Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

niedziela, 19 marca 2017

Leria - Hej, Marzanno!

Wstałam dziś rano już o piątej, bo nie mogłam się już doczekać. Dziś w mojej rodzinnej watasze, przywitalibyśmy nowy rok, wiosnę i spalilibyśmy Marzannę boginie zimy i śmierci. Niestety tu nie ma to takiego znaczenia, bo gdziekolwiek nie pójdziesz znajdziesz zupełnie inną pogodę, inne pory roku. To takie dziwne, ale i cudowne. Można przebiec od zimy do lata jednym susem. Chociaż… tu nie można tak odczuć tej radości, kiedy odchodzi zima i zaczyna się nowe życie rodzić. Tu po prostu… nie ma to znaczenia. Ale i tak spróbuję to świętować. Z rana poszłam do spiżarni i spakowałam do torby mięsiwo, sok z Gokuune. Resztę pozbieram po drodze. Wyszłam z zamku i skierowałam swe kroki ku Lesie. Na terenach zamku zebrałam parę ładnych kwiatków i ziółek, a gdy już doszłam do granicy z borem zbierałam witki zielone. Po ładnych paru godzinach doszłam do uroczyska, gdzie stała moja figurka. Położyłam naokoło niej obiatę i śpiewając udekorowałam ją kwiatami i ziołami zebranymi po drodze. Zebrałam parę patyków i połączyłam je sznurkiem, jegoż dostałam od Tobago. I już miałam Marzannę. Wzięłam ją nad strumyk, który obok figurki płynął. Podpaliłam ją za pomocą huby. Zaraz wrzuciłam ją do strumyka. Usłyszałam syk, zadymiło. Powróciłam powolnym krokiem do figury śpiewając piosenkę. Postanowiłam złożyć toast i trochę pojeść ciesząc się nadchodzącą wiosną. Spojrzałam po lesie. Ptaszki świergolą, trawa jest zieloną, jednak jest mi smutno. Sama muszę obrządki sprawiać i sama muszę śpiewać i świętować. Jest mi smutno, bo samotno. Wstałam powoli i potem usłyszałam kroki. Zdążyłam zrobić parę kroków na przód, kiedy zza zarośli wyjawił się ten basior, którego już spotkałam raz na korytarzu, Soovimatu. Oj, bogowie narzekałam, iż jestem samotna, ale żeby teraz mi towarzystwo sprawiać? W tym momencie? Spojrzałam na przybysza, a niestety moim pierwszym instynktem nie było ukryć się albo uciec. Nie! Lepiej ładnie postać, żeby zdążył mi się przyjrzeć, żeby potem zdać raport władzom, że modlę się do bałwanów, jak oni to nazywają. I do tego sierść mi zjeżyła, żeby mógł jeszcze powiedzieć, że jestem niepoczytalna i groźna! Pieprzyć tą wilczą naturę!
Soovimatu
Wybrałem się dzisiaj na spacer po lesie, rozmyślając o pewnej waderze. Nie wiem dlaczego, ale te myśli nie dawały mi spokoju. Chciałem wiedzieć jak się czuje, co robi, gdzie jest i z kim. Wszystko to co nie powinno być w moim interesie. Dlaczego tak jest? Nigdy nie myślałem tak o innym wilku, oczywiście obcym, bo szczenięta się nie liczą. Wiadomo jak to jest z dziećmi, martwimy się, bo je kochamy... Kochamy? Czyżby? Nie, to śmieszne. Gdzie ja do takiej wadery. Mniejsza... Niech lepiej zajmę się przygotowywaniem iluzji dla szczeniaków, bowiem ostatnio pokazałem kilka sztuczek i chcą więcej. Chyba oficjalnie zgłoszę się jako opiekun. Jeszcze tylko nauczę się trochę medycyny, by wiedzieć coś o pierwszej pomocy i takie tam
Nagle spotkałem kogoś, kto cóż... dziwnie się zachowywał. Kiedy wadera stanęła i najeżyła sierść, zdałem sobie sprawę z tego, że ją przestraszyłem. Co jak co, ale ją rozpoznam wszędzie. Ta wadera z łapą! Co ona tu robi? I to nie tylko, dlaczego spaceruje po lesie, a dlaczego wyprawia takie rzeczy. Może lepiej zapytam? A co jeśli czci jakiś bożków? Rozumiem, że każdy ma swoją wiarę i mieszkańcy tolerują podróżników i ich widzi mi się, ale czy tak wypada? Ja nie chciałem się kłócić, ani też wzbudzać sensacji, więc poznałem Arcanusa. Skoro stworzył to wszystko i dba o nas, to niech tak będzie.
- Cześć. Jak tam? Już lepiej? - podszedłem bliżej z uśmiechem na pysku i przywitałem się.
Leria
Poruszyłam się nerwowo kiedy samiec się przybliżył. Uśmiechnął się a ja nie mogłam nie myśleć o Światowidzie, na którego tylko raz spojrzał i o rzekomym niebezpieczeństwie, które może wyniknąć z tej sytuacji. Niepokoiło mnie to, że Soovimatu zachował się inaczej niż przewidywałam. A może jest sadystą i ostatnią rzeczą przed bólem, którego doświadczę, ma być jego upiorny uśmiech? Wszystko znów przekręciło się do góry nogami kiedy spytał się czy dobrze się czuję. Nie może się ten basior normalnie zachować? Obezwładnić mnie swym żywiołem i zwołać strażników? Nie, że tego chcę, ale, o Łado, nie rozumiem jego postępowania! Dlatego też przygryzłam wargę i przestąpiłam z nogi na nogę. Zrobię tak: Zagadam go i powolutku odciągnę od tego miejsca. A nóż zaraz o tym zapomni!
- Z moją łapą wszystko w porządku - nie mogłam orzec czy z psychiką i innymi częściami ciała było teraz wszystko ok. - Co prawda medycy grożą jeszcze infekcją... - tu zacięłam się. Ale co? Ale musiałam na przekór wszystkiemu pójść do Lasu i odprawiać "pogańskie" obrządki? Przerwałam ciszę kierując się na wprost, dalej od posągu, nie mówiąc słowa ani ćwierci. Jakby cała moja dusza-jaźń ze mnie wyszła. Pozostało tylko zdenerwowanie i dreszcz... Nie wiem od czego.
Soovimatu
Wadera dziwnie się zachowywała, tak jakby coś tu było nie tak, jednak nie będę się tym przejmować. A może jednak wypadałoby zapytać? A co jeśli ona coś ukrywa? Nie wydaje mi się by była zła czy coś, jednak trochę się obawiałem. Długo trenowałem i uczyłem się ezoteryki by teraz wiedzieć, że coś tu nie gra. Jej aura, energia... to skomplikowane.
- Mam nadzieję, że dbasz o ranę. Nie chciałbym być ponownie trafiła do groty medycznej. - uśmiechnąłem się do niej. Lepiej po prostu zachowywać się jak przyjaciel, niż podejrzewać ją o dziwne rzeczy. Chociaż czy to nie za wcześnie by określić ten związek przyjaźnią?
- A swoją drogą, czego szukasz w lesie? - no dobra, zapytałem. Muszę wiedzieć, nawet jak będzie to kłamstwo to trochę mnie to uspokoi. Może pokażę jej trochę iluzji? Ciekawe czy by się jej podobało.
Leria
Basior podszedł za mną. Aha. W końcu jakieś normalne zachowanie w tej sytuacji. Mianowicie przyglądał mi się podejrzliwie... No nie tak, że jeden gwałtowny ruch z mojej strony i by stawił się do walki albo by zwiał gdzie pieprz rośnie. Nie, on podejrzewał, że coś jest nie tak. Ale na razie żywił nadzieję, że uważam na ranę, bo on nie chce bym znowu trafiła do medyków. To naprawdę miłe z jego strony, że się o mnie martwi. Doceniam to jak najbardziej. Już myślałam, że normalnie porozmawiamy, gdy spytał się co tu robię. Trafiło mnie to jak piorun z jasnego nieba. Uśmiech zniknął mi z pyska i spojrzałam w bok. Nie. Wdech i wydech. Ale jestem głupia. To normalne pytanie, nieprawdaż? Pomyślałam chwilę nad odpowiedzią. Nie rób niczego co mogłoby zaszkodzić innemu wilkowi... Dobrze, może jak tak odpowiem to nie skłamię...
- Las kojarzy mi się z rodziną, z dawną... watahą. Dla tego tu przychodzę. - wyjaśniłam mu i powędrowałam wzrokiem ku wierzchołków drzew. Nie skłamałam. Stara wataha wiąże się z starą wiarą, wiarą rodziców, przodków... Serce mi się nie uspokajało. Ale to już, prawda? Rozmowa przejdzie na inne drogi i może dowiem się czegoś o nim.
Soovimatu
Widocznie Leria bardzo tęskniła za swoim domem, więc czemu nie wróci? Musi być coś, co sprawiło iż znalazła się tutaj i mimo takiej tęsknoty, nie odchodzi. Ja w sumie też tęskniłem za moją rodziną, jednak nie zmienia to faktu, że życie w moim plemieniu było czymś okropnym. Cóż, nie mam żywiołu, gdzie wszyscy to magowie ognia. To nie mogło się skończyć dla mnie dobrze, tak samo jak dla innych wilków, które mają inne żywioły, a magowie wody? Oni to naprawdę nie mieli lekko i najczęściej odchodzili, chociaż czy to prawda? Nie zdziwiłbym się, jakby zostali zabijani, bowiem to bardzo w stylu naszych magów.
- Musisz strasznie za nimi tęsknić, prawda? - zapytałem, chociaż to raczej oczywiste, że tak, więc odpowiedzi nie oczekiwałem.
- Czemu opuściłaś swój dom? - dodałem po chwili z zaciekawieniem.
Leria
Możesz sobie pogratulować. Rozmowa zeszła na inne drogi, jak chciałaś. Usłyszałam Olethrosa. Warga mi się uniosła z bezsilnej złości, ale powstrzymałam ten odruch. Postanowiła go ignorować, bo cóż... Nie mam jak mu teraz odpowiedzieć. A jeśli chodzi o to drugie pytanie... Nie opuściłabym domu nigdy. Ale... Ech. Mam dość. Mam dość tego wszystkiego. Mam dość. Z niczego nie mogę się cieszyć przez mego wroga, nie mogę się wyspać, czort cały czas mi sprawia ból do tego ta tęsknota... Odwróciłam szybko łeb bo poczułam ciecz spływającą mi po policzkach. Ach... Co ja robię? Płaczę przed nowo poznanym wilkiem i zapewne pogarszam sytuację. Może... Postawię się? Postawię się mu? Wypowiem wszystko Soovimatu, a nóż na Takich sprawach się zna? Co gorszego może mnie spotkać przez złość Olethrosa, niźli wieczorny ból? Leria, myślisz o egzorcyzmach? Zapewniam cię, że postaram się by i twoja dusza uleciała w ich czasie. Grozi mi śmiercią! Tylko na tyle go stać! Głupi, zwyrodniały tchórz. Nie dałam upustu złości. Pomyślałam chwilę z wahaniem.
- To długa historia, Soovimatu. - otarłam łapą wysychające łzy i spojrzałam na mego towarzysza. I zacięłam się. A co jak on zaraz ode mnie ucieknie? Znowu będę sama... Nie mogę do tego dopuścić.
- Soovimatu, umiesz... czy twa dusza umie widzieć duchy i demony? Potrafisz z nimi rozmawiać? - spytałam wahając się. Czułam jakbym miała wielką rozżarzoną ranę zamiast brzucha. Przestraszy się i ucieknie a mnie zamkną w lochach...
Soovimatu
Nagle ni z tego ni z owego wadera zaczęła płakać. No tak, skoro tęskni to nie powinienem pytać o takie rzeczy. Soovimatu gdzie twoje maniery?! Zachowałem się jakbym mózg zostawił w komnacie. Czemu na to nie wpadłem wcześniej? Totalny brak wyczucia emocji, które przed chwilą miałem pod kontrolą. Nie, to po prostu zlekceważenie tego wszystkiego. Co ja narobiłem!
Od razu zacząłem ją przepraszać, bo tylko tyle mi pozostało, jednak wadera dodała coś o duchach i demonach. Niestety, ale nigdy się tym nie zajmowałem, jednak jeśli zechce to się wszystkiego nauczę. Jednak po co? Czyżby coś ją gnębiło? Jakiś demon się uwziął? Duch? Czy to w ogóle możliwe? Oczywiście przytuliłem ją, żeby chociaż trochę poczuła się lepiej. Nie mogę w to uwierzyć, że jestem aż takim kretynem!
- Nie, ale jeśli tylko chcesz to się nauczę. - oznajmiłem, starając się ją pocieszyć, jednak no cóż. Wątpię, że to w ogóle możliwe.
- Mi możesz wszystko powiedzieć. Przepraszam Cię. - dodałem po chwili, tuląc zielonooką do siebie. Chyba nigdy sobie tego nie wybaczę...
Leria
Basior musiał czuć się bardzo głupio, bo naraz zaczął przepraszać. To nie jego wina. Nie musi... Powiedziałam mu, że nic nie szkodzi i tym podobne, ale on najwidoczniej nie chciał słuchać i dalej przepraszał. Miałam lekkie wyrzuty sumienia, że tak go zamartwiam. I tedy Soovimatu powiedział najsłodszą rzecz na świecie. Aż nie mogłam uwierzyć. Zaproponował mi, że nauczy się, by mi pomóc. Speszyłam się i wtedy on... On po prostu przytulił się do mnie ot tak. Nie za bardzo wiedziałam jak zareagować, ale z czasem rozluźniłam się i spodobał mi się taki kontakt. Racja, że to zuchwałość przy drugim spotkaniu tak robić, ale... Chyba po prostu Soovimatu brakowało słów. Chyba dlatego to zrobił. Przeprosił mnie jeszcze raz i stwierdził, że mogę mu powiedzieć wszystko.Wahałam się bardzo. Nie chcę go martwić jak i tak on nic nie pomoże. Nie umie.
- Oj, nie. Nie chcę marnować twego czasu. Nie przejmuj się tym, nie pomożesz, zapomnij. - Powiedziałam. - Mogę ci powiedzieć tą historię, ale potraktuj to jak bajanie muzykantów. Nie sadzę byśmy tu coś zdziałali. Przepraszam, że zaczęłam ten temat.
Soovimatu
Wadera zaczęła się uspokajać i już po chwili wydawało się wszystko w porządku, bowiem odezwała się do mnie. Dobrze, teraz wystarczy nie pytać już o nic i jakoś zapomnieć. Niech będzie dobrze, tak? Nie chcę by znowu jakieś myśli czy wspomnienia do niej wróciły i była smutna. W smutku jej nie do pyska, tak jak każdemu wilkowi i istocie. Powinniśmy być szczęśliwi, nawet jak wszystko jest źle. Nie wiem co by było gdybym nie poznał Sarissy, bowiem bardzo mi pomogła. Sam na nieznanych ziemiach, nie mający pojęcia o niczym. Leria pewnie czuje się tak samo, więc chcę jej pomóc. Jestem jej przyjacielem
- Jeśli nie chcesz to nie musisz. - oznajmiłem, po czym wyszeptałem zaklęcie na kolorowe, piękne motylki, które pojawiły się naokoło nas. Może to jej poprawi humor?
Leria
Dobrze, zapomnijmy. Żyjmy dalej, jak najlepiej umiemy. Cieszmy się z najmniejszych nawet rzeczy. Nie rozpamiętujmy przeszłości. Nie zaglądajmy w przyszłość. Oraz... Żyjmy teraźniejszością. Ja jednak w każdej chwili będę bać się zagrożenia ze strony Olethrosa. Nic na to nie poradzę. On będzie tu zawsze... Och, i znowu zaczynam. Kiwnęłam głową, by dać Soovimatu znak, iż zapomniałam o sytuacji. Spojrzałam na niego i zauważyłam jakoby mu się lekko wargi poruszyły. Może ma mnie dość? I nagle! Znikąd! Pojawiły się piękne, przepięknymi barwy się pyszniące, motyle, dobrą nowinę wieszczącą. Westchnęłam z zachwytu. Tylko skąd one tak nagle wyleciały? Nie mogły pojawić się ot tak, wypaść sroce spod ogona. Spojrzałam ze zdziwieniem na samca. Sam lekko się uśmiechał, ale żeby jakiś zaskoczony był to nie zauważyłam. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.
- Masz przypuszczenie, skąd one tak nagle wyfrunęły? - zapytałam.
Soovimatu
Wadera przez chwilę myślała, aż w końcu kiwnęła na znak, że wszystko jest w porządku i woli nie wspominać o tym wszystkim. Nie wiem czy dobrze robi, ale ja się narzucać nie będę. Wiadomo, że zawsze lepiej wszystko sobie powiedzieć, ponarzekać, popłakać by potem było nam lżej, widocznie jej już tyle wystarczy. Teraz liczą się motyle, która tak naprawdę są niczym jak tylko iluzją, ale do pięknych tak czy inaczej, należą.
- Czasami lepiej nie wiedzieć, prawda? - uśmiechnąłem się do niej, po czym wstałem i zaproponowałem spacer. Chodźmy stąd, w jakieś ładne miejsce, które nie budzi tyle wspomnień. Przy okazji wyczarowałem drogę usłaną płatkami kwiatków i spojrzałem na waderę, która była bardzo podejrzliwa.
- Zapraszam. - oznajmiłem, lekko się śmiejąc z jej miny. Wyglądała bardzo uroczo, kiedy nie wiedziała o co chodzi.
Leria
Spojrzał na mnie jakby nigdy nic i z uśmiechem. "Czasami lepiej nie wiedzieć, prawda?" powiedział. Ech... Pan tajemniczy Soovimatu. Pan wielka Niewiadoma Soovimatu. Dlaczego on musi być taki zagadkowy? Wstał a ja śledziłam jego ruchy. Zaczęłam być podejrzliwa i to uczucie pogłębiło się kiedy z ziemi wyskoczyły kwiaty. Jakby chciały zaprowadzić nas w jakieś nieznane miejsce. Przygryzłam wargę. Teraz się zupełnie pogubiłam. Znikąd motyle a teraz i znikąd kwiaty. Czuję, że mój mózg najchętniej by eksplodował i nie brał w tym udziału. Westchnęłam. Basior zaprosił mnie na ścieżkę wyznaczoną przez rozkwitłe pąki. Ugh. Nie rozumiem. Spojrzałam na niego jeszcze raz i postanowiłam pójść tam gdzie one prowadzą. Piękne i magiczne, ale niezrozumiałe. Niby to mógł zrobić towarzyszący mi basior, ale przed chwilą mi mówił, że nie umie rozmawiać z duszami a co dopiero ich prosić o wyczarowanie czegoś takiego! Czyżby mnie okłamał? Nie, nie zrobiłby tego. A może te sztuczki mają jakiś związek z żywiołami co te wilki tu wszystkie mają? Może ma ziemię? No, ale wtedy skąd te motyle? Odwróciłam się do niego przodem i zarzuciłam mu maczanie w tym łap. No, teraz musi odpowiedzieć!
Soovimatu
Wadera była naprawdę urocza, najpierw to zdziwienie i podejrzenia, potem wahanie a teraz żądanie odpowiedzi. Nie moglem jej odmówić, prawda? Czasem lepiej wyjaśnić sobie wszystko, poznać innego wilka, wyżalić się i opowiedzieć coś o sobie, by przyjaźń była trwalsza. Leria jednak potrzebuje więcej czasu niż ja, jednak mam nadzieję, że mi zaufa i będziemy spotykać się częściej. Miło by było czasem gdzieś wyjść i porozmawiać.
Oczywiście uśmiechnąłem się, po czym uraczyłem ją odpowiedzią, jednak nie do końca taką jakiej oczekiwała. Widzimy to co chcemy widzieć, słyszymy to co chcemy słyszeć, bowiem jesteśmy w stanie sprawić by nasze życie było takie jakie chcemy. Czasem jednak przychodzą rozczarowania i tak właśnie jest z iluzją. Kwiatki były piękne i kolorowe, jednak nie są prawdziwe i znikają. Z wilkami jest podobnie i tylko ci prawdziwi zostają, jednak nie jesteśmy w stanie ocenić, którzy są iluzją. Dopiero po dotknięciu kwiaty więdną i czasem trzeba dotknąć wiele, by zobaczyć, że ten jeden został.
Wadera słuchała moich słów, jednak doszliśmy do pewnego momentu w którym skinąłem głową na znak, że te kwiaty i motyle to moja sprawka.
- Nie posiadam żywiołu, więc uczyłem się ezoteryki a dokładniej zaklęć i iluzji. To odrobinę poprawia mi humor. - wytłumaczyłem, cały czas spacerując u jej boku. Po prostu chciałem, żeby poznała mnie trochę bardziej, a to było czymś o czym inne wilki nie za bardzo wiedzą.
Leria
Postąpiłam jeszcze parę kroków zanim basior odpowiedział. I to jak! Znów tajemniczo. Nie, że nie lubię zagadek, ale wolałabym jednak normalną odpowiedź. Chociaż... Ta może inspirować. Ale nie chcę się tu zagłębiać w szczegóły. Postanowiłam zrobić zawiedzioną minę na co basior odpowiedział słowy szczerymi i prostymi. Już rozumiem. To wszystko to było jego iluzja. I pozwolił mi ją oglądać. Jestem niepomiernie szczęśliwa, ze udało mi się takiego miłego i życzliwego wilka znaleźć w tym nowym miejscu. To dodaje mi trochę otuchy. Problem w tym, że jeszcze mu nie ufam. Sama nie wiem dlaczego. Przecież już tyloma dobrymi i pięknymi czynami mię obdarował. I teraz jeszcze mi mówi, że sam żywiołu nie ma co samo w sobie powinno mnie do niego bardziej zbliżyć. Ach, ta informacja taka niespodziewana i dziwna... A może on nie jest z tych terenów?
- Nie masz żywiołu? - spytałam się zaskoczona.
- Myślałam, że wszystkie wilki tu jakiś mają. Szczęście to, że nie jestem jedyna! - uśmiechnęłam się i zamachałam ogonem.
Soovimatu
Wadera widocznie cieszyła się z tego, że nie posiadam żywiołu. Czyżby i ona go nie miała? Na to wskazuje jej wypowiedź. Możliwe, że teraz bardziej mi zaufa i wkrótce będziemy prawdziwymi przyjaciółmi. Byłoby naprawdę wspaniale, gdyby się tak stało, bowiem zawsze warto mieć kogoś to będzie w stanie ci pomóc. W sumie to nic o niej nie wiem... a co jeśli ona już kogoś takiego ma i dlatego podchodzi do mnie z dystansem? Byłoby wspaniale gdyby tak było, jednak nie widzę żadnych przeszkód w tym by częściej się spotykać i lepiej poznać.
- Pochodzę z plemienia Tantrum i teoretycznie byłbym magiem ognia, ale coś poszło nie tak. - wytłumaczyłem, bowiem wzięła mnie za rdzennego mieszkańca Arcanterry. Tak mi się zdaje... Mimo wszystko, uśmiechałem się cały czas. Oczywiście bez przesady, po prostu nie byłem smutny.
Leria
Tantrum....tantrum, tantrum. Nie... Nie znam. Pewnie gdzieś na wyspie mieszkają. Ciekawe tylko gdzie dokładnie? A zresztą. Nie powinnam być taka ciekawa. Nie przystoi tak się o wszystko wypytywać. Szczególnie, że... Chyba nie tolerują wilków bez żywiołu w Tantrum. Dlatego go pewnie wyrzucili. Szczęście, że znalazł tu nowy dom. I mam nadzieje, że samotny też nie jest. Albo może sam odszedł? Ale po co? Od rodziny? To nie zrozumiałe. Chociaż nie jestem pewna... Jakoś niedbale to wymówił. Czyli nic strasznego się tam nie wydarzyło? Po prostu odszedł poszukać przygody? Ach... Pamiętam jak basiory młode zamiast myśleć o małżeństwie i o tym by wianki wader na Kupale łapać to też szukali przygód. Ha! Jak jeden miesiąc go nie było to już myślelim, że martwy. Zazwyczaj wracali po tygodniu i kawałek po kawałeczku babki ich składały. Uśmiechnęłam się do tych myśli i zapragnęłam nawet się nimi podzielić z Soovimatu.
- Szłeś szukać przygody? U nas jak młodzikowi się zachciało odkrywać dzicze nieprzebyte to za tydzień do nas wracał i trzeba go było składać do kupy. - zamachałam lekko ogonem.
Soovimatu
Wadera wyglądała na szczęśliwą, kiedy wspominała o swoim domu. To miło słuchać kogoś, komu wcześniej żyło się dobrze, jednak zastanawiające jest to, dlaczego się odeszło. Wiem, miałem nie pytać i tego nie zrobię, jednak myśli są tylko myślami i tego pozbyć się trudniej. Ciekawe rzeczy, nie wyjaśnione to te, które najtrudniej z siebie wyrzucić i mam tu na myśli to, żeby się ich pozbyć i nie rozmyślać. Nie interesować się tym. Trudne, naprawdę.
W moim przypadku było zupełnie inaczej, jednak czy powinienem jej o tym mówić? Może nie do końca, bowiem to śmieszne. W dodatku mogłaby pomyśleć, że u nas nie ma odpowiednich wader lub, że ja jestem jakiś nie odpowiedni. Eh, to wszystko przez moją córkę. Ona jak coś zacznie to nie jestem w stanie tego przerwać i potem wychodzi właśnie coś takiego jak opuszczenie watahy w poszukiwaniu miłości. Wiem, wiem, to tylko żarty, jednak niektórzy nie mają takiego poczucia humoru by to zrozumieć. Gorzej jak uznają mnie za desperata, który próbował z każdą i teraz szuka gdzieś indziej.
- Ku szczęściu, które właśnie znalazłem tutaj. - uśmiechnąłem się, a ona odwzajemniła tym samym. Rozmawialiśmy jeszcze o naszych domach, jednak wiadomo, nie wszystko. Ona coś ukrywała, ja coś ukrywałem. Nie wiem jak u niej, ale ja po prostu chciałem zapomnieć i nie próbować o tym wspominać. Po co? Nie po to tu jestem by rozmyślać o tym całym bólu, cierpieniu i poniżaniu. Każdy medalion ma jednak dwie strony, to co złe, to co dobre. O dobrych mógłbym mówić całemu światu. Tym sposobem Leria dowiedziała się, że mam szczenięta. Nie moja krew, ale wychowanie już tak. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home