Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

poniedziałek, 27 marca 2017

Zeconi - Trening siły

Pierwszy tydzień w koszarach i powiem, że jestem bardzo zadowolony. Pobudka, śniadanie, bieg, ćwiczenia i do roboty. Ja zajmowałem tereny przy granicy z kotami, bowiem z wiadomych przyczyn nie zamierzałem patrolować zamku. Do współpracy miałem pewnego basiora o imieniu Rashnal, który był magiem ziemi. Całkiem przydatny koleś, ponieważ do perfekcji opanował dzikie pnącze. Dzięki niemu łatwo było kogoś obezwładnić i nie robić mu krzywdy przy okazji. W sumie extra wszystko się toczyło, jednak nocami... rozmyślałem o niej. Wiem, to nie mój interes, wiem, że mogę mieć kogo zechcę, ale... ona była taka inna. Ehh, beznadziejnie. Całe szczęście, że to szybko się kończy i wracamy do rutyny.
Dzisiaj mieli nas odwiedzić wojskowi z zamku. Oni zajmowali się głównie porządkami tam i pilnowaniem cesarza, więc nie za często przychodzili na treningi czy inne zebrania. Jednak oczywiste jest to, że Urian nie może mieć tam byle kogo, bo sobie jeszcze nie poradzą czy coś, więc pora na zamianę.
Na stołówce zawitali nasi goście, a my mieliśmy się nimi zająć. Kilka rzeczy ogarnąłem i zająłem sobie kamienne pole na jakieś dwie godzinki, teraz tylko znaleźć jakąś zamkową ofermę. Moją uwagę przykuła pewna wadera, której futro miało bardzo ładną barwę. No dobra, niech będzie.
- Siema, idziesz ze mną na kamienne pole. - oznajmiłem. Nie, nie było to pytanie. Nie miała wyjścia, idzie i koniec, albo niech skarży generałowi, że jest ofermą i ma jakieś problemy. Normalnie to walnąłbym jakiś słodki tekścik, bo w końcu to waderka, jednak te panie są inne. Powiedz im coś miłego, to dostaniesz w łeb kulką ognia. Takie niby twarde.
Leria
Odkąd byłam w wojsku mniej się działo. Znaczy nie mogłam za bardzo z Zamku nosa wyściubiać, bo tam mnie najchętniej przydzielali. Raz po raz miałam przerwę to wtedy szłam do lasu porozmyślać, powspominać. Na więcej nie za bardzo starczyło. Wiadomo, car potrzebuje towarzystwa, a to gdzieś idzie, a tam jacy wilkowie łażą tam gdzie nie powinni, bo car coś tam. I natręctwo Olethrosa przybierało na potędze. Chwili nie miałam odpoczynku. A żeby pomyśleć o treningu! Ha! Senne marzenia. Więc tak, nie jestem żwawa, nic nie umiem. I jak tu kogoś pilnować? Od pojawienia się w Arcanterze zrobiłam się słabsza i czułam się tak jakby jeden powiew wiatru miałby mię rozwiać. Jeden plus zaciągnięcia się do wojska? Od razu wiedziało się wszystko o wszystkich i wszystkim. Dosłownie wszystko. I gdybym nie utrzymywała, że większość to plotki to chyba bym nie wytrzymała psychicznie. Szczególnie te co niektórzy samce opowiadają... Obrzydlistwo. Ale! Ja nie o tym. Chociaż... Tym sposobem dowiedziałam się o tym, że wybieramy się z trupą na pola treningowe! Podskoczyłam lekko z radości, wzięłam parę rzeczy na drogę i wyszłam na dwór. Zaraz byłam w stołówce i przystanęłam z boku. No dobrze... Nieśmiałość bierze górę. No i pewne zażenowanie. Bo... jak nawet nie zdołam zadać jakiegoś ciosu i już będę leżeć wpółmartwa? Do tego nie mam żywiołu i ci co strzegą granic pewnie mają ogromne mięśnie i są zręczni... Nie, no, nie mam szans. Żadnych. No, tak. Mogę sobie zrzędzić, ale po to te pola treningowe, żeby się nauczyć czego nie robić, co robić i by poprawić kondycję. Więc w gruncie rzeczy powinnam się czegoś nauczyć. Chociażby by nie włazić na nie, jak się nic nie umie.
Usłyszałam z bliska jakiś głos i serce mi załomotało. Jak ktoś mnie wypatrzył w takiej ciżbie? Dlaczego mnie? Odwróciłam się i spojrzałam na wilka, który mnie zagadał. Świetnie. Wielki, wyrzeźbiony, zahartowany... Coś jeszcze? Tak, pewnie ma też jakiś przepotężny żywioł. Przewróciłam oczami i przeanalizowałam jego słowa. No tak. Więc sobie postanowił. Ot tak. A może tak mu się język rozleniwił od tego ćwiczenia, że zapomniał nadać wydźwięku pytania swej wypowiedzi?
- Język ci zgrubiał i nie umiesz zadawać pytań? - spytałam się z przekąsem. - Prowadź - dodałam po chwili.
Potem spytałam się szeptem Olka czy by mi jakoś nie pomógł, bo, jakby nie patrzeć, to za życia był skoczny i żwawy. Jaką dostałam odpowiedź? Nie.
Zeconi
Tak jak sądziłem. Wielkie panie w wojsku, oh, jakie to żenujące. Wadery to powinny siedzieć w zamku na tyłku i czekać na swojego ukochanego z upolowanym mięsem, a nie zaciągać się do woja. Dobrze wiem, że to tylko dla szpanu, że niby one się tym wszystkim interesują, że są takie oh, niezależne. Serio? Wadery? Co jak co, ale tej tutaj zdecydowanie potrzeba takiego ciała jak moje. Dotyku i siły. Ona musi być uległa, po prostu musi, taka kolej rzeczy. Już ja jej pokażę, jaka to ona niby jest mocna. Słowo to nie wszystko, trzeba potrafić je obronić, jeśli przyjdzie do czegoś takiego jak teraz. Oberwie, oj tak.
- Oh i co teraz? Uważaj, bo sobie pazurek złamiesz. - zaśmiałem się. Przepraszam bardzo, ale to wojsko czy przedszkole?
Warknąłem na nią niespodziewanie, a jej reakcja była bardzo naturalna, bowiem odskoczyła. Uśmiechnąłem się tylko i udałem się w kierunku pól treningowych, dodając przy tym, by ruszyła swój różowy tyłek. Obiecuję, że po tej zabawie w końcu zajmie swoje miejsce w hierarchii. Będzie pode mną i to jest oczywiste.
- Kamienne pole. Zeconi the White. - oznajmiłem, a wilk odpowiedzialny za porządek podczas treningów skinął głową, na znak, że możemy zaczynać.
Stanąłem na wskazanym miejscu, a moja towarzyszka na przeciwko mnie. Kiedy tylko usłyszałem znak, że zaczynamy, posłałem jej trzy powietrzne ostrza. Co jak co, ale ostatnio je dopracowałem tak, że nie dość, że ostre to i szybkie.
Leria
Oj, taki niemiły. Nawtykać musi, bo go inaczej wszystko świerzbi. Co mu do mojej aparycji? O pazury się nie troszczę, bo to tylko do łapania zwierzyny przydatne. A różowy tylec? Nie zauważyłam wcześniej. A może płatki hortensji mi się przyczepiły. Z resztą gadka-szmatka. Dotarliśmy na kamienne pole. Wilk przede mną się przedstawił, a mi dech w piersiach zaparło. Widać moje przeznaczenie z szlachetną krwią się spotykać. Acz dziwi mnie jego postawa, racja, że w zameczku się nie pokazywał, ale to jeszcze musi taki nie kulturalny być? Taki nieobyty z manierami? Jak dzikus brudny, bękart, jegoż matka spowiła w chlewie, biedzie i rozpaczy. Ach ten świat. W ogóle ty nie umisz diferencyi ni równowagi dobrze rozporządzić. Szala wagi ci się chwieje boś ty z obliczeniami nie dobry, raz w górę a potem w dół. Z tych twoich eksperymentów ci tacy wilcy wychodzą co z krwi, pochodzenia szlachetni a z rozumu i wychowania jak ci ten parobek najgorszy.
Weszliśmy na pole jak już wilk ten strzegący łbem skinął i ustawilim się naprzeciw siebie. Jednej myśli na świat nie mogłam wydać, bo ten już zaatakował! Trzema ostrzami Pogwizda. Już chciałam się przed nimi uchylić! Prawie ich wszystek ominęłam, co mi się zdawało, acz wszystkie mi się po bokach wbiły i skórę przeorały. Skowytem przesłałam na wiatr mą skargę na boga wiatru. A czym ja mu zawiniłam, że bez litości pozwala temu jegomościowi atrybutami swemi dokazywać? Wyprostowałam się porządnie i spojrzałam nań. Po chwili skinęłam Zeconiemu łbem, bo kłonić się w tym stanie nie chciałam, bom nawet do zwykłego kłaniania nieodwykła a co dopiero z ranami! A więc łbem mu się skłoniłam, zakrzyknęłam o tym, że jestem zaszczycona, iż nadarzyła się okazyja spotkać potomka szlacheckiego i, że wiktoryi mu winszuję. A do Olethrosa warknęłam słów kilka, bo się pieklił nieustannie o to, że rzekomo mu ciało psuję w zatrważającym tempie.
Zeconi
Wadera oberwała i to całkiem nieźle. Co jak co, ale nie spodziewałem się, że jest aż taka kiepska. Cóż, po raz kolejny miałem rację. Mocna w gębie, a tu cóż... oferma totalna. Czemu zamiast użyć żywiołu to jakieś pląsy tu odwala? A może ona nie ma żywiołu? W takim razie powinna powiedzieć wcześniej, chyba, że nie rozumie o co chodzi na tej arenie. Jak nie będzie ciskać magią, to co to za trening? O to tu przecież chodzi, prawda?
Oczekiwałem jakiegoś ruchu, patrząc na nią ze zdziwieniem i no cóż, trochę mi jej szkoda... a ta ni z tego ni z owego skinęła łbem i zaczęła coś gadać o szlachcie. Westchnąłem tylko, po czym oznajmiłem, że ja już do szlachty nie należę. Skoro ma ranga z dnia na dzień spadła to co mi po wywyższaniu się? Nie interesuje mnie to. Teraz jestem w wojsku, jestem kapralem i zamierzam wzbić się na szczyty tej kariery. Niech ona się lepiej zajmie treningiem, a nie mi tu gada debilizmy i kłania się przed wilkiem tej samej rangi.
- Wszystko w porządku? - zapytałem, żeby się upewnić czy aby na pewno będzie walczyć, czy może jednak ma jakieś inne plany. W końcu nie chcę jej zrobić krzywdy, tak? To tylko ćwiczenia.
Leria
O dziwo, po tym jak mu się skłoniłam, nie odpysknął mi, a nawet, no, nawet smutny był? Smutny... no nie wiem czy to dobre słowo. Ale właściwie dlaczego? Wyrzucili go, bo coś bardzo złego zrobił? Skazali na banicje i nawet okrzyknęli go zwykłym wilkiem? Dlatego w Zamku się nie chciał pokazać... A może jest zupełnie inaczej niż myślę? Ale to by było bez sensu. Jest rodzina królewska, mianują jednego na cara i puff? Wszystkie przywileje znikają? Z resztą... o czym ja tu rozprawiam jak zdałam kurs o prawie. Taka głupia jestem, że już wszystko zapomniałam. Najwyraźniej. Zaraz spalę raka. Och, Jesse, weź ty mi pomóż, bo rozumem to ty mnie nie obdarowałeś. Westchnęłam lekko i spojrzałam na basiora, który uraczył mnie pytaniem, najwidoczniej martwiąc się o mój byt. Jaki nagle milusi się zrobił. I, tak, na pewno jest wszystko w porządku, kiedy przed chwilą ostrym powietrzem we mnie rzucił i mię zranił. Ech tam... W końcu trening, może się coś takiego zdarzyć. Nie wiem co mnie dzisiaj ugryzło. Jestem jakoś zbytnio hop do przodu.
- Tak... Powiedz mi że, trzeba tu szastać żywiołem? Bo ja takowego nie posiadam. - spytałam, w duszy się śmiejąc na wyobrażenie jego miny a na wierzchu robiąc niewinną minę, biorąc go tak na litość.
Zeconi
Słuchałem jej z niedowierzaniem. Czy ona naprawdę jest taka głupia by mi o tym nie powiedzieć wcześniej? Normalnie mam ochotę ją teraz zagryźć! Przecież nigdy bym jej nie zrobił krzywdy, tym bardziej nie wybrałbym kamiennego pola, gdyby mi powiedziała, że nie umie się bronić. Co z niej za kretynka! W takim przypadku nie ma mowy o dalszym kontynuowaniu tego treningu, tak samo jak o tym, że dam jej spokój. Co to, to nie. Pójdzie ze mną do medyka i będzie tam siedzieć. Normalnie aż brak mi słów. Pyskować to potrafi, tak?
- Za mną. - warknąłem ze wściekłością.
- Koniec treningu. Idziemy do medyka. - dodałem po chwili, kierując się w stronę koszar. Przy okazji buchnąłem trochę powietrzem, by ją nieco ruszyć.
Wadera nic nie mówiąc szła za mną. Bardzo dobrze, bo gdyby coś warknęła to wyszedłbym z siebie. Totalny brak odpowiedzialności.
Kiedy rany zostały opatrzone, wypuścili ją. Tak. Czekałem. Muszę wiedzieć czy wszystko aby na pewno jest w porządku. W ogóle to jakim cudem się ona tutaj dostała? W sensie, że do wojska. Ona się do niczego nie nadaje. Tak jak myślałem. Siedzieć w zamku, w komnacie i czekać na ukochanego, a nie odwalać takie szopki.
- Wszystko okey? Co ty w ogóle sobie myślałaś? Trafiłabyś na kogoś innego i by cię zabił, a najlepszym przypadku trafiłabyś na stałą kontrolę medyczną. Myślisz czasem?! - warknąłem na nią, ze złości.
Leria
Nic dobrego z przyznania się nie wyszło. Mu się tylko mina zmieniła na bardziej wściekłą. Zakomenderował i do tego walnął powietrzem bym za nim poszła. Wstałam i powlokłam się za samcem nie mówiąc nic. Szczerze? Czułam się jak dziecko. Jak dziecko zostałam zbesztana, an był mi rodzicem. Bogi, czemuście mnie tu wysłali? Tylko bym samą siebie zplamiła i pojęła ogrom swojej głupoty. Chociaż skąd ja miałam widzieć na czym polega ten trening, na który mnie wysłał? Nigdy nie byłam na takich polach a nie zdążyłam się dopytać.
Weszliśmy przez wrota by potem podążyć do sali medycznej. Basior usiadł ostentacyjnie przy ścianie jakiejś a ja weszłam w progi. Z miłym uśmiechem mnie przywitali, zgadując, że byłam na treningu. Mruknęłam coś niezrozumiale bo mi tak bardzo było wstyd! Szybko mi czymś rany polali i obandażowali. Nie więcej niż dziesięć minut minęło aż znowu stanęłam przed naburmuszonym basiorem. Jak tylko mnie zobaczył, od razu w ryk. Zdało mi się nawet, że posadzka się zatrzęsła. Basior przedstawił siebie w roli jakiegoś zbawcy. Czy na pewno by mię zabili? Śmiem wątpić. Zeconi panikuje.
- Podwójne tak. Przepraszam, że ci wcześniej nie mówiłam, po prostu nigdy wcześniej nie byłam na polu treningowym a co mi po nazwie "Kamienne Pole"? Wybacz. - westchnęłam lekko.
Zeconi
Ona mnie po prostu osłabia. Jak to możliwe, że kapral nie wie co to kamienne pole? Czy ona w ogóle zajmuje się czymkolwiek? Obowiązkiem naszym jest by się trenować, by być silnymi. A ona? Nawet nie wie jakie treningi tu mamy, co jest podstawą. A co jeśli to by jej przyszło pilnować porządku na polach? Wtedy by musiała nie dość, że znać wszystkie nazwy, zasady to jeszcze zajmować się przydzielaniem wilków i kolejkami. Ehh, naprawdę szkoda słów. Nie mogła zostać, no nie wiem... opiekunem? Bardzie by się do tego nadawała. Poza tym naprawdę szkoda jej ciała, teraz pewnie zostaną jej jakieś blizny. Wadery nie powinny być w wojsku, kto im w ogóle na to pozwala? Gdybym ja był cesarzem, nie dopuściłbym do tego ponownie. Zakaz wader w wojsku i tyle. Są za delikatne... no może jedynie jako szpieg. Myślę, że do tego by się nadawały. Zawsze mogłyby uwieść jakiegoś wroga, który je pojmał. No... o ile to wilk.
- No dobrze. - westchnąłem.
- Następnym razem bardziej na siebie uważaj, dobrze? - dodałem po chwili, po czym zaproponowałem, że odprowadzę ją do zamku. W końcu tam mieszka, prawda? Nie widzę sensu w tym by tu zostawała. Niech sobie odpocznie, rany niech się zagoją, a przy okazji będzie miała sporo czasu by dowiedzieć się czegoś o zasadach w koszarach. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home