Kiedy wszyscy już znaleźli się na swoich miejscach, ja postanowiłam skorzystać z magicznej kulki od magów. Miałam to zrobić na wcześniejszych zajęciach, ale zajęliśmy się teorią i legendami, że nie było czasu. Wyciągnęłam więc nowe obiekty i ułożyłam na początku sali w równych odstępach, po czym kazałam każdemu młodemu wilkowi podejść do każdego z nich. Jeśli wilk posiada dany żywioł kulka powinna zacząć świecić, zależenie od żywiołu jaki posiada. Woda na niebiesko, ogień na czerwono, ziemia na zielono i powietrze na biało.
Pierwszy uczeń okazał się magiem wody, tym samym pokazują, że kule działają. Chociaż nie wiadomo, prawda? Może równie dobrze być magiem powietrza, jednak skoro kulka mówi tak a nie inaczej to przetestujemy. Dałam mu miskę z wodą i kazałam ćwiczyć, tłumacząc dokładnie jak wygląda to zadanie. Telekinezą wody nie weźmie, to pewne. Musi ćwiczyć swój żywioł poprzez chęć uniesienia wody, zamrożenia jej lub podgrzania. Wiadomo, że na pierwszej lekcji to nie będzie takie proste, jednak malutkie postępy wskażą nam, że ten wynalazek magów naprawdę działa.
Renn
Zbliżyłam się niepewnie do magicznej kuli. Wadera wytłumaczyła nam, że ten przedmiot umożliwia wykrycie tego, jaki żywioł posiada dany wilk. Z tego co słyszałam, moi rodzice byli magami wody oraz ognia, więc którąś z tych mocy odziedziczyłam po nich. Zamknęłam na chwilę oczy, po czym ponownie je otworzyłam. Tajemnicza kula przybrała barwę niebieską, co oznaczało, że moim żywiołem jest woda. Uśmiechnęłam się delikatnie, bowiem wolałam tą moc. Nie wyrządza tak dużej krzywdy jak ogień; wręcz przeciwnie! Słyszałam, iż plemienni uzdrowiciele są magami wody i umieją nią leczyć rany. Sama bardzo chętnie nauczyłabym się tej umiejętności, lecz pierw trzeba skupić się na podstawowych ćwiczeniach. Zależnie od tego, jaki żywioł posiadał wilk, taki też trening był mu przydzielany. Ja miałam ćwiczyć nad miską z wodą. Mój cel był niby prosty, a jednak trudny - unieść przezroczystą ciecz. Zagryzłam lekko wargę, rozglądając się. Miałam nadzieję, że nie będę ostatnią, której uda się wykonać zadanie. Wątpiłam w swe umiejętności, aczkolwiek spróbowałam. Skupiłam się maksymalnie na wodzie, a w głowie miałam tylko te słowa - podnieś się! Czułam, jakby moja czaszka miała zaraz eksplodować. Wtem ciecz delikatnie uniosła się do góry, lecz po chwili ponownie opadła. Odetchnęłam głęboko, czując ulgę. Muszę spróbować jeszcze raz... Dla mamy i taty.Adriel
Nadeszła moja kolej by podejść do kuli, którą przygotowała dla nas nauczycielka. Wiedziałem jakie moce mogłem odziedziczyć i szczerze mówiąc oba miały zarówno plusy jak i minusy. Woda była spokojniejsza, mogła przynieść ukojenie, wspomóc leczenie. Ogień był za to bardziej destrukcyjny, ale pozwalał bronić innych. A ja pragnąłem bronić moje rodzeństwo, nawet jeżeli oznaczałoby to walkę z innymi.Spojrzałem w kulę i skupiłem na niej swoje myśli. Po chwili obiekt rozjarzył się czerwonym, złowrogim blaskiem. Czyli ogień. Dobrze, niech i tak będzie.
Ruszyłem na wskazane przez Foxy miejsce. Przede mną leżała kępka wyschniętej trawy. Materiał był tak suchy, że wystarczyła iskra by go podpalić... Malutka iskra... Trzeba było ją jednak wykrzesać. Skupiłem się na roślinie, ale... nic się nie działo. Ani za pierwszym, ani za drugim razem. Nie denerwuję się za często, ale tym razem... poziom mojej irytacji szybko podskoczył. Musiałem mieć żywioł i musiałem umieć się nim posługiwać. Zwyczajnie musiałem. Musiałem być silny i bronić bliskich mi osób.
Ze złością warknąłem na stertę trawy skupiając na niej wzrok. W tej też chwili stało się coś niespodziewanego. Iskry zaczęły strzelać tuż nad trawą, a ta zajęła się żywym ogniem i w mgnieniu oka wypaliła. Udało się!
Rozejrzałem się po pomieszczeniu, żeby zobaczyć jak szło mojemu rodzeństwu.
Ruin
Znowu to samo, znowu te same brednie. Na co mi to? Mieszkam w zamku więc to oczywiste, że nie potrzebuję żywiołu, prawda? Obronią mnie, a jak nie to trudno. Nie przejmuję się tym. Niczym się nie interesuję, bo po co? Życie jest bezsensowne, ten krąg, to niewolnictwo kręgu. Wszystko się powtarza, jednak po co? Rodzimy się, zakładamy rodziny i umieramy. Tak w kółko, w nieskończoność. Nie da się nic z tym zrobić, to takie smutne. Boli mnie to, życie, oddychanie, wszystko mnie boli. Nie chcę cierpieć, chcę być wolnym od wszystkiego, a jedynie śmierć jest rozwiązaniem. Ona jest odpowiedzią na wszystko co złe, bowiem jak może dziać się zło, kiedy nas nie ma? Nie myślimy, wszystko umarło, odchodzisz i nie wracasz... do czasu. Dusza znajduje nowe ciało, rodzisz się i od nowa to wszystko. Ciekawe kim byłem wcześniej, czy w poprzednim wcieleniu moje życie było lepsze. To nie jest. A może byłem zły? To by wyjaśniło wiele, to zło, które mnie teraz spotyka. Śmierć rodziców była karą, która zniszczyła wszystko...Podszedłem do kuli, która zaczęła świecić na niebiesko i to bardzo mocno. Inne wilki miały normalne, delikatne światełko a niektóre to nawet takie prawie nie widoczne. Moje było inne, mocne i silne. Po co? Dlaczego? Nie wiem.
Wadera spojrzała na mnie i kazała mi w końcu zająć się zadaniem, bowiem stałem i gapiłem się w kulę. Eh, ona nic nie rozumie. Chce wszystko teraz, szybko a o to przecież nie chodzi. Mamy sporo życia, po co więc się śpieszyć? Na co? To i tak nic nie zmienia, nie zmienia naszego losu i przeznaczenia. Nic.
Usiadłem na swoim miejscu, a ona podała mi miskę z wodą. Niech sobie jednak nie myśli, że cokolwiek z tym zrobię. Nie interesuje mnie to. Nie mam zamiaru. Może jak się do tego nie przyłożę to będę bez mocy? Zdecydowanie łatwiej będzie się żyło bez magii, tak jak nasza mama. Ona nigdy nie korzystała ze swojego żywiołu, bo po co? Jednak... miała go. Bezsens totalny.
Nagle woda w misce zamarzła, tak po prostu. Spojrzałem się na to z obojętnością i zacząłem zastanawiać, czy czasem ktoś mi nie zrobił psikusa. Po co miałby to robić? Jeszcze rudej wadery mi tu trzeba, by truła o tym, że się udało, że super i nie wiadomo co. Nie rozumiem już nic.
Foxy
Cała lekcja zeszła nam na sprawdzaniu żywiołów i ich trening. To dobrze, bowiem niektórym się udało. Szybkie postępy, naprawdę. Nie sądziłam, że komukolwiek się uda coś osiągnąć na pierwszym treningu, ale widocznie wiedza na temat tego jaki żywioł się posiada wiele pomaga. Wcześniej wilczątka nie wiedziały i musiały po prostu próbować zrobić coś, jednak nie miały pewności czy to czasem nie jest na marne. Teraz było inaczej i widząc, że moje zwierzaczki dają sobie radę, zaproponowałam wycieczkę dla magów wody.Kiedy inni ćwiczyli swoje żywioły, ja poprosiłam do siebie przyszłych magów leczących, którym dokładnie wytłumaczyłam gdzie idziemy i po co. Jak to ma wyglądać, co mają ze sobą zabrać i jak się zachowywać. Co jak co, ale ta grupka wilków była najlepszą jaką kiedykolwiek spotkałam. Mimo wszystko, nie chciałam mieć dzieci... dobrze, że mam to już za sobą. Teraz jedynie się wyszaleć i odejść w świętym spokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz