeć. Nie chciałem tego. Nie zasługuje na me smutki, jednak nie zawsze jest kolorowo. Starałem się robić wszystko by nie musiała nigdy mnie pocieszać, a tu proszę... zepsułem wszystko. To może nas zniszczyć. Bałem się tego.
- Przepraszam. Nie chciałem cię w to wciągać. - oznajmiłem nie patrząc na nią, a jedynie gdzieś w bok na jakiś kamyczek.
- Byłem u niej. - dodałem, a na moim pysku znowu pojawiła się łza, a potem druga. Zaciskałem szczękę, by nie ciągnąć tego dalej, jednak... nie udało się.
- Jak ona mogła mi to powiedzieć. Jestem dla niej nikim, ścierwem, ofermą... to nie jest matka. - płakałem, po czym padłem na ziemię, zakrywając pysk łapami.
Sarissa
Ona? Matka? Powoli zaczęłam łączyć fakty. Więc to taką rodziną była dla Soovimatu Foxy? Była jego matką? Do tego powiedziała mu tak okropne rzeczy? Odrzuciła go? Foxy była trudna... to fakt, ale nie sądziłam, że do tego tak nieczuła.- Nie przepraszaj - powiedziałam ciepło.
Znów zbliżyłam się do niego tak, by siedzieć jak najbliżej.
- To co ona mówiła nie jest prawdą. - tym razem mój głos brzmiał pewnie.
- Nie jesteś ofermą tylko kimś niezwykłym i bardzo wartościowym. Jesteś wspaniałym wilkiem. Cudownym ojcem, który oddał serce i czas szczeniętom, które nie są być może z jego krwi, ale nie miało to znaczenia. Jesteś wspaniałym przyjacielem, który jest zawsze kiedy tylko tego potrzebuję choćby tylko po to, żebym mogła czuć, że nie jestem ze wszystkim sama. Jeżeli ona nie potrafi tego zrozumieć to szczerze jej współczuję. Współczuję, że przez klapki na oczach nie potrafi dostrzec jak jesteś dobry. - mówiłam.
Soovimatu
Trudno było się pozbierać, bo te myśli, te słowa... cały czas krążyły w mej głowie. Samo jej imię powodowało, że nie mogłem się powstrzymać. Jak ja teraz będę żył, wiedząc to wszystko? Zobaczę ją na korytarzu i co? Zacznę płakać? To nie ma sensu... nie mogę tam wrócić, bowiem wiem, że jest blisko. Poza tym uczy Ruina, Adriela i Renn, którzy opowiadają czasem co się wydarzyło na zajęciach. Jak ja teraz będę tego słuchać? Jak mam pytać o ich dni, skoro większość czasu to Foxy. Nie pozostaje mi nic innego jak wyprowadzka. W miejsce, w którym jej nie ma. Nie ma takiego miejsca... nigdy go nie będzie, bowiem trzeba by było wyrwać me serce. Kocham ją. Zawsze kochałem. To było moje jedyne marzenie, a teraz? Nie mam po co żyć. Nic więcej nie chciałem, jak tego dnia, ale to nie miało być tak. Mieliśmy się cieszyć, spędzić miło czas, opowiadać o wszystkim... mieć kogoś, kto by mnie kochał w taki sposób, jak ja kochałem swoje szczenięta. Tak bardzo się starałem sprawdzić by czuły się dobrze. Jeden rodzic, ale jest... ja nie miałem ich wcale i nadal nie mam. Wiem, że są, ale nie osiągalni. Żyją, ale mnie nie chcą... Nawet ojciec. Tyle lat pozwalał na to by jego strażnicy pomiatali mną, a on... nic. Patrzył na to wszystko z zimną krwią, z sercem... z lodu. Obydwoje nie mają serca.Przytuliłem się do wadery i słuchałem jej kojącego głosu. Nie ma racji. Jestem nic nie wartą istotą, bowiem własna matka mnie chce. Nigdy nie chciała. Co ja jej zrobiłem? Właśnie. Urodziłem się i to zbyt wiele dla niej. Czemu nie słuchałem? Czemu nie widziałem? Prawda była tuż obok, ale nadzieja zakryła mą duszę. Żyłem z nią, zatruwając się coraz bardziej. Nie żałuję, bowiem przez chwilę miałem mamę, która mnie kochała. Ojca też miałem, też mnie kochał. Iluzja. Po co ja w ogóle zacząłem się nią bawić? Po co stworzyłem to wszystko? Po co oglądałem coś, co nigdy nie było prawdą i nie będzie... nie zauważyłem jak moje życie stoczyło się na samo dno lub też uleciało za wysoko, do świata fantazji. Chwila nieuwagi i spadasz z chmur na ziemię. Łamiesz kości. Krwawisz. Cierpisz. Tracisz wszystko. Umierasz.
- Muszę odejść. - powiedziałem po dłuższej chwili. Tak chyba będzie najlepiej dla wszystkich.
Sarissa
Odejść - to słowo dźwięczało mi w uszach i ciążyło mi na sercu. Rozumiałam... A przynajmniej tak mi się wydawało. W końcu co mógł czuć wilk, którego odrzuciła jego własna rodzicielka. Widziałam jak wiele było w nim smutku. Czułam jak wciąż drżał. Mimo to... nie chciałam, aby odchodził. Soovimatu przez ten czas, który z nim spędziłam stał się integralną częścią mojego życia. Był członkiem rodziny, nie tylko przyjacielem... Myśl o tym, że mogłabym go stracić była naprawdę czymś strasznym. Być może było to samolubne... Nawet jeżeli chciałam go przy okazji pocieszyć, zapewnić, że nie jest wcale sam.- Proszę... nie mów tak - wyszeptałam. - Przemyśl to jeszcze... Jesteś ważny dla maluchów... dla mnie. Wiesz przecież.
Co miałam zrobić by go przy sobie zatrzymać? Co mu powiedzieć? Nie miałam pojęcia... Mogłam jedynie prosić i mieć nadzieję.
Soovimatu
Czy to ma w ogóle sens? Czy rzeczywiście mogę być dla kogoś ważny, skoro własna matka mnie nie chce? Nie wiem, muszę to przemyśleć. Wszystko muszę przemyśleć. Teraz to nie pora na decyzje, teraz... chcę być sam. Wszystko straciło sens, teraz nie mam celu... chęci, nie chce nic. Umrzeć. Odejść. Dać sobie spokój i mieć wszystko z głowy. Oh, tak byłoby najprościej, jednak czy najrozsądniej? Nie wiem, nie teraz.Wstałem z ziemi i postąpiłem parę kroków przed siebie, patrząc na ścieżkę. Westchnąłem i zamknąłem oczy, po czym odwróciłem łeb w kierunku wadery.
- Chcę zostać sam. Odezwę się jak wszystko sobie poukładam. - oznajmiłem, próbując się nie rozpłakać. Zamknąłem oczy i zacisnąłem szczękę, po czym odwróciłem łeb i odszedłem. Zostanę w lesie na jakiś czas... potrzebuję odpoczynku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz