Udałem się do jej komnaty alchemicznej i stojąc już przed drzwiami, zapukałem, chociaż wiem, że nikt tego nie robi. Wychodzi się z założenia, że jak ktoś jest w pracy to musi tam być, a pukać to sobie można do komnaty sypialnej. Ja jednak wolałem zawsze zachować się trochę bardziej kulturalnie.
- Witaj Sarissa. Jak się dzisiaj czujesz? - zapytałem, wchodząc do środka. A może jednak odpuszczę? Nie chciałbym się narzucać i psuć jej planów. W końcu to jej życie... nie powinienem się wtrącać, prawda?
Sarissa
- Dragonis electrum, Apofissum... - wymieniałam, nagrywając wszystko na kamień z zamówieniem na kolejną porcję ziół.I pomyśleć, że kiedyś sama o wszystko sobie dbałam, teraz jednak nie miałam na to czasu. Całkowicie zrezygnowałam z kilkudniowych wypadów do lasu czy w góry. Przecież nie mogłam zostawić dzieciaków samych.
W gruncie rzeczy nawet nie usłyszałem pukania. dopiero głos mojego przyjaciela wybił mnie z zamyślenia. Szybko przebiegłam pamięcią po nazwach roślin i stwierdziłam, ze chyba wszystko już wymieniłam. Odłożyłam więc kamień w bezpieczne miejsce.
- Witaj - uśmiechnęłam się do Soovimatu ciepło. - Cóż... dobrze - odpowiedziałam na jego pytanie, ale widząc pytanie w jego oczach dodałam: - Zamyśliłam się nieco, to wszystko. Chyba odrobinę się nie wyspałam.
Odrobinę to nie koniecznie dobre słowo. Wczoraj pracowałam niemal do nocy, a później musiałam zająć się Renn, która znów gorzej się czuła. To było jednak nic takiego. Grunt, że udało mi się wreszcie małą uspokoić i uśpić, a rano wstała w o wiele lepszym nastroju. Szło mi... powoli, ale stopniowo wilczki spokojniały. Najbardziej martwił mnie Ruin, był taki... obojętny. O ile z płaczem Renn jakoś sobie radziłam, tak z tym zwyczajnie nie potrafiłam. Nie wiedziałam co zrobić.
- A jak dzisiaj twoje samopoczucie? - spytałam.
Soovimatu
Tak jak myślałem. Wadera jest zmęczona i wcale jej się nie dziwię. Ja nie pracuję jako tako, jednak pomagam trochę przy opiece nad szczeniętami. Może jednak powinienem zapytać i ją zaprosić na spacer? Nie wiem. A co jeśli nie będzie chciała iść? Wyjdę wtedy na głupka, a może nawet stwierdzi, że ją podrywam. Oczywiście nie chcę tego robić, bo jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Przynajmniej tak to wygląda w moich oczach, nie wiem czy ona też tak uważa, ale byłoby miło. Naprawdę ją lubię.- U mnie jak zawsze wszystko dobrze. Maluchy są takie pocieszne. - oznajmiłem z uśmiechem. Zapytać czy nie zapytać? Nie wiem. Może lepiej będzie jak pójdę i nie będę jej przeszkadzać? Może powinienem zapytać dlaczego się tak czuje? Tyle pytań i nie znam odpowiedzi. Co ja mam robić!
- Emm, no... to może... pomóc ci w czymś? - zaproponowałem. Może będzie akurat miała do rozdania jakieś eliksiry czy mam skoczyć po zioła. Cokolwiek by chociaż trochę jej ulżyć.
Sarissa
- Nie potrzeba mi pomocy - uśmiechnęłam się ciepło do basiora. - W gruncie rzeczy to... nie mam dziś za wiele pracy. Zamówienia zrealizowane i nikt nie przyszedł z nowymi, obecnie tak prawdę mówiąc robię nieco na zapas... Tak, żeby niczego nie zapomnieć.Tak, bałam się czasami, że czegoś zapomnę coś pomieszam... To było już takie moje przewrażliwienie podszyte tym, że pewności siebie miałam jak na lekarstwo. Nawet po tych wszystkich latach mnie to dręczyło. Niby już aż tak się nie bałam, widziałam, ze jestem tu bezpieczna, że w jakiś tam sposób się liczę, ale mimo to czasami musiałam walczyć ze sobą, żeby coś powiedzieć lub nie zadręczać się czymś.
- Czy coś się stało? - spytałam, bo Soovimatu wydawał mi się jakiś... zamyślony i spięty. Bardziej niż zwykle. Był z tym aż nazbyt podobny do mnie. Także obawiał się wielu rzeczy, w tym tego co inni powiedzą. Chciałabym mu z tym pomóc, dodać odwagi, otuchy, ale... czy sama ją miałam? Chyba nie za bardzo. Też czasami za dużo myślałam...
Soovimatu
Ehh, nasza biedna pani mag. Tak bardzo przejmuje się swoją pracą i stara się o wszystkim pamiętać, że nie ma czasu dla siebie. Może jednak to nie taki głupi pomysł by ją zabrać na ten spacer? Skoro już wszystko załatwiłem, to czemu nie? Szczenięta nie powinny mieć nic przeciwko, bowiem doskonale zdają sobie sprawę z tego ile ta wadera dla nich zrobiła. Ktoś powinien zrobić coś dla niej i to definitywnie, jednak czy to powinienem być ja? Nie wiem. Bałem się. Nie chcę wyjść na głupka czy jakiegoś skrytego wielbiciela, którego odeśle z kwitkiem. Nie chcę przecież jej stracić...- Ymm, tak, tak... wszystko w porządku. - oznajmiłem niepewnie, po czym starałem się złożyć jakieś normalne zdanie. Niestety, wyszło z tego wiele jąkających się słów, pauz, zmian toru... ogółem, chaos taki, że teraz weźmie mnie za jakiegoś opętanego. Mimo wszytko, zaśmiała się i pomogła uspokoić, zapewniając przy tym, że jej mogę wszystko powiedzieć.
- No wiesz, chciałem cię zaprosić na spacer, ale nie chcę byś sobie pomyślała, że... no wiesz. - mówiłem dość niezdarnie, błądząc wzrokiem to tu, to tam. Najgorsze jest to, że tylko przy niej czułem się tak... inaczej, taki bardziej przejęty wszystkim.
Sarissa
- Spacer... - powtórzyłam i spojrzałam na zakłopotanego basiora. Był taki słodki, kiedy się tak motał z miejsca miałam ochotę go przytulić... Było tak zawsze. Nie potrafiłam zliczyć ile to razy miałam ochotę zwyczajnie do niego podejść, polizać go i po prostu w niego wtulić. Tylko to nie byłoby właściwe, prawda? Był moi przyjacielem, tylko... Nie mogłam sobie pozwolić na takie zachcianki. Nie czułby się wtedy pewnie komfortowo... Może nawet poczułby się urażony...Soovimatu skinął, ale zaraz struchlał jeszcze bardziej, jakby moje wahanie sprawiło, że stracił resztki odwagi. Nie chciałam tego.
- Tak... Z chęcią wybrałabym się na spacer - stwierdziłam pospiesznie. - Nie wiem tylko czy dzieci dadzą sobie radę same... Ja... Musiałabym znaleźć kogoś, kto rzuciłby na nie okiem no i oczywiście powiedzieć im, że jakiś czas mnie nie będzie. Jak to załatwię to będziemy mogli wyjść. Dobrze? - uśmiechnęłam się do niego ciepło.
Soovimatu
Wadera powtórzyła jedno słowo i zamilkła. Wiedziałem, że to głupi pomysł, jednak co mam teraz zrobić? Uciec? Nie, to by było najgłupsze na świecie i potem jakbym śmiał stanąć przed nią, prawda? Co ja mam robić! Najlepiej było zostać w plemieniu, tak wszystko było jasne, każdy miał ustalone zadania i prawie żadnej wolnej woli. To było bardzo proste życie...Nagle Sarissa postanowiła dokończyć, jednak nie mam pewności czy to co mówi to tak szczerze czy po prostu popatrzyła na kretyna i żal jej się zrobiło. Ehh, czemu ona jest taka... no. Nie wiem jak to określić, ale mam z nią problemy, straszne... Boję się własnej przyjaciółki, żeby mnie czasem nie wyśmiała.
- Wszystko już załatwiłem. - oznajmiłem nieśmiało. Wadera pewnie i tak będzie chciała iść do dzieci, więc to i tak nic nie zmienia.
Sarissa
- Naprawdę? - spytałam.Soovimatu przytaknął.
- Jesteś taki kochany - wymsknęło mi się przez co odrobinę się speszyłam.
Czasami naprawdę ciężko było mi się ugryźć w język. To była dziwne, bo z innymi raczej byłam zwyczajnie powściągliwa i nie nachodziły mnie takie myśli. Poza tym z innymi rozmawiało mi się zwyczajnie... inaczej. Łatwiej mi było zobaczyć pewne granice i się ich zwyczajnie trzymać.
- To... dokąd idziemy? - spytałam kiedy wyszliśmy z mojej pracowni.
Byłam bardzo podekscytowana, choć nie chciałam dać tego po sobie poznać. Przecież to był tylko spacer... no niby pierwszy od dawna bez dzieci, ale tylko spacer. Właśnie... bez dzieci... bez wszystkich innych, którzy zawsze niemal towarzyszyli mnie i Soovimatu... Będziemy sami...
Dlaczego moje serce tak kołatało? miałam wrażenie, że basior to zaraz usłyszy.
Soovimatu
Kiedy wadera mnie pochwaliła i powiedziała, że jestem kochany trochę mi się milej zrobiło, tak ciepło, tak słodko. Sarissa rzadko kiedy mówiła coś w tym stylu, ale jak już to bardzo mnie to cieszyło. Sam nie wiem czemu. W dodatku widać było, że wolałaby zachować to dla siebie niżeli wypowiadać na głos, jednak cieszyłem się, że jej się to zdarza. Dzięki temu wiem, kiedy robię dobrze i to tak nieco bardziej, niż normalnie.Wiedząc już, że ten pomysł był bardzo trafiony, nabrałem nieco więcej pewności siebie, więc też rozluźniłem się. Myślę, że ten spacer będzie jedyny w swoim rodzaju i to nie ze względu na brak dzieci. Jeszcze nie wiem co dokładnie się zdarzy, ale podejrzewam, że będzie miło.
- Do lasu, ponieważ jest całkiem nie daleko, więc zdążymy jeszcze wrócić. - oznajmiłem z uśmiechem, po czym otworzyłem drzwi od komnaty i skinąłem łbem by szła przodem. Zamykając za sobą drzwi, dołączyłem do niej i powolnym krokiem, idąc obok siebie, zmierzaliśmy do naszego celu. Po drodze wadera wypytywała o szczenięta i inne rzeczy, które miała na głowie, a ja zapewniałem, że wszystko zostało załatwione i o nic martwić się nie musi. Nawet powiadomiłem innych magów, że dzisiaj czarna ma wolne i niech oni się zajmą pracą. Nie mieli nic przeciwko, a samice to nawet się uśmiechały z tego powodu.
Sarissa
Starałam się odepchnąć myśli o dzieciach i pracy, ale one wracały... Zastanawiałam się kiedy wszystko aż tak mnie przygniotło, że ciężko mi było skupić się na czymkolwiek innym. To znaczy... zawsze byłam zapracowana, chciałam być przydatna, ale... Czy naprawdę aż tak? Kiedyś potrafiłam chociażby biec przez las i zwyczajnie się nim cieszyć. Nie chodziło tylko o zbieranie ziół, ale o sam fakt tego, że mogłam być sama, wolna, spokojna... To była taka chwila oddechu, której teraz mi tak strasznie brakowało nawet jeżeli nie zdawałam sobie z tego sprawy... aż do teraz.Moje myśli zmieniły nieco tor, kiedy wreszcie weszliśmy do lasu. Od razu opanował mnie spokój. Puściłam się ścieżką lekkim biegiem, Soovimatu był tuż za mną. Tak... to miał być spacer, ale... jakoś tak potrzebowałam się wybiegać, wyszumieć, zaśmiać głośno.
- Przepraszam... - wydyszałam, kiedy przysiadłam wreszcie na niedużej polanie. Mimo tego, że nieco... pokrzyżowałam nasze plany, uśmiechałam się. - Tak dawno nie byłam w lesie... Kiedyś nawet chciałam w nim mieszkać - zaśmiałam się. - Zrobiłam taką straszną, ciasną norę. Jak sobie pomyślę jak nieudolnie wtedy posługiwałam się magią to aż mnie w dołku ściska. Później chciałam wybudować szałas, o który prawie zabił się cesarz... - paplałam, a on siedział tuz obok, uśmiechnięty. Musiałam teraz strasznie głupio wyglądać.
Soovimatu
Miło nam się rozmawiało, a kiedy znaleźliśmy się w lesie wadera zaczęła biec. Przystanąłem na chwilę ze zdziwieniem, jednak zaraz po tym zacząłem ją gonić. Nie chciałem przecież jej zgubić, bowiem nie taki cel tego spotkania i spacero-biegu. Widać było, że bardzo tego potrzebowała. Każdy wilk potrzebuje się wybiegać, a ona? Cały czas siedzi w zamkniętej budowli, czyli zamku i komnatach.W końcu się zatrzymała i zaczęła się tłumaczyć, co oczywiście było nie potrzebne, ale to takie słodkie. Nie wiem dlaczego, ale bardzo mi przypominała moją córkę. Taka pocieszna, wywołująca u mnie uśmiech jak tylko na nią spojrzę. Uważnie jej słuchałem z uśmiechem na pysku i nie mogłem się nadziwić. Ja to zdecydowanie miałem szczęście, że znalazłem się w zamku. Nie wiem co bym zrobił mieszkając w lesie czy na jakimś terenie, zwłaszcza, że nie mam żadnego przydatnego żywiołu. Chyba trudno znaleźć odpowiednie schronienie, prawda?
- Kwiat miłości? - zapytałem z zaciekawieniem, po czym opowiedziałem, że u nas w plemieniu to raczej wadery się kupowało. Rzadko kiedy była to miłość. Przychodził samiec do ojca wadery, płacił za nią i brali ślub. Nikt nie narzekał.
Sarissa
Słyszałam już kiedyś o podobnych praktykach, ale jakoś zawsze wydawało mi się, że to zwyczajne bujdy. Takie gadanie, żeby pokazać jakie to niektóre plemiona są barbarzyńskie i jak daleko im do cywilizowanej Arcenterry. Tym razem jednak okazywało się, ze była to prawda. Bardzo dla mnie smutna prawda. Nie potrafiłam sobie wyobrazić co mogła czuć wilczyca, którą tak zwyczajnie oddawano komuś, kto przecież mógł być jej obcy. Komuś, kto być może nawet ją krzywdził. Przecież została zakupiona jak przedmiot, więc pewnie tak można będzie ją traktować. Straszne, naprawdę- Ja... nigdy, przenigdy nie chciałabym związać się z kimś, kogo nie darzyłabym uczuciem - wyznałam całkowicie zgodnie z prawdą. Wciąż, nawet po tych wszystkich latach wierzyłam w miłość, w tą prawdziwą, która jeszcze mnie czeka. Musiałam tylko w to wierzyć i być cierpliwa, prawda? - Bardzo chciałabym aby kiedyś ktoś przyniósł mi ten kwiat. To taka głupota... Zwyczajnie kiedy Red opowiedział mi o tej tradycji wydała mi się ona po prostu piękna.
Uśmiechnęłam się do swoich wspomnień i tego, jak wiele zawdzięczałam zmarłem carowi. Gdyby nie on nie osiągnąłbym tyle. Nie zostałabym magiem... Być może nawet nie poznałabym Rue i jej cudownych dzieci, które kochałam tak, jakby były moje. Nigdy też nie spotkałabym Soovimatu, cudownego basiora o ogromnym sercu.
- Dziękuję, że mnie tu zabrałeś - powiedziałem i nim zdążyłam pomyśleć o tym co robię, oparłam policzek o jego puszystą szyję lekko się tuląc.
Soovimatu
Oczywiście opowiedziałem jej trochę o moim plemieniu i zasadach jakie miały tam górę, jednak nie zapomniałem dodać, że moje dzieci znalazły prawdziwą miłość. Nie byłbym w stanie sprzedać mej córki, czy też zapłacić za wadery synów. Uczyłem szczenięta prawdziwej miłości i szczęścia. Bardzo jestem dumny z tego, że kochają się i przekazują swoim dzieciom to co ja przekazałem im. Sarissa wiedziała, że o tym, że znalazłem puchate kuleczki i przygarnąłem je, więc możliwe, że to dlatego pozwalała mi przychodzić do Renn, Adriela i Ruina. Z tym ostatnim zawsze było wiele kłopotów, ale rozumiem. Swoją drogą, wiele nas łączy, mnie i czarną waderę. Czy to nie jest zabawne?Nagle wadera oparła swój policzek o moją szyję, co bardzo mnie zaskoczyło. Przeważnie takie sytuacje miały miejsce tylko i wyłącznie w smutku, jak coś nie wychodziło. Czy ja jej coś zrobiłem? Nie, przecież widać było, że jej się podoba. Co powinienem zrobić? Nie chcę przecież jej przestraszyć, czy zrobić czegoś nie odpowiedniego. Nie wiem. Podniosłem jedną łapę i położyłem na jej plecach, po czym zrobiło mi się tak, miło. Nigdy nie czułem czegoś takiego jak teraz, jakby coś mnie unosiło w środku. Miałem ochotę zamknąć oczy i czuć to cały czas, jednak czy wypada? Lepiej będzie jak odwrócę jej uwagę czymś, o czym nie wie. Nie wiem jak to się stało, ale nigdy jej nie pokazywałem żadnych sztuczek, ani też nie mówiliśmy o żywiołach. Dziwne, prawda? Postanowiłem wyszeptać zaklęcie, które odzwierciedliłoby moje uczucia, a była to iluzja latających na wietrze płatków kwiatów, które utworzyły delikatny, różowo - fioletowy sznurek i oplotły nas nim. Ehh, czasem chciałbym zrobić coś takiego naprawdę, by można było poczuć to fizycznie. Mimo iż to jest piękne, to ginie zaraz po kontakcie z ciałem. Kiedy wadera odwróciła się by zaobserwować to zjawisko, zabrałem swoją łapę i postawiłem ją tam, gdzie powinna być, obok drugiej.
- Piękne, lecz nie prawdziwe. - oznajmiłem po chwili, kiedy zaklęcie powoli przestało działać.
Sarissa
Zaklęcie, które pokazał mi Soovimatu było cudowne. Płatki kwiatów wirowały wokół nas przepięknym sznurem, który zdawał się odgradzać nas od świata. Kolory były piękne, bajeczne. Aż miło było na to spoglądać.Moja magia była inna. Zawsze używałam jej do pracy. Zaklinałam przedmioty, wplatałam magię w wywary tak by wzmocnić ich działanie. Praktyczne, potrzebne, ale nie było w tym nic z piękna jakie pokazał mi mój przyjaciel. Kolejna rzecz, która jakoś mi umknęła... Umknęło mi to, że magia to też coś, co zwyczajnie dać może przyjemność, choćby taką z oglądania wytworów iluzji.
- Mylisz się - powiedziałam do basiora kiedy ostatni z płatków opadł na ziemię i zniknął całkowicie. - Może to i iluzja, ale radość z tego, że się ją obejrzało zostaje i jest jak najbardziej realna. Na świecie jest wiele rzeczy ulotnych, takich, których nie można nawet zobaczy, a jednak wiemy, że one istnieją.
Ruszyliśmy jeszcze kawałek w głąb lasu. Tym razem faktycznie na spacer. Idąc wymienialiśmy zwyczajne uwagi dotyczące tego co nas otaczało, nieco o magii, o pogodzie... Kochałam te zwyczajne rozmowy o wszystkim i niczym, a pozwalające jednak zerknąć na świat oczami drugiej osoby.
Soovimatu
Sarissa jak zwykle zaprzeczyła i znalazła w tym wszystkim coś dobrego, dokładnie jak szczenięta. Dorosłe wilki raczej się tak nie zachowują, bowiem nasze życie pokazuje nam, że iluzja to życie. Często wiele rzeczy nam się tylko wydaje, a prawda jest znacznie inna. A to nie prawdziwa miłość, fałszywi przyjaciele, spiski, zbrodnie i obojętność. Kiedyś spotykałeś się z nią codziennie, a dzisiaj jest ci obojętna. Tak już bywa i rzadko kto powiedziałby to, co właśnie oznajmiła czarna wadera. Często żałujemy wszystkiego, zapominając rzeczywiście o tym co było piękne. O tym co przeżyliśmy. Powiedz mi, że to była nie prawda, że twoje szczęście było fałszywe, a nie uwierzę. Przyjaciółka ma rację.Ten dzień był wyjątkowy i na pewno go nie zapomnę. Dowiedziałem się wielu wspaniałych rzeczy i czułem się jak nigdy. Dobrze, wspaniale, idealnie. Myślę, że jestem gotów spotkać moją matkę. Na pewno wszystko się cudownie ułoży i będę miał co opowiadać znajomej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz