Trwające wątki

Połowa Arcanterry przepadła wraz z forum. Przepraszamy.
Blog oficjalnie nieczynny ;)

sobota, 11 marca 2017

Ikelos - Ostatnie życzenie

Z każdym dniem było coraz gorzej, jednak myśli o niej zawsze przynosiły mi ukojenie. Ciekaw byłem czy ona też o mnie myśli, czy nadal coś do mnie czuje? A co jeśli to tak naprawdę nic specjalnego? Może powiedziała to by nie było mi smutno? Jednak było, bardzo i wolałbym nic nie wiedzieć. Kochałbym się w niej tak jak wcześniej... z daleka, z ukrycia, tak, że tylko ja i moje łzy miały prawo o tym wiedzieć. Teraz? Nie mam nic do stracenia, do zyskania też już nie wiele pozostało, ale wolałbym umrzeć spędzając z nią jeszcze jedną chwilę, specjalną i wyjątkową. Nie zależało mi tu oczywiście na tym by to wszystko zrozumieć, lecz by po prostu być z nią. Nie musi mnie kochać, ale ja umarłbym niespełniony, gdybym się na to nie odważył, a więc odważyć się muszę.
Po południu naszykowałem wszystko na plaży. Wykopałem dwa doły w wiadomym celu, by było milej i wygodniej oglądać fale, zebrałem jej ulubione kwiaty wiśni oraz płatki róż, no i jeszcze naszykowałem ten dziwny soku z Gokuune oraz pieczone mięso jelenia. Głupi jednak nie jestem, więc mam to spakowane w koszyku, który właśnie niosę do zamku. Poproszę strażnika przy wejściu by go popilnował, a ja poszukam Arii.
Zmierzając ku komnacie najwyższej, zastanawiałem się nad tym jak mogłaby to odebrać. Nie chciałbym przecież, by dziwnie się poczuła, tak niezręcznie. Nie musi mnie kochać, nie musi nic okazywać a może mnie nawet nienawidzić, ale ja potrzebuję jej teraz... bardzo potrzebuję.
- Witaj. - przywitałem się wchodząc do jej komnaty.
- Chciałbym cię zaprosić na plażę, doszlibyśmy akurat na zachód słońca. - oznajmiłem, trochę nieśmiało, może nawet i smutek był w mym głosie.
Aria
Ku mojemu zdziwieniu, do komnaty wszedł Ikelos. Na szarym pysku miał nieśmiały uśmiech. Zaprosił mnie na plażę, zapewne aby obejrzeć zachód słońca. Właściwie to Red Rose nigdy mnie na coś takiego nie zapraszał, a on już nie żyje więc... Więc raczej nic do stracenia nie mam. Posłałam mu ciepły uśmiech, wstając ze złotego łoża.
- Bardzo chętnie - odparłam.
Podeszłam do basiora, po czym razem wyszliśmy z komnaty. Przechodziliśmy zamkowymi korytarzami. Ah! Aż przypomniało mi się to, jak kiedyś często się w nim gubiłam, tylko żeby dotrzeć do biblioteki i poznać tajniki magii. A teraz? Teraz to znam go jak własną torbę czy komnatę. Westchnęłam z powodu napływu wspomnień. Tyle tu przeżyłam... A niedługo odejdę. Na wszystkich przychodzi czas. Przez te wszystkie lata niestety nikt nie wymyślił żadnego eliksiru nieśmiertelności, a szkoda. W ten sposób oszczędzony zostałby smutek powodowany odejściem kogoś bliskiego, chociaż w przypadku kogoś złego nie byłoby to dobre rozwiązanie.
Byliśmy już daleko od zamkowych murów, a nadal panowała między nami cisza. Standard. Może on się wstydzi tego, że jestem carycą? Że przebywa z kimś o wyższej randze? Postanowiłam zagaić do Ikelosa.
- Jak ci się wiedzie w Wiosce? - zapytałam. - Wymyśliłeś już jakieś nowe eliksiry czy pigułki?
Ikelos
Nie rozumiałem tego, że kiedyś dużo rozmawialiśmy a teraz nie potrafię. Może to przez dzieci? Przez to co się stało? Nie pamiętam, nie wiem, ale kocham ją. Problemem jest tu styl tego kochania, dziwny, niezręczny i chaotyczny. Nie mam na tyle odwagi, by być taki jak Rose. Jestem inny. Ona tu dominuje i może dlatego tak jest? Nie powinno, prawda?
- Zawsze kochałem to miejsce i nic się nie zmieniło. - zaśmiałem się, po czym wadera zadała kolejne pytanie. Hmm, nowe eliksiry? Oj, nie pamiętam kiedy już coś nowego udało mi się wymyślić. Teraz to należy do nowych magów, bowiem nie wolno zabierać innym szansy na wybicie się. Mi kilka przepisów wystarczy, teraz tylko je tworzę i rozdaję potrzebującym.
Powolnym krokiem szliśmy ku wyjściu z zamku, rozmawiając o eliksirach, magii, zaklęciach i innych pierdołach. Kiedyś była magiem, więc było o czym mówić. Ciekawe czy za tym tęskni, chociaż... jeśli tęskniłaby to by się tym zajmowała, prawda? A może nie ma czasu?
- Mógłbym odebrać koszyk? - zapytałem strażnika, nim wyszliśmy. Ten ukłonił się, po czym poszedł po mój pakunek. Coś czułem, że będą plotkować, o ile już tego nie robią, ale... ja nie zamierzam wrócić.
- Przygotowałem wszystko to co lubisz. - uśmiechnąłem się do mojej towarzyszki, a zaraz potem strażnik oddał mi kosz. Teraz spokojnie mogliśmy udać się na plażę. Tym razem postarałem się o to, byśmy nie milczeli. Chciałem, żeby ta ostatnia rozmowa była długa i przyjemna, jak kiedyś... nawet jeśli to tylko pogawędki o kwiatach.
Na miejscu byliśmy o odpowiedniej porze, zachód słońca. Zaprosiłem szarą przyjaciółkę by położyła się w jednym dołku, a ja zająłem się nastrojem. Ma być pięknie, idealnie, bo chcę to wszystko zapamiętać i mieć przed oczami, nim wydam ostatnie tchnienie. Dobra, nie myślmy o tym, teraz najważniejsza jest ta chwila i każda jej sekunda. Z koszyka wyciągnąłem sok i dwie miski, za pomocą telekinezy ustawiłem wszystko i nalałem nam po trochu. Następnie zająłem się mięsem, też miałem do tego miski by nie jeść z piaskiem. Na końcu dwa pojemniczki z płatkami. Wyciągnąłem je i otworzyłem.
- Pamiętasz? - zapytałem, po czym przypomniałem sobie te ruchy, które mi pokazała na jednym z pierwszych spotkań. Tą sztuczkę z kwiatami wiśni i liśćmi. Za pomocą magi powietrza uniosłem moje płatki i powoli zataczałem je w koło, tworząc wir. Po chwili wir był w odcieniach jasnego różu i czerwieni. Na sam koniec uniosłem je do góry i przestałem korzystać z wiatru. Właśnie wtedy na Arię powoli opadały piękne płatki kwiatów i na moje wykopane miejsce.
Aria
Patrzyłam z podziwem na tą sztuczkę z kwiatami. Mimowolnie otworzyłam lekko pysk. To było wprost cudowne! Właściwie to nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz używałam magii powietrza. Odkąd zostałam cesarzową, moje życie stało się rutynowe. Pobudka, śniadanie, rozkazy, rozkazy i rozkazy, kolacja, spoczynek. I tak ciągle. O ile za panowania Red Rose miałam chwilę czasu dla siebie, to teraz muszę wykonywać więcej pracy. Gdy płatki wiśni opadły, a Ikelos ułożył się w piaskowym dołku, westchnęłam. Chciałabym powrócić do starych czasów, znowu być młodą oraz naprawić kilka decyzji, które poważnie wpłynęły na moje życie. No bo właściwie gdybym unikała Red Rose a spędzała więcej czasu z Ikelosem, to być może bylibyśmy razem i mielibyśmy szczenięta, choć... Choć czy właściwie mój były partner jest ojcem Lee, Uriana, Zeconiego, Evangeline, Diany oraz Rosemary? Każde z nich jest szare - niektóre nawet budową podobne są do Ikelosa. Więc czy to coś znaczy? Czy mój przyjaciel tak na prawdę nie jest wujem? Pomyślałam, iż to dobry czas na zwierzenia oraz szczerą rozmowę. Podzielę się z basiorem moimi przypuszczeniami i wspólnie dojdziemy do rozwiązania.
- Dawno tutaj nie byłam. Dziękuje, że mnie tu zaprosiłeś - zaczęłam na spokojnie. - Chciałabym ci się z czegoś zwierzyć... Wiem, że już długo nie pożyjemy, a zależy mi na tym, abyś to usłyszał. Zauważyłeś, że moje potomstwo jest wyłącznie szare, prawda? Nie dało się tego dostrzec za czasów szczenięcych, ale gdy tylko Zeconi podrósł to bardzo skojarzył mi się z tobą; ten sam pysk, uszy, oczy... Pamiętasz tą sytuację z twojej chaty? Myślę, że to, co się tam wydarzyło, dało początek nowym książętom oraz księżniczkom - zakończyłam.
Mój oddech był niespokojny, a serce biło szybciej. Czułam się jak młoda wadera spowiadająca się rodzicom z tego, dlaczego popełniła jakiś błąd. Aczkolwiek nie zamierzałam ukrywać moich poglądów - szczególnie, jeżeli dotyczyły one mojego najlepszego przyjaciela.
Ikelos
Mimo iż to wadera pokazała mi tą sztuczkę, to sama wyglądała jakby widziała ją pierwszy raz. To naprawdę miły widok, zresztą ona zawsze była moim słońcem w pochmurne dni, a serce bolało mnie widząc ją smutną. Czasem zastanawiałem się nad tym, czy nie lepiej byłoby się nigdy nie spotkać? Jej się udało, miała męża, dzieci a ja? Marzyłem tylko o niej, tak bardzo ją kocham, że nie pozwoliłem sobie na inne szczęście. Gdybym to wszystko wiedział, nie pozwoliłbym na to, bowiem doskonale wiem, że to ma sensu. Miłość, której nigdy nie mogłem mieć, nie mogłem pragnąć, a pragnąłem. Mój błąd. Teraz to już nie ma sensu... Zrujnowałem sobie życie, na własne życzenie, jednak głupia nadzieja nie opuszczała mnie ani na chwilę i to dzięki niej nadal tu jestem. Teraz muszę pozwolić jej odejść, chcę tu zostać spędzając ostatnią chwilę w miłym towarzystwie.
Kiedy położyłem się obok wadery, podziękowała mi za zaproszenie, a ja oczywiście uśmiechnąłem się, patrząc na nią tak jak nigdy sobie na to nie pozwoliłem, przynajmniej nigdy przy niej.
- Wiesz, czasem się zastanawiałem nad życiem Red Rose. Dobrze wiemy, że miłował sobie wiele wader, ale dlaczego żadna z nich nie zaszła w ciążę? Ukrywanie się nie miałoby sensu, przecież dzieci cesarza to skarb dla wszystkich. - mówiłem powoli, lekko się stresując, przerywając, rozmyślając nad dalszym ciągiem zdań.
- To czy dzieci są jego czy moje, nie ma znaczenia, bo bardzo je kocham. - zatrzymałem się na chwilę, spoglądając na morze, a następnie na moje łapy.
- Zawsze was kochałem. - powoli uniosłem łeb i spojrzałem na moją towarzyszkę. Mówiłem powoli, spokojnie i jak najbardziej poważnie, może z lekką nutką smutku.
Aria
Ikelos odpowiedział mi z dużym spokojem. Oh... Spodziewałam się jakiegoś szoku, czy nawet bardziej emocjonalnej reakcji. No trudno. Bywa. Myślałam, że go dobrze znam, a tu takie zdziwienie. Szary basior spojrzał na mnie swymi oczami. Były one piękne... Obydwaj nasi synowie mieli takie. Płonęły w nich płomyki spokoju i nadziei, nie to co w oczach Red Rose - w jego zawsze gościły nerwy. Czasami zastanawiałam się, czy oni na prawdę są braćmi.
Schyliłam głowę, aby napić się tego magicznego soku z Gokuune. Tak szczerze to nigdy za specjalnie go dużymi porcjami nie piłam; ewentualnie na przyjęciach, paręnaście łyczków i tyle. A może tak zaszaleć? Co mi tam! Wychłeptałam całą ciecz, przez co lekko zakręciło mi się w głowie. Posłałam ciepły uśmiech Ikelosowi, dając mu znak, iż jest w porządku. No dobrze... Temat dzieci został zakończony, więc co teraz? Może tak powspominać?
- Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? To było w tedy, kiedy jeszcze mieszkałam w Wiosce. Ahh... Tęsknię za tym beztroskim życiem bez tylu obowiązków - podzieliłam się z nim swoimi wrażeniami.
Ikelos
Spojrzałem na nią z lekkim smutkiem, jednak nie dostrzegła tego, bowiem sięgała po sok. Szczerze? Byłem bardzo zdziwiony tym, ile go wypiła za jednym zamachem. Nigdy nie piła tak dużo, albo przynajmniej ja tego nie widziałem. W sumie to dobrze, niech sobie odreaguje. Słodka jest, jak zawsze... dobrze, przestań już. Po co ci to? Ona cię unika, nie chce o tym wspominać. Pewnie nawet myśli, że ta wpadka, że tamta sytuacja to zwykłe nieporozumienie, jednak... po co mi to powiedziała? Eh, no tak! Jesteś tylko jej przyjacielem i tyle, nic poza tym nie było i nigdy nie będzie. Nie licz na cokolwiek i dziękuj, że nie zepsułeś tej przyjaźni do końca. Ona ją naprawiła, zapominając o tym wydarzeniu w chatce i wybierając jego. Proszę, nie myśl o tym, nie myśl i dziękuj, że jest tu teraz z tobą. Nie psuj miłych chwil. Nadziejo, moja droga, opuść mnie już. Proszę. Nie mogę tak żyć, to mnie niszczy, zniszczyło. Rozumiesz? Zniszczyłaś mnie i wolałbym byś odeszła. Czemu nie chcesz? Za co? Co zrobiłem źle?
- Tak, tak. - odparłem, nie słuchając w sumie. Chciałem by było miło, ale ja tak nie potrafię. Po prostu... nie daję rady już. Tyle lat starałem się robić co w mojej mocy, żeby tego wszystkiego nie zepsuć. Tego związku, przyjaźni z jej strony i miłości z mojej. Kochałem, kocham i kochać będę, chociaż już nie długo będzie mi to dane. Powiedzieć? Nie powiedzieć? Nie. Nie wypada. Mówiłem i co? Zmieniła temat. Wystarczy. Głupiec. Czego oczekiwałem? Po co oczekiwałem?
- Czuję, że to będzie ostatnie nasze spotkanie. - patrzyłem z zamyśleniem w morze, delektując się zachodzącymi promieniami słońca.
- Cieszę się, że znalazłaś miejsce w moim życiu. - spojrzałem na nią, oczarowany jak zawsze, jednak tym razem nie ukrywałem tego. Niech chociaż teraz będę prawdziwy.
- Pamiętasz? Pytałaś dzisiaj o eliksiry i magię. Myślę, że to dobry moment by coś ci pokazać. - uśmiechnąłem się, po czym sięgnąłem do koszyka. Miałem tam coś specjalnego, kamyczek. Pracowałem nad czymś, mianowicie nad zapamiętywaniem myśli. Nasze kamienie są magiczne, potrafią przywołać martwego wilka, pokazać go, więc czemu miałaby nie pokazywać wspomnień? Wystarczyło dodać do pyłu kilka kwiatów iluzjonistycznych, halucynogennych i duchowych, zmienić zaklęcie i troszeczkę zmodyfikować sam przedmiot zapisu. No dobra, trochę mi to zajęło, ale zgrałem wszystko co przeżyłem z szarą waderą. Położyłem malutki złoto-niebieski kamyczek przed nami i dotknąłem go. Zamiast zwykłej niebieskiej postaci, mogliśmy obserwować dwie postacie w różnych lokacjach, różne rozmowy, chwile... po prostu wszystko co pamiętałem.
Aria
Patrzyłam oniemiała na to, co zrobił Ikelos. Te wszystkie wspomnienia... Zarówno wesołe jak i smutne. Trwaliśmy w ciszy, lecz nie była ona niekomfortowa. Podziwialiśmy to, co niegdyś razem przeżyliśmy. Nie było tam jego brata, Red Rose. To tak, jakby szary basior wymazał go ze swej pamięci. Zamrugałam parę razy, nadal nie dowierzając.
- Niesamowite... - stwierdziłam z zachwytem.
Pojedyncza łza spłynęła po mym poliku. Właśnie w tym momencie uświadomiłam sobie, jak bardzo zniszczyłam swe życie. Gdybym tylko nie zgodziła się na partnerstwo z dawnym cesarzem w jaskini, to wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. W ogóle mogłam go unikać. Spotkanie rudego na zawsze odmieniło mój żywot. To był mój największy błąd. Gdybym tylko mogła cofnąć czas... Co prawda razem z Ikelosem wynaleźliśmy eliksir odmładzający, lecz wątpię, iż on zadziałałby. Jestem już stara, ponad czternaście lat mam za karkiem, nie trzeba tego ukrywać. Niedługo nadejdzie mój czas. Przynajmniej odejdę w podobnym wieku co Ikelos. Lecz kto będzie pierwszy? Ja czy on? Pewnie obydwoje będziemy tak samo cierpieć, tracąc drugiego, lecz to nieuniknione. Skuliłam się lekko, przybliżając głowę do plażowego piachu. Poczułam silne ukłucie w sercu. Ten ból... Ból odniesiony za wszystkie moje błędy. Spojrzałam zaszklonymi oczami na Ikelosa.
- Przepraszam... - załkałam. - Przepraszam, że popełniłam tyle błędów, że poszłam złą ścieżką, że wybrałam jego...
Z moich oczu lał się strumień łez. W dodatku te niezwykłe chwile ukazujące się przede mną nie pomagały, a zadawały jeszcze większy ból. Czy to już koniec?
Ikelos
Wszystkie te chwile z nią. Czułem się naprawdę wspaniale, że poznałem kogoś takiego jak moja szara przyjaciółka. Patrzyłem na to wszystko z uśmiechem na pysku. Tak bardzo ją kochałem, kocham i będę kochać cały czas, tak samo jak te małe słodkie kuleczki, które już wyrosły. Wszystko było tak pięknie, tak jak sobie wymarzyłem, jednak nagle usłyszałem łkanie. Nie, proszę, nie płacz kochanie. Mamy spędzić ten czas w cudownym nastroju.
- Nie przepraszaj. - powiedziałem z miłością, po czym wytarłem noskiem jej łzę, a kiedy część mojego ciała zetknęła się z jej sierścią poczułem to co zawsze. Dreszcze, ciepło, wszystko to co opisywało cudowną miłość, tą na zawsze. Chciałem tego więcej, więc wstałem i wtuliłem płaczącą waderę do siebie.
- Nie płacz... kochanie. Popatrz jakie mamy śliczne dzieci, a jedno z nich jest cesarzem. Dzięki tobie będzie lepszy niż poprzednik. - mówiłem łagodnym i cichym tonem głosu, aż w końcu Aria się rozluźniła.
- Wybaczysz mi? - wyszeptała, wyjmując pyszczek z mojej sierści i patrząc na mnie.
- Nie muszę ci wybaczać, bo nigdy nie miałem ci nic za złe. Zrobiłaś coś dla innych, zapominając o sobie. Teraz jest chwila by od wszystkiego odpocząć. - uśmiechnąłem się, jednak widać było, że jej nadal jest źle i nie może sobie tego wszystkiego poukładać. Przytuliłem ją ponownie i wyszeptałem, by zamknęła oczy i pozwoliła, że opowiem jej pewną historię. Naszą historię. Wymyśloną, ale szczęśliwą... nawet nie wiem kiedy zasnęła, a ja zaraz po niej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nowsze Starsze Home