- W-wybacz, wasza wysokość - powiedziałam drżącym głosem.
Urian
Dzień zacząłem dość pracowicie od wszystkiego co się stało i co wymagało mojej uwagi. Przy granicach kręciły się jakieś nieznajome wilki. Ich intencja znane nie były, a nie wyglądali na członków jednego z wędrownych klanów. Martwiło mnie to i nakazałem ostrożność. Straże miały być czujne. Nie mogłem pozwolić na kolejny incydent, podczas którego obcy wdzierają się na nasze tereny i mordują.Wstałem i przeciągnąłem się. Dawno już było po wschodzie słońca, a ja nawet jeszcze niczego nie zjadłem. Zbyt pochłonęła mnie sprawa tych obcych.
- Jestem głodny - zakomunikowałem.
- Przynieść Waszej Wysokości coś? - spytał jeden ze strażników, niemal zawsze przy mnie obecny.
Nie było to moim pomysłem więc pewnie druid... Bał się mojego brata, co? Nie zdziwiłbym się, choć ja sam się go nie obawiałem. Był moją rodziną i mimo wszystko wierzyłem, że jakoś się między nami ułoży, że by mnie nie skrzywdził... Nie tak fizycznie i naprawdę.
- Nie... Muszę się wreszcie nieco ruszyć - stwierdziłem i wyszedłem żeby skierować się na stołówkę.
Biorąc podane mi mięso i siadając przy ciężkim stole, przy którym zwykła siadać moja rodzina kiedy byliśmy dziećmi i mama wyganiała nas z łóżek, nie mogłem przestać myśleć. Zastanawiałem się co teraz robi Coni... Do tego... tęskniłem cholernie za mamą i wujkiem. Tak bardzo mi ich brakowało. Czasami byłem zwyczajnie wściekły, że odeszli, zostawili mnie samego, zaraz jednak wracał zwyczajny, aczkolwiek przytłaczający czasami, smutek.
Nie tylko ja byłem dziś wyjątkowo zamyślony, z tego co udało mi się zobaczyć. Czarna wadera wcale nie spoglądając na to, co działo się wokół niej, położyła zając na stole i usiadła naprzeciwko mnie. Strażnik warknął, a ona odskoczyła jak poparzona żeby zaraz zacząć się kajać.
- Nie masz się czego bać. Siadaj i jedz, proszę - skinąłem na miejsce, które zajmowała jeszcze przed chwilą.
Wadera na drżących łapach wstała i znów usiadła przy stole. Poznałem ją od razu. To była ta młódka z balu. Pamiętałem jak wtedy pokrętnie próbowała mi tłumaczyć, że wszystko z nią dobrze. Teraz z zresztą też mimowolnie się uśmiechnąłem, bo sytuacja była zdecydowanie zabawna.
- Renn, prawda? - spytałem tak dla pewności czy dobrze zapamiętałem jej imię. Czarna skinęła lekko potwierdzając, że trafiłem.
- Smacznego - dodałem jeszcze i zająłem się swoim łabędziem.
Renn
Cesarz zapewnił mnie, że nie ma się czego bać... Ja nie byłabym tego taka pewna, skoro nadal czułam oddech strażnika na karku, aczkolwiek skoro władca tak mówi to raczej oni nie powinni mnie skrzywdzić. Kiwnęłam nieśmiało głową i ponownie usiadłam, lecz nadal byłam spięta. Odpowiedziałam cichym 'Nawzajem' i poczęłam powoli jeść zająca, choć mój żołądek żądał tego, aby pokarm jak najszybciej się do niego dostał. No ale nie wypada chyba przy królu zachowywać się jak prosię, prawda? Brałam dosyć duże kęsy i o dziwo bardzo szybko skończyłam posiłek. Pan Urian z resztą również już dojadał końcówkę łabędzia. Podniosłam lekko głowę, spoglądając na szarego basiora. Pomyślałam, że jest trochę sztywno, a nie lubię takiej aury. Trzeba o czymś porozmawiać, lecz o czym? Jedno złe słowo i już zapewne wyląduję w lochach! No dobrze... Chyba mam jakiś pomysł na typową pogawędkę.- A-a p-panu jak m-mija dz-dzień? - spytałam bez odwagi.
Urian
Czy ja naprawdę byłem aż taki straszny? Nie wydawało mi się... To znaczy kiedy się wściekałem byłem raczej mało przyjemny, ale ostatnio naprawdę nad sobą panowałem. Mimo to Renn drżała zdecydowanie. Byłem święcie przekonany, że ucieknie jak tylko zje, ale nie. Siedziała dalej, dygocąc, ale jednak zadała mi pytanie. To było zdecydowanie ciekawe. Wujek nie raz powtarzał, że ważne jest walczyć ze swoimi słabościami. A takimi był nie tylko gniew, ale także na przykład nieśmiałość czy strach.- Raczej pracowicie. Dość sporo się ostatnio dzieje... - westchnąłem i przez myśl mi przeszło, że mógłbym sobie zrobić nieco dłuższą przerwę. Raz na jakiś czas zdecydowanie mi się należało i nie chodziło nawet o moje lenistwo, na które nie miałem czasu już wcale. Zdecydowanie się przez ostatni rok zmieniłem i przyszło mi się przejmować mnóstwem rzeczy.
- Ale lepiej powiedz jak mija twój. Uczysz się, tak? Miałaś już zajęcia z Foxy? Dalej ciska w uczniów ogniem? - wypytywałem i mimowolnie uśmiechnąłem się na wspomnienie lekcji z wrednym rudzielcem. Pamiętałem też jej zdziwienie kiedy to ja zostałem cesarzem. - Kiedyś przypaliła mi ogon - burknąłem, ale dalej nie mogłem przestać się uśmiechać.
Renn
Uśmiech cesarza zdecydowanie mi pomógł. Nie spodziewałam się, że z tak ważnymi personami można przeprowadzić luźną rozmowę. Zawsze uważałam tych wyżej postawionych za poważne i nudne wilki, a tu taki pan się trafił. Mimowolnie odpowiedziałam tym samym gestem na pysku. Poza tym nie miałam pojęcia o tym, iż Urian, Lee, Zeconi, Rosemary, Evangeline i Diana również uczyli się pod okiem Foxy the Fury. Co prawda wydawała się ona groźna, ale chyba lubiła swoją pracę. Zachowywałam się grzecznie na jej lekcjach, choć Ruin podpadł jej za swą niewiedzę. Gdy uderzyła mych braci bardzo się przestraszyłam, już chciałam pisnąć, lecz powstrzymałam się.- R-raczej nie... Za to w-woli okładać nas p-po głowach skórą - przyznałam. - nawet za błahe rzeczy. A... G-gdy podpaliła ci, znaczy p-panu, ogon, to bardzo b-bolało?
Bardzo zmartwiłam się sposobem nauczania tej rudej wadery. Nie miałam pojęcia, że była ona tak okrutna dla swych podopiecznych. Poza tym jak można zranić członka rodziny królewskiej? Ta pani powinna się wstydzić i przeprosić władcę.
Urian
A jednak moja nieśmiała towarzyszka potrafiła się uśmiechać. Musiałem do tego przyznać, że zdecydowanie ładnie jej było z tym uśmiechem.- Ucierpiała głównie moja duma - odpowiedziałem. - No i zapach spalonego futra nie należy do szczególnie przyjemnych - zaśmiałem się, na co i Renn szerzej się uśmiechnęła.
Wciąż był spięta, ale widać było, że dzielnie z tym walczy. W pewien sposób mi się to zdecydowanie podobało.
- Bicie skórą to naprawdę nic... - stwierdziłem. - Foxy chyba na starość łagodnieje, w co przyznam szczerze trudno mi uwierzyć. A może to wy jesteście mniej... wkurwiający?
Renn spojrzała na mnie z lekkim przestrachem i dezorientacją.
- Byłem okropnym dzieckiem - wyjaśniłem. - Moje rodzeństwo z resztą nie lepiej, więc ruda wredota miała z nami sporo kłopotów. Kochałem wręcz robić jej na złość.
Trudno się było nie uśmiechać do swoich wspomnień, szczególnie kiedy było w nich sporo beztroski, którą dostrzegało się z czasem. Kiedyś uważałem, że szkoła to katorga, a tym czasem okazywało się, że była naprawdę niczym w porównaniu do tego co miało być później. Zatęskniłem strasznie, za łażeniem po murach.
- Bardzo się spieszysz do swoich zajęć czy dasz się namówić na małą przechadzkę po zamku? - spytałem spoglądając na Renn.
Renn
Moje serce zabiło szybciej. Spacer?... Nie zrozumiałe było dla mnie to, skąd ja - wadera o najniższej randze - mam zaszczyt spędzenia wolnego czasu wspólnie z najważniejszym wilkiem Arcanterry. Zawstydziłam się lekko, bowiem takie rzeczy przytrafiały się w miłosnych historiach, które słuchałam za szczenięcych czasów. Później jednak opamiętałam się, ponieważ wątpię, że to w jakikolwiek sposób będzie romantyczne.- W-właściwie to już je zakończyłam, a nie mam żadnych planów co do tego, co będę robić później, więc bardzo chętnie. - odpowiedziałam pogodnie.
O dziwo zająknęłam się tylko raz, co było niesłychanym sukcesem jak dla mnie. Zazwyczaj moje wypowiedzi były niezrozumiałe dla innych, a to na prawdę utrudniało komunikację. Aczkolwiek ciągle pracowałam nad swą nieśmiałością i strachem, lecz niestety efektów za bardzo nie było widać. Stwierdziłam, że po prostu jestem strachliwym wilkiem bojącym się nawet własnego cienia. Nic raczej na to nie mogłam poradzić, taka już się urodziłam, natomiast myśląc o braciach nie bałam się tak bardzo. Od zawsze obiecywali, iż będą mnie bronić. Ufałam im i wierzyłam, że tak będzie. Zgrabnym krokiem odeszłam parę kroczków od stołu, aby pokazać władcy, że jestem gotowa na spacer.
Urian
- No wreszcie - pochwaliłem, kiedy okazało się, że wadera jednak przestała truchleć. Spojrzała na mnie co prawda z lekki przestrachem, ale mój uśmiech chyba ją uspokoił, bo odwzajemniła go i znów uspokoiła.Możliwe, że ciężko było w to uwierzyć, szczególnie znając moja nerwowość, ale nie lubiłem kiedy inni się mnie bali. Nie kiedy nie mieli do tego żadnych podstaw. Nie czułem, żeby czyjkolwiek strach był czymś właściwym. Szczerze mówiąc wiele to utrudniało. Wilki kajały się o byle co zamiast przechodzić do konkretów, nie raz irytowali mnie tym chociażby posłańcy z innych watah. Co innego jeżeli ktoś zasłużył na to, żeby skórę z niego zadrzeć... Oni mieli pełne prawo się bać, wręcz mnie to wtedy niezmiernie cieszyło. Były to jednak bardzo rzadkie przypadki.
- Nie musisz się tak martwić - zagadnąłem do niej, wstając. - Wilków nie zjadam. I nie trzeba mi wciąż mówić na "panie". Może to śmieszne, ale posiadam imię, którego mało kto już używa.
Ruszyłem do wyjścia, następnie korytarzem, aby dotrzeć do schodów i wyjść na jeden z balkonów, a ostatecznie przejść pomostem na mury. Renn szła cały czas za mną. Strażnik także, choć teraz już w pewnej odległości. Słyszałem jak westchnął.
- Poprosisz później druida, żeby na mnie nakrzyczał - stwierdziłem do niego. - A teraz idź sobie. Nic mi tu i tak nie grozi.
Widać było, ze wilk się waha, ale ostatecznie nie miał wyjścia. Skłonił się i odszedł.
- Zawsze lubiłem tu siedzieć - stwierdziłem do Renn, która przysiadła kawałek dalej lekko niepewnie zerkając w dół na brukowany dziedziniec. - A ty? Masz jakieś swoje ulubione miejsce?
Renn
Spojrzałam w dół na dziedziniec. Zakręciło mi się lekko w głowie od tej wysokości, aczkolwiek po chwili zawroty ustały, a ja mogłam podziwiać wilki krzątające się po centrum zamku. Niektóre gawędziły, inne jeszcze z czymś biegały, a tam z boku nawet szczenięta się bawiły. Widok ten bardzo mi się spodobał. Lubiłam obserwować poczynania innych. Często patrzyłam jak Sarissa przyrządza eliksiry, choć miałam świadomość, że w pewnym sensie jej przeszkadzam. Niestety moja ciekawość nie zna granic, co dla niektórych może być nieprzyjemne. Zastanowiłam się chwilę nad pytaniem Uriana.- Właściwie t-to nie mam żadnego takiego ulubionego miejsca. Praktycznie większość życia spędziłam w zamku, patrząc z okna na las. K-kiedy byłam szczeniakiem - tu zastopowałam, ponieważ bałam się wyznać prawdy. - miałam okazję do obejrzenia lasu i rzeki, lecz tylko tyle.
Na szczęście udało mi się sprytnie wyminąć ten bolesny dla mnie temat. Na samo wspomnienie o tym chciało mi się płakać... Ale z trudem powstrzymałam się od łez. Nie chciałam wyjść na beksę, choć i tak nią byłam. Adriel, Ruin oraz Sarissa doskonale wiedzieli o tym, iż dzień w dzień płaczę wśród nich bez żadnych oporów.
Urian
- Ja też głównie siedzę w zamku. Czasami udaje mi się wyrwać na jakieś polowanie. Nie mieliście jeszcze zajęć z łowiectwa? - spytałem. Pokręciła przecząco głową. - Będziecie mieć... Wtedy nieco się wyrwiecie. Czeka was jeszcze odkrywanie żywiołów i wycieczka. Może Foxy pokaże wam swoje pląsy - zaśmiałem się. Aż strach pomyśleć ile ostatecznie dobrych wspomnień miałem z ta ruda wredotą.Wystawiłem nos do wiatru. Jak zwykle czułem w nim przyjemne swędzenie.
Pracowity ranek sprawił, że sądziłem, że cały dzień będzie krótko mówiąc do dupy, a jednak udało mi się znaleźć miłe towarzystwo i chwile spokoju. Było zdecydowanie bardzo dobrze. Co prawda miałem niemiłe wrażenie, ze druid zaraz albo kogoś przyśle, albo sam tu przylezie, żeby znów jęczeć mi nad uchem, że nie dość, że coś wymaga mojej uwagi to jeszcze mogę spaść, a mokra plama, nawet jeżeli była cesarzem, to zawsze kłopot.
- Zdecydowanie powinnaś sobie znaleźć jakieś miejsce, w którym będziesz mogła odpocząć od świata - stwierdziłem, spoglądając znów na Renn. - Każdemu coś takiego potrzebne.
Czarna skinęła i uśmiechnęła się do mnie naprawdę ładnie. Nawet jeżeli jej oczęta unosiły się ledwie nieśmiało i zaraz znów wracały w dół.
- To jak już znajdziesz swój zakątek, choćby w zamku, przyjdź i mi się nim pochwal, dobrze? - spytałem i dostrzegłem idącego w naszą stronę strażnika. - A teraz wybacz, ale wysłali za mną list gończy. - westchnąłem i ruszyłem do szarego basiora. - Już, już... nie spinaj się tak, bo coś ci w zadku pęknie.
- Do zobaczenie, Renn - rzuciłem jeszcze do wadery i odszedłem. Obowiązki wzywały...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz