Minęły dwa tygodnie, a ja w końcu stanąłem przed wejściem do twierdzy. Wiedziałem, że każdy mnie tu zna i jakimś tam szacunkiem darzy. Przecież jak Urian umrze w niespodziewanych okolicznościach to ja zostanę cesarzem, prawda? Tymczasem nic mi innego nie pozostało, jak zamieszkać z dala od tego idioty. Tułaczka i błądzenie po terenach wiele mnie nauczyło, ale te lata życia w luksusie robią swoje. Chce mieć w końcu stałe miejsce, zajęcie i jakiś cel. Z każdym dniem mniej myślałem o tym co się stało, a skupiałem się na sobie i swoim żywiole. Jednak cóż, nadal odczuwam niechęć do niego. Dobrze wiedział jak mi zależy i doskonale znał swoje potrzeby. On tego nie chciał, jemu to było obojętne wszystko. A mi? Stałem się! Nosz kurwa, szlak by to wszystko...
- Witaj arcyksiążę. - przywitał mnie jeden z wilków. Widać było, że bardzo się zdziwił, tym, że się tutaj znalazłem.
- Do generała. - oznajmiłem, a ten uśmiechnął się i pokazał mi drogę. Idąc, stawiając następne kroki coraz bardziej zastanawiałem się czy aby na pewno to dobry pomysł? Eh, nie ważne! Najwyżej... nie, nie mogę się poddać.
- Witam, w czym mogę ci pomóc? - uśmiechnął się na mój widok.
- Zaciągam się. - odparłem z ogromną pewnością siebie, co on oczywiście pochwalił i przydzielił na rangę kaprala. Jak wszystko dobrze pójdzie to nawet awansuję na oficera, a wkrótce na generała. Oto mi właśnie chodziło, bowiem generał jest prawie tak samo ważny jak cesarz, może nieco ważniejszy. Co jak co, ale bez generała Urian nic nie osiągnie, bo to on rządzi wojskiem. Wojsko to siła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz